Podziękowania za solidne lekcje ekonomii

Pomimo wielu deklaracji i zachęt ze strony polskich polityków po Brexicie nie słyszałam, ani czytałam w żadnym dzienniku o programie rządowym, działaniach organizacji społecznych czy innych ważnych ciał krajowych, które są decyzyjne, o opracowaniu specjalnych programów, ułatwiających Polakom odnalezienie się w naszej rzeczywistości po ich powrocie do kraju. Negatywne odniesienie, szczególnie młodych Brytyjczyków, wskazuje, że młodzi Polacy, którzy okazali się być zaradni i zdeterminowani stanowią zbyt dużą konkurencję na ich rynku pracy. Jednak w rozmowach ze znajomymi większość z nich uważała, że Polacy są potrzebni ze względu, że większość z nich pracuje w usługach i zawodach, co do których nie ma zainteresowania krajowców. Pretensje Brytyjczyków są głównie uwarunkowane obniżeniem ich pensji (do ok. 20 tysięcy funtów szterlingów rocznie), przy czym nie zwracają uwagi na doniesienia prasowe dotyczące m.in. brytyjskich dotacji dla fundacji, szczególnie w krajach biednych, które nie są wydawane zgodnie z celem, bądź horrendalnie wysokich pensji dyrektorów banków, co już bywa krytykowane w ich prasie.

Nic dziwnego, że Polacy czują się pozostawieni sami sobie bez wsparcia ze strony brytyjskiej i polskiej, część z nich planuje wyjazdy do innych krajów Wspólnoty np. Kanady. Oceniają, że bez względu na ich osiągnięcia, takie jak ukończenie studiów wyższych w Anglii, czy nostryfikacja dyplomu zgodnie z wymaganiami brytyjskimi, będą traktowani jako ci „nie z tej” części Europy, szczególnie teraz, gdy Brytyjczycy mówią otwarcie, że nie są zobligowani żadnymi traktatami unijnymi.

Po tych wszystkich ostatnich doniesieniach o zabójstwach, pobiciach czy szykanowaniu Polaków w inny sposób, artykuł „Thank you, Poland, for lending us your young – a migration that really works” na łamach The Sunday Times (28.08.2016, str. 23) wydaje się być dyplomem uznania dla tych, którzy odważyli się opuścić ojczyznę i domowe pielesze. Nazwiska wskazują, że to Polacy współtworzą obecnie rynek pracy i usług w Anglii, ponieważ zarejestrowali ponad 22 tysiące firm, w których zatrudniają także Brytyjczyków. W tytule Andrew Marr dziękuje za „pożyczenie młodych”, którzy okazali się tolerancyjni i większość z nich jest wdzięczna Brytyjczykom za danie im szansy rozwoju zawodowego, prowadzenia przedsiębiorstw i zapewnienia godnego życia ich rodzinom. Zostaliśmy przedstawieni w tym artykule jako ambitni, pracowici, o przypadłościach, takich jak grillowanie czy słabość  do papierosów, na które mogą przymknąć oko.

Młodzi przedsiębiorcy, którzy w Anglii mogli nabyć umiejętności prowadzenia własnej działalności gospodarczej w warunkach dojrzałej demokracji, są cennym kapitałem ludzkim bez naleciałości mentalności postkomunistycznej. Te sprzyjające warunki rozwoju w Anglii potwierdziły przyjazne odniesienie ich rządów do Polaków, na które zapracowały wcześniejsze pokolenia emigracji.

A jak odnosiły się do tego polskie rządy? Oprócz czysto deklaratywnych gestów typu liberalne zapewnienia, że „co zrobicie to wasze” ( urzędnicy  zadbają o to, byście zbyt dobrych, czyli konkurencyjnych dla nich i ich otoczenia biznesowego rezultatów nie mieli). Najważniejsze, by naród był zapisany przynajmniej liczbowo w statystykach. Nie ma ze strony dotychczasowego establishmentu politycznego żadnych działań zachęcających Polaków z zagranicy do nawiązania realnej współpracy gospodarczej z Macierzą. Politycy wybierają jednostkowe rozwiązania legislacyjne w odniesieniu do rozwoju kraju, takie jak działania ustawodawcze nomen omen istotne w ich najbliższym otoczeniu, generalnie tego, co dotyczy ich posad, kieszeni, kontaktów czy oddziaływań w środowiskach. Nie zainteresowali się, a przynajmniej zaprzyjaźnione z nimi media  nie informowały o tym, że należy w polskim ustawodawstwie korzystać z rozwiązań zapisanych w prawie „starszych” demokracji, które pomogły naszym rodakom stanąć na twardym gruncie przez kilka lat w obcych warunkach, często bez znajomości języka. Nasi rodacy, jak dowiedli tego np. w wyborach lokalnych w Wielkiej Brytanii przed Brexitem, są liczącą się grupą podatników dla partii politycznych i środowisk lokalnych. Byliby najlepszymi lobbystami swoich interesów z przełożeniem na korzyści dla gospodarki krajowej, tym samym wprowadzając sprawdzone rozwiązania, które pozwoliły rozwinąć ich biznesy. Sądzę, że rząd i doradcy są zbyt skoncentrowani na przekazywaniu ich oczekiwań, zamiast „przerzucić pomosty” szczególnie w prawie gospodarczym, tak by stanowiły one solidną podstawę do długoletniej współpracy. Przedstawiciele Polonii mogliby być grupą „pionierów”, która wypracuje solidne podstawy do sukcesu gospodarczego i przyciągnie zainteresowanie innych inwestorów. Ich doświadczenie byłoby pomocne do wprowadzania prawa korzystnego dla prowadzenia biznesu w Polsce, zamiast wymysłów tzw. „lobbystów” i fantazji legislacyjnych europarlamentarzystów. Mogłoby przełożyć się na inicjatywy biznesowe, zwłaszcza młodych, by nie wyjeżdżali za chlebem, płacili podatki w Polsce, i tworzyli solidne podwaliny rozwoju gospodarczego dla przyszłych pokoleń.

Proszę i czekam na Państwa wnioski, jakie wyciągnęliście w innych krajach lub na innych kontynentach. – Czy możemy wymagać od wybieranych polityków praw i ich realizacji dla obywateli w ich kraju, a za to pobierają pieniądze z naszych podatków?

dr Beata Adamczyk

Przedsiębiorca, realizująca projekty budowlane (mieszkalne, gospodarcze). Ekspert ds. rolnictwa oraz żywności genetycznie modyfikowanej. Doktor nauk społecznych (praca doktorska obroniona na Wydziale Zarządzania i Administracji Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach), członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Współpracowała z redakcjami telewizyjnymi, prasowymi, pasjonatka tenisa, autorka opracowań historycznych o tematyce kulturalnej, politycznej, socjologicznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.