Zorganizowana machina działa świetnie, a Polacy tracą każdego dnia

29 listopada 2016 r. Sejm, przyjmując poprawki Senatu do nowelizacji ustawy PIT, CIT i Ordynacji podatkowej zdecydował, że  kwota wolna od podatku dochodowego (PIT) wzrośnie od 1 stycznia 2017 r. do 6600 zł ale dotyczyć będzie podatników zarabiających rocznie tylko taką kwotę (6,6 tys. zł) lub mniejszą. Zatem te osoby nie zapłacą od dochodów uzyskanych w 2017 roku żadnego podatku dochodowego. Natomiast dla osób osiągających dochody od 6600 zł do 11 tys. zł kwota wolna będzie się stopniowo zmniejszać, a dla dochodów od 11.000 zł do 85.528 zł rocznie wyniesie ona tyle, co obecnie, czyli 3091 zł. Dla podatników o dochodach powyżej 85. 528 zł rocznie, kwota wolna będzie ulegać stopniowemu zmniejszeniu, a osiągający dochody ponad 127 tys. zł rocznie nie skorzystają z kwoty wolnej w ogóle.

Kwota wolna jest pomocnym lecz mało skutecznym narzędziem niwelowania nierówności społecznych ( od dłuższego czasu o znacznym podwyższeniu tej kwoty mówili posłowie z ruchu Kukiz15),  pomoc dla najuboższych i emerytów pomimo dobrej woli będzie nadal marginalna. Według PiS, podwyżka kwoty wolnej od podatku ma być ulgą przede wszystkim dla osób z dochodami poniżej minimum egzystencji, pracujących na pół etatu, otrzymujących nieregularne zarobki i emerytów z najniższymi świadczeniami. Zdaniem ekspertów, podwyżka kwoty wolnej od podatku nie będzie jednak realnym wsparciem dla ubogich. Polacy, którzy zarabiają co najmniej 8 tys. zł rocznie zyskają na propozycjach PiS ok. 74 zł miesięcznie. Według wyliczeń Łukasza Kozłowskiego – eksperta Pracodawców RP emeryci z najniższymi świadczeniami zyskają tylko 44 zł miesięcznie, a osoby z dochodami na poziomie minimum egzystencji – jedynie 30 zł miesięcznie. Problem polega na tym, że dziś zatrudnia się armię urzędników, którzy zajmują się poborem podatków od tych najuboższych, a później zatrudnia się następną armię urzędników, którzy zajmują się redystrybucją tych podatków do tych samych ludzi, w postaci pomocy społecznej: dodatków, zasiłków itd. Znacznie lepiej zwolnić ich z podatku dochodowego, a oni zapłacą więcej w podatkach konsumpcyjnych typu VAT, akcyza itp, a urzędników skierować do bardziej pożytecznej pracy.  Pobór podatków konsumpcyjnych jest dla państwa znacznie tańszy, niż podatków dochodowych, co tym samym decyduje o ich atrakcyjności. Udział naszych wynagrodzeń  w PKB jest jednym z  najniższych w Europie, czyli 52%, a np. w UK jest to 67%, a jednak Polacy wciąż czują się nobilitowani, mogąc wspierać PO w formie KOD-u, pomimo, że nigdy nie reprezentowali interesów klasy średniej i najuboższej.

Na podstawie badań  prowadzonych w 150 krajach dotyczących Międzynarodowego Funduszu Walutowego, zwiększenie udziału płac najniższej grupy zarobkowej (dolne 20% społeczeństwa) o zaledwie 1 pkt procentowy przeciętnie przekłada się na przyspieszenie wzrostu PKB niemal o 0,4 punktu procentowego, tymczasem podniesienie udziału płac najwyższej grupy zarobkowej (górne 20%) przynosi średnio… zmniejszenie wzrostu PKB o ok. 0,1 punktu procentowego.

W ten oto prosty sposób dzięki skierowaniu strumienia redystrybucji na normalne tory (od bogatych do biednych) wszyscy na tym zyskamy. Musimy w Polsce zmienić ekonomiczny model państwa na model niemiecki, czy skandynawski; wspierający młodych ludzi, i klasę średnią, to podstawa, zwiększyć minimalną płacę godzinową stopniowo, ale docelowo do 17pln/h, progresję podatkową z 0% stawką dla pracowników z pensją do 25 tys. rocznie (tacy pracownicy większość wydają na bieżąco i nakręcą popyt wewnętrzny) lub ewentualnie podwyższyć kwotę wolną od opodatkowania. Obniżyć koszty pracy poprzez zmniejszenie składki ZUS do 400pln (co zmniejszyłoby szarą strefę i zwiększyło liczbę płatników ZUS). Oczywiście to wszystko przy jednoczesnym powstrzymaniu zalewu niezdrowej konkurencji ze wschodu. Rząd który na to pozwala i wręcz stwarza warunki nie działa w interesie Polaków.  Wszyscy o tym piszą ale jako naród  jesteśmy tak mocno rozbici, że nie mamy realnego wypływu oddziaływania na decyzje rządzących a wszelkie drobne protesty nie mają żadnego odniesienia do prowadzonej polityki w tym zakresie.

Tylko przez ostatnie 10 lat banki i firmy zagraniczne wytransferowały z Polski do swoich zagranicznych central ponad 540 mld zł. Nie wspomnę co zrobiły rządy przez 26 lat demokracji, wyprzedając fabryki, huty, stocznie, kopalnie , banki i właściwie wszystkie dobra zbudowane ciężką pracą ludzi po II wojnie światowej za bezcen, a przy tym jeszcze zadłużając Polskę i Polaków na kwoty które stawiają nas w rzędzie ludności Birmy, Wietnamu etc.   Pytam gdzie był NIK i gdzie były służby, które mają dbać o prawidłowe wydatkowanie środków , dobra narodowe i o praworządność?. Urzędy skarbowe idą po najmniejszej linii oporu, drenując naszych przedsiębiorców i biednych ludzi – bo tak najłatwiej , a rządzący kontroli już się bać nie muszą i to na każdym stopniu zarządzania.  Możliwość wygodnego i godnego życia oraz  rozwoju mają tylko ludzie „swoi”. Im pieniądze wręcz się rodzą i nikt nie pyta skąd się biorą. Wciąż nowe korporacje niszczą małych i średnich przedsiębiorców, a rządy tworzą ustawy pod nich, obciążając małych tak dotkliwie jak tylko są to w stanie wytrzymać. Podwyżki  OC, AC , paliwa, energii, gazu, podatków od nieruchomości etc., dobiją najwytrwalszego.  Od samego początku transformacji było oczywistym, że kapitał zachodni wchodzi tutaj tylko po to, aby generować zyski i zyski te transferować za granicę.  Część  tych zysków oczywiście reinwestował, ale tylko po to, aby generować jeszcze większe, w celu ich upłynnienia zagranicę. Dokładnie to samo dotyczy kapitału spekulacyjnego i to nie tylko na giełdzie. Na przykład w latach 2002 -2006 kupowano w Polsce mieszkania (w Warszawie po  2700-3500 PLN za 1 metr2 tj. 700 – 900 USD, aby sprzedawać je później po 10.000 – 15.000 PLN). Nie zapominajmy, że kapitał zachodni pracowicie umacniał również złotego, aby dodatkowo zarobić na kursach walut (sprzedawał nam dolary po 3,80 – 4,2 PLN, aby je później odkupić po 2 PLN. Zarobili więc nie tylko na wykreowanej przez siebie hossie na GPW, ale  też na wszystkich wykupionych nieruchomościach.  Zgodziliśmy się na takie reguły gry. Świetnie zorganizowana machina cały czas działa. A kto im zabroni wyłożyć na jakąś korzystną dla nich partię 200 mln zł, żeby pilnowała ich interesów? W stosunku do perspektywicznych zysków to drobne.  Wystarczy przyblokować finansowanie partii z budżetu, pod pozorem marnotrawienia środków publicznych i można dowolnie wyprowadzać miliardy z kraju! Partia która otrzyma środki zawsze będzie górować nad innymi w sondażach, a ludzie znów złapią się na lep.

 

65total visits,4visits today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *