To mały krok człowieka, wielki skok ludzkości

Mija właśnie pięćdziesiąt lat od wyjątkowego wydarzenia – pierwszego w historii ludzkości, kiedy to amerykańscy astronauci wylądowali i wykonali pierwsze kroki po powierzchni Księżyca. Neil Alden Armstrong – amerykański astronauta, dowódca misji Apollo 11. jako pierwszy człowiek, stanął na Księżycu

Tak, już pół wieku minęło, a wydarzenie to nie straciło niczego na swej doniosłości i niezwykłości.

Był  to sukces Stanów Zjednoczonych Ameryki, zrealizowany od początku do końca przez amerykańskich naukowców i astronautów ale jego podłożem niewątpliwie był wysiłek wielu specjalistów nowożytnej nauki,  niezaprzeczalny rezultat pracy wielu pokoleń astronomów, matematyków, fizyków, chemików, inżynierów, biologów, lekarzy i wielu innych. W tym rozwojowym pędzie nauki będącej bazą dla podboju kosmosu nie brakowało polskiego wkładu ; wystarczy wymienić Mikołaja Kopernika, czy choćby Marię Skłodowską – Curie.

Był to też ogromny wysiłek technologiczny związany z równie dużym wydatkiem finansowym, wszystko po to,  aby urzeczywistnić odwieczne marzenie ludzkości o wzniesieniu się w kosmiczną przestrzeń i zdobyciu innych planet – na początek  wylądowaniu na powierzchni Księżyca – naturalnego satelity Ziemi. Dodajmy, że w owym czasie do pierwszych kroków w zdobywaniu przestrzeni kosmicznej przyczyniali się także Rosjanie i o ich sukcesach uczciwość nakazuje też pamiętać.

W ramach   szerokiego programu  badań i podboju przestrzeni kosmicznej zapowiedzianego w 1961 roku przez prezydenta Stanów Zjednoczonych J. Kennediego agencja kosmiczna  NASA ( National Aeronautic  and Space Administration) podjęła  ogromny wysiłek mający na celu  doprowadzenie do załogowego lotu na Księżyc, wylądowanie na jego powierzchni, a następnie bezpieczny powrót załogi na Ziemię. Z tego powodu konieczne okazały się  wyprawy wcześniejsze, między innymi loty Apollo 10 czy Apollo 9 w celu dokładnej analizy fotograficznej powierzchni Księżyca  i przetestowania  działania wszystkich systemów statku kosmicznego w warunkach na orbicie wokół Księżyca.

Było to o tyle niezmiernie ważne i trudne zważywszy, że powierzchnia „srebrnego globu” dosłownie usiana jest tysiącami większych lub mniejszych kraterów, licznych nierówności skalnych, wskutek czego niewłaściwy wybór miejsca lądowania załogi mógłby zakończyć się katastrofą.

Wreszcie dnia 16 lipca 1969 roku z przylądka Canaveral na Florydzie potężne silniki rakietowe  trójstopniowej rakiety „Saturn V” wyniosły na orbitę wokół Ziemi statek Apollo 11 z planowaną misją  załogowego wylądowania na powierzchni Księżyca. Pojazd składał się z dwóch zasadniczych członów ; główny statek kosmiczny „columbia” z pokładem dowodzenia przeznaczonym dla trzech astronautów, oraz  człon lądujący „eagle” LM (lunar module) przewidziany dla dwóch członków załogi mających osiąść na powierzchni Księżyca.

Gdy statek  poruszał się już na orbicie wokół Ziemi, w ściśle  określonym i obliczonym momencie załoga Apollo 11 uruchomiła silnik rakietowy odchodząc od ruchu orbitalnego i kierując się w precyzyjnie wyznaczonym kierunku zmierzała w stronę Księżyca.

Aby osiągnąć cel, „Columbia”  musiała  mieć nadaną prędkość około 12.5  kilometra na sekundę ( wprawdzie prędkość ucieczki z Ziemi  teoretycznie wynosi 11.2 km/s , ale w rzeczywistości uwzględniono dodatkowe grawitacyjne oddziaływanie Słońca). Po nadaniu statkowi wymaganej prędkości silniki już nie pracowały, „Columbia” oddalała się od Ziemi stopniowo zmniejszając prędkość. Dopiero później zbliżając się do Księżyca wchodzi w jego silniejsze oddziaływanie grawitacyjne i  w konsekwencji możliwe jest wejście na orbitę okołoksiężycową.

W tym miejscu trzeba podkreślić ogromne zaawansowanie techniczne umożliwiające taką wyprawę. Pamiętajmy, że statek porusza się w przestrzeni kosmicznej, życie astronautów zdane jest wyłącznie na niezawodność działania wielu systemów takich jak system podtrzymywania i zabezpieczenia życia, system łączności, prawidłowo działające układy zasilania i sprawnego funkcjonowania napędów rakietowych czy zasilania energią elektryczną. Nie zapominajmy o niezwykle precyzyjnej i odpornej konstrukcji statku kosmicznego i wreszcie o niezmiernie ważnym systemie nawigacji. Miejmy na uwadze także to, że te wszystkie  wysokie techniczne wymagania zostały spełnione 50 lat temu, czyli w czasach, gdy możliwości operacyjne pokładowego komputera „Columbii” nijak się mają do współczesnych komputerów, które większość z nas posiada w domu !

20 lipca 1969 roku dryfując na orbicie wokół Księżyca  dwóch astronautów, to jest Neil Armstrong oraz Edwin Buzz Aldrin przemieścili się do modułu księżycowego (Lunar Module). W odpowiednio zaplanowanym momencie księżycowy lądownik odłączył się od macierzystej „Columbii” i powoli zmniejszając prędkość za pomocą własnego silnika rakietowego zmierzał  ku powierzchni Księżyca. Oczywiście samo lądowanie  i sterowanie lotem lądownika to niezmiernie złożony proces nawigacyjny przy jednoczesnej możliwości korekty lotu i miejsca osadzenia na powierzchni .

Nie sposób nie wspomnieć o samym module lądującym na Księżycu ; to z pewnością  najwspanialszy wehikuł latający, jaki skonstruowano w XX wieku. Posiadał własne systemy podtrzymania życia, zasilania, zapasy tlenu, paliwa, wody, oraz system oczyszczania  powietrza ( pochłaniacze dwutlenku węgla) wraz z urządzeniami nawigacji i łączności, oraz aparaturę badawczą.

20 lipca około godziny 16:17 czasu EDT (czasu liczonego dla wschodniej części Stanów Zjednoczonych) Lunar Module  precyzyjnie i łagodnie osiadł na powierzchni Księżyca. Bardzo nieznaczny wstrząs przy zetknięciu z  Księżycowym  gruntem został zniwelowany specjalnymi amortyzatorami umieszczonymi na podporach lądownika, które bezpośrednio osiadły na powierzchni.

Huston, Eagle has landed (Huston, Orzeł wylądował) – to pierwszy komunikat po wylądowaniu modułu LM na powierzchni Księżyca.

W tym samym czasie trzeci z astronautów Michael Collins pozostał sam w module dowodzenia na orbicie wokół Księżyca.  Przez 21.5 godzin okrążał Księżyc wykonując zaplanowane różne testy, ważne zdjęcia  powierzchni Księżyca, ale przede wszystkim utrzymywał łączność z astronautami na powierzchni srebrnego globu  i z ośrodkiem  kontroli lotów  na Ziemi.

Po prawie sześciu godzinach odpowiednich przygotowań   astronauta Neil Armstrong w specjalnym skafandrze kosmicznym wyposażonym w przenośny system podtrzymania życia ostrożnie schodzi po umocowanej do modułu drabince i o godzinie 22:56 czasu EDT jako pierwszy człowiek w dziejach ludzkości stanął na powierzchni odległego  od Ziemi globu. Po wykonaniu pierwszych kroków na po Księżycu Neil Armstrong wypowiedział pamiętne słowa :

It is one small step for a man, but one giant leap for mankind   ( to mały krok człowieka, ale wielki skok ludzkości).

Po kilkunastu minutach na powierzchnię Księżyca zszedł drugi z astronautów Edwin Buzz Aldrin.

To niezwykłe wydarzenie na całym świecie wzbudziło zainteresowanie  wielu ludzi nauki i nie tylko. Polska, jako jeden z nielicznych krajów tak zwanego bloku wschodniego w całości transmitowała na jedynym wówczas kanale polskiej telewizji, pierwsze lądowanie ludzi na Księżycu. Pamiętam tę noc spędzoną w ośrodku wczasowym, kiedy wszyscy wypoczywający siedzieli przed telewizorem w oczekiwaniu na ten najważniejszy moment. Z powodu różnicy czasu w Polsce zbliżała się godzina trzecia nad ranem, a więc był już 21 lipca 1969 roku.. Ale o spaniu nikt nie myślał, nawet my, wtedy jeszcze dzieci. Chyba wszystkim udzielał się stan wielkiego napięcia i ekscytującego wyczekiwania – kiedy astronauci staną na powierzchni Księżyca ? Oby cała misja się powiodła. Niektórzy się modlili za pomyślny powrót astronautów na Ziemię ! Kiedy Neil  Armstrong wykonał pierwsze kroki na powierzchni Srebrnego Globu, niemal wszyscy poderwali się z krzeseł. Ten niezwykły moment spontanicznie przyjmowano wielkimi brawami. Nawet nad ranem mimo zmęczenia trudno było zasnąć ; niezwykłość tego wielkiego wydarzenia nie pozwalała o niczym innym myśleć. Podobnie było przez następne dni. Wczasowicze się spotykali przy jednym stole, pili kawę lub herbatę, a lądowanie Amerykanów na Księżycu było jedynym najważniejszym tematem, o którym dyskutowano. Z perspektywy tych wielu lat uważam, że udana misja na Księżyc  – a pamiętajmy, że to pierwsza, ale nie jedyna z pomyślnym lądowaniem na Księżycu – bardzo wpłynęła na świadomość wielu milionów osób na całym świecie, ukształtowała nowe spojrzenie na możliwości człowieka i dalsze wizje podboju kosmosu.

Tymczasem wspomnieniami wróćmy na Księżyc. Pobyt astronautów na jego powierzchni to nie wycieczka turystyczno krajoznawcza, lecz wytężona praca, dodatkowo w warunkach wyjątkowo nieprzyjaznych dla człowieka. Trzeba  wystawić instrumenty pomiarowe,  wykonać planowane badania, zebrać próbki gruntu i pyłu księżycowego, wykonać dokumentację fotograficzną. A wszystko to w stanie ogromnego ryzyka. Przecież wystarczy, że astronauta zwyczajnie się potknie i przewracając się poważnie uszkodzi swój skafander o księżycowy głaz –  w przypadku rozerwania podszycia mogłaby nastąpić dekompresja, a wtedy śmierć astronauty nastąpiłaby niemal natychmiast. Należy pamiętać, że przyspieszenie grawitacyjne na powierzchni Księżyca jest  około sześciu razy mniejsze, niż na Ziemi. To z jednej strony utrudnia chodzenie po Księżycu, z drugiej zaś sześciokrotnie mniejsza siła ciężaru nie obciąża nadmiernie astronautę dźwigającego  ekwipunek o sporej masie.

Sam skafander astronauty to techniczna niezwykłość sama w sobie.

Wykonany z możliwie najlepszych i najtrwalszych materiałów musi zapewniać wewnątrz ciśnienie równe ciśnieniu atmosferycznemu. Na zewnątrz ciśnienie jest równe zeru, albowiem Księżyc  jest zupełnie pozbawiony atmosfery. Do tego astronauta mimo skafandra narażony jest na niezmiernie groźne promieniowanie korpuskularne dochodzące od Słońca. Nie chroni przed nim nawet pole magnetyczne Księżyca będące niemal sto razy słabsze od pola magnetycznego Ziemi. Inną sprawą są warunki termiczne. Temperatura powierzchni Księżyca w czasie „księżycowego dnia” dochodzi do 110 stopni Celsjusza, ale już nieco powyżej,lub w miejscu zacienionym spada do wartości grubo poniżej zera stopni Celsjusza. W tych warunkach zarówno skafander astronauty, jak i wnętrze Modułu Lądującego muszą zapewniać temperaturę optymalną sprzyjającą życiu załogi i wykonywaniu swoich zadań.

Koniec misji i powrót na Ziemię                

 Po 21.5 godzinach spędzonych na powierzchni księżyca 21 lipca 1969 roku o godzinie 13:54 czasu EDT obydwaj astronauci opuścili powierzchnię Księżyca jednocześnie za pomocą ładunków pirotechnicznych oddzielając moduł LM od spodniej części konstrukcji, na której lądownik osiadł na Księżycu. Teraz silnik rakietowy musi wynieść „Orła” na orbitę okołoksiężycową na wysokość 102 km, aby precyzyjnie sterowany połączył się z głównym modułem Columbii. Tu ogromną rolę odegrał pilot modułu głównego Michael Collins, bez którego powrót na Ziemię nie byłby w ogóle możliwy.

Po kolejnych kilku godzinach  załoga w komplecie uruchomiła silnik rakietowy „Columbii” kierując statek na właściwą trajektorię zmierzającą ku Ziemi.

Samo lądowanie  na Ziemi także wymagało odpowiednich procedur nawigacyjnych. Najpierw astronauci wraz z niezbędnym ładunkiem przeszli do członu przewidzianego dla wejścia w atmosferę ziemską. Ciekawostką jest to, że wejście w atmosferę musi nastąpić pod kątem pomiędzy 6 do 8 stopni względem stycznej do warstw atmosfery ; kąt mniejszy spowodowałby  rodzaj „ześliźnięcia” się modułu lądującego  po rozrzedzonej atmosferze  i niejako wypchnięcia go w wyższe warstwy ( to mogłoby zaważyć na  możliwości bezpiecznego powrotu). Z kolei wejście pod większym kątem groziło nadmiernie szybkim rozgrzaniem osłony termicznej i jej  przedwczesnym spaleniem, a to bezpośrednio zagrażało spłonięciem lądownika w niższych warstwach atmosfery i tym samym śmiercią załogi. Ostatecznie jednak ku radości wszystkich procedura lądowania na Ziemi przebiegła pomyślnie i  kapsuła lądująca z trójką astronautów wodowała na Pacyfiku po uprzednim otworzeniu się spadochronów i została przejęta przez marynarkę USA.

Nawet dziś po pięćdziesięciu latach warto o tym niezwykłym wyczynie wspomnieć i uświadomić sobie, że misja Apollo 11 otworzyła nową erę w badaniach przestrzeni kosmicznej, pokazała nowe możliwości udowadniając, że wysiłek naukowy, technologiczny ale też ekonomiczny może pchnąć  rasę ludzką do poważnych sukcesów w podboju przestrzeni kosmicznej. Ta misja była przełomowym wstępem, a owocem tego niesłychanie trudnego wyzwania były następne lądowania załogowe na Księżycu. Kolejnymi wyprawami  na Księżyc były  Apollo 12, Apollo 13 ( to jedyna misja bez powodzenia z powodu awarii, ale zakończona szczęśliwym powrotem na Ziemię), Apollo 14, Apollo 15, Apollo 16 i Apollo 17. W trakcie kilku ostatnich pobytów na Księżycu astronauci używali nawet specjalnego pojazdu samochodowego, oczywiście z napędem elektrycznym. Można pół żartem, pół serio powiedzieć, że  elektromobilność Amerykanie przetestowali na powierzchni Księżyca.

Świat nauki nie cofnie się  przed dalszymi wyprawami w kosmos – w najbliższym czasie ponownie na Księżyc, a potem……z pewnością zrealizuje się załogowy lot na Marsa, choć ten wymaga zdecydowanie większego zaawansowania technologicznego. Należy mieć nadzieję, że nikt i nic nie zahamuje determinacji do eksploracji coraz dalszych obszarów otaczającej i fascynującej przestrzeni kosmicznej. Jeśli do tej niezwykłej współpracy włączy się większa liczba krajów – w tym także Polska – to jest możliwe, że świat wejdzie w nowy etap współistnienia wszystkich ludzi, a konflikty wojenne staną się jedynie niechlubnym reliktem przeszłości.

Nie można nie zwrócić uwagi na pewien niepokojący wątek. Otóż w ostatnich latach lansują się w internecie ignoranci podważający fakt lotów załogowych na Księżyc. Z reguły snują oni swoje spiskowe pseudoteorie , jakoby lądowanie na Księżycu miało być sfilmowanym wyreżyserowanym spektaklem, a faktyczne lądowanie  ludzi na Księżycu miałoby nigdy nie nastąpić. Oczywiście  tych i podobnych bredni nie można poważnie traktować ! Przykre jest, że są ludzie tak cynicznie depczący rzeczywiste osiągnięcia, które niejeden człowiek przepłacił życiem.

Jeśli dziś z takim przejęciem wspominamy pierwszą misję załogową na Księżyc, to także po to, by zachęcać młodych Polaków do nauki i podejmowania coraz to nowych wyzwań. Może niedługo  Polak lub Polka znajdzie się na liście wznoszących się w kosmos i torujących drogę ku przyszłości, o jakiej teraz nie  potrafimy nawet marzyć.

Jarosław Jużyczyński

Ekspert ds. problematyki środowisk osób niepełnosprawnych oraz edukacji dzieci i młodzieży. Pomysłodawca i koordynator wdrożenia systemu Centralna Baza Danych przewidzianych dla środowisk osób niepełnosprawnych. Członek zarządu Towarzystwo Pomocy Niepełnosprawnym w Łodzi. Główny Koordynator Oddziału Województwa Łódzkiego Stowarzyszenia Bastion Dialogu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.