Wsparcie polskiego rolnictwa – farsa dążąca do tragedii – rozmowa z dr Beatą Adamczyk

Pani Beato na wstępie chcielibyśmy pogratulować pani przyznanego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wyróżnienia:

  • Dziękuję, jest to dla mnie szczególnie miłe, pomimo że zajmowałam się sprawami ważnymi dla zwykłych obywateli, moje starania zostały dostrzeżone przez tak szacowne gremium.

 

Czy sądzi pani, że sprawy poruszane przez panią są deprecjonowane przez władze?

  • Z pewnością były przez wiele lat, obecnie zauważyłam pewne zmiany w podejściu do spraw ludzi, którzy płacą podatki na utrzymanie administracji i sądownictwa. To dotyczy również rolników. Co nie znaczy, że przekłada się to na realną pomoc w odzyskaniu środków, które są im potrzebne do prowadzenia dalszej działalności, czy spłacania rat kredytów. Sami sobie muszą radzić z opłacaniem adwokatów, biegłych sądowych. Wielokrotnie zastanawiałam się, czy nie mamy do czynienia z dyktaturą prawników, którzy często podają znacznie różniące się interpretacje prawne tych samych dokumentów, ale ten temat to odrębny obszar do dyskusji i monitów. Niemniej chciałam podkreślić na wstępie, że rolnicy  podobnie jak inne grupy zawodowe  borykają się również z problemem zardzewiałej machiny sądowniczej.

Ponieważ dość często zajmują panią sprawy rolnictwa, co pani sądzi o dofinansowaniach unijnych?  W opinii społeczeństwa jest tak, że każdy rolnik otrzymuje bardzo duże dofinansowania do prowadzonej przez siebie działalności i są one bezpodstawne, co pani uważa? 

  • Z tymi dofinansowaniami to nie jest tak różowo, jak by się każdemu spoza rolnictwa wydawało. Rolnicy nie potrzebują dopłat bezpośrednich, a potrzebują rynków zbytu na swoje produkty po cenach wyższych niż koszt ich wytworzenia. Przegrywają na starcie z krajami starej Unii Europejskiej, gdyż nie mają takich samych dopłat jak oni. Co więcej, dostrzegamy brak polskiego przetwórstwa. Polska ma zamknięte praktycznie najważniejsze zagraniczne rynki zbytu, ze szczególnym uwzględnieniem krajów wschodnich, do których wcześniej rynek zbytu był niemalże nieograniczony. Rząd nie przyczynia się też do powstrzymania importu do Polski gotowych półproduktów mięsnych i innych, których okres gwarancji przydatności do spożycia jest niemalże na ukończeniu, co wpływa na ich atrakcyjną cenę.

Przecież Polska jest największym eksporterem jabłek na cały świat, to nasz sukces którym się chlubimy i z którego jesteśmy dumni.

  • Niech pani nie żartuje, przecież nawet pierwsze miejsce na świecie w eksporcie jabłek nie generuje miejsc pracy oraz znacznego zwiększenia PKB. Same jabłka to o wiele za mało. Gdyby zadbano o rozwój przetwórstwa spożywczego z udziałem rolników w przedsiębiorstwach tworzonych przez nich samych, mielibyśmy rozkwit przedsiębiorczości na wsi.  Można by to porównać z Danią czy Szwecją, w których „konglomeratami” są spółdzielnie rolników, działające od pracy na roli do stołu klienta, czyli z uwzględnieniem przetworzenia i sprzedaży, bez pośredników, wówczas pieniądze trafiają do producentów żywności omijając korporacje. Pomimo XIX-wiecznej metryki te rozwiązania są stosowane obecnie w tzw.  krajach wysokorozwiniętych niestety nie w Polsce.  Polska byłaby nie tylko liderem w sprzedaży jabłek, ale też liderem w ich przetwórstwie z uwzględnieniem innych owoców, warzyw i zbóż. Moglibyśmy być też dumni z efektów współpracy z ośrodkami naukowymi w wyspecjalizowanych hodowlach np. trzody chlewnej.

    Jak zrozumiałam, przetwórstwo polskie według pani kuleje i zasługuje na duże zmiany.

  • Przetwórstwo zostało przejęte przez obcy kapitał i co więcej, jest dodatkowo dotowane przez nasze polskie fundusze strukturalne. Pieniądze z funduszy strukturalnych tych przedsiębiorstw zamiast trafiać na polski rynek, trafiają do przedsiębiorstw finansowanych  przez obcy kapitał i wypływają z Polski.To polityka Unii nastawiona na rozwój korporacji.

  Czy mogłaby pani wytłumaczyć nam, na czym polegają problemy rolników w  pozyskiwaniu dofinansowań unijnych na cele związane z rolnictwem?

  • Fundusze unijne miały być pomocowe. Wielu rolników zgłasza problemy, związane ze zbyt dużymi restrykcjami ze strony agencji. Urzędnicy nie dostosowywali kryteriów oceny rezultatów ekonomicznych gospodarstwa do sytuacji na rynkach, tylko w oparciu o wcześniej przyjęte założenia (często błędne) urzędników. W mojej ocenie urzędnicy traktują rolników jak swoiste folwarki, chcą jedynie odebrać swoją dziesięcinę na dalsze funkcjonowanie ich machiny urzędniczej , a nie na rzeczywisty rozwój naszego rolnictwa. Jest to bardzo specyficzny i uciążliwy nadzór, doradztwo czy sama pomoc są marginalne.

    Co pani zdaniem należałoby zmienić aby było lepiej ?

  • W trakcie  przeprowadzania badań do doktoratu, jeden z ankieterów – rolnik z Lubelszczyzny, który dostał dotację na hodowlę krów, powiedział mi, że poważnie obawia się, że urzędnicy cofną mu fundusze i wówczas zostanie bez pieniędzy na dalszą hodowlę. Czyli rolnicy nadal są, (pomimo zapewnień, że w Konstytucji RP są zapisy o demokracji), w takiej samej sytuacji jak był dawniej chłop pańszczyźniany. Jego sytuacja jest nadal zależna do dobrej lub złej woli urzędnika. Rolnik ma wypełniać zlecenia odgórne administracji, płacić podatki, raty kredytów, tworzyć grupy producenckie, zapewniające członkom sprzedaż towarów poza UE i utworzyć zabezpieczenie finansowe ze strony organizacji (ze składek członków). Nawet jeśli sami potrafią sobie z tym poradzić, stawia się im następne „szklane sufity”, takie jak tworzenie barier legislacyjnych, finansowych, utrudniających przejęcie przetwórstwa przez polski kapitał, (a nie jak dotychczas głównie zagranicznych przedsiębiorców) i tym samym wypracowania wysokich pozycji polskich marek na rynkach żywnościowych. Brak jakiejkolwiek polityki w tym względzie.

Na wstępie wspomniała pani o kwestiach związanych z sądami oraz dowolną interpretacją przepisów, co miała pani na myśli?

  • Takie interpretacje hamują wszelkie inicjatywy i sprzyjają pogłębianiu się stagnacji w rolnictwie. Nie może być tak, że ten sam przepis w jednym miejscu pozwala w innym zabrania konkretnych działań.  Pozwoli pani, że poproszę o cierpliwe zapoznanie się z opinią rolników, na którą  powołałam się w mojej pracy doktorskiej. Mianowicie w obszernym opracowaniu stwierdzili jako zwykli pracujący na roli obywatele, że: „czynnikami hamującymi były m.in. wyznaczone przedziały wiekowe potencjalnych beneficjentów, zbyt małe dochody, by mogli wyłożyć własne środki i czekać na decyzję przyznania środków z funduszy strukturalnych lub w razie odmowy ponieść stuprocentowe koszty. Swoje obawy rolnicy w 2006 r. uzasadnili niekorzystnymi dla ich gospodarstw konsekwencjami wprowadzania regulacji unijnych, takich jak limity na buraki i niektóre uprawy, czy też tzw. „kwoty mleczne”. Rolnicy mówili również o tym, że ceny płodów rolnych i hodowlanych są zbyt niskie w odniesieniu do kosztów prowadzenia hodowli czy planowego prowadzenia upraw.

Wiemy, że  ważnym problemem z którym borykają rolnicy jest brak rynków zbytu. Czy indentyfikuje się Pani z nimi i uważa te zarzuty za zasadne?

  • Jak najbardziej. Dodam jeszcze, że do tego dochodzi zbyt, duża konkurencja z zachodu gdzie dopłaty do produkcji żywności są znacznie wyższe. Rolnicy krytycznie ocenili skutki zamknięcia ruchu przygranicznego pomiędzy Polską a Ukrainą, mające znaczny wpływ na wysokość dochodów w ich rodzinach. Wskazali, że następstwem tego stanu rzeczy był spadek cen krajowych produktów rolnych. Polscy farmerzy ocenili, że ich trudności w produkcji i sprzedaży wynikły wskutek zwiększonej ilości dotowanych produktów spożywczych z „UE-15” („starej” Unii) na rynku krajowym, zaś dopłaty bezpośrednie, znacznie niższe niż w Unii, nie zrekompensowały strat. Dopłaty bezpośrednie które otrzymywali, rolnicy przeznaczyli na pokrycie bieżących potrzeb m.in. spłaty rat kredytów bankowych, opłat za energię elektryczną, zakup nawozów sztucznych. Wszystko, co powiedziałam opiera się na wprowadzanych w oparciu o prawo unijne krajowych regulacjach prawnych.

Nie wolno nam zapominać, że dla wielu rolników niemałym wsparciem są renty i emerytury rolnicze, niektórzy z nich nadal prowadzą swoje gospodarstwo mimo przyznanych świadczeń.

  • Wielu rolników stwierdziło, że coraz trudniej zapewnić najbliższym dobry poziom życia z dochodów z rolnictwa. Dużym wsparciem dla budżetów domowych stały się renty i emerytury ich rodziców i dziadków ale te emerytury wypracowali równie ciężko, jak każdy kto fizycznie pracuje. Większość korzystających z tych świadczeń jedynie pomaga w gospodarstwach prowadzonych przez ich dzieci i często wspiera ich swoim doświadczeniem.

Co zatem dzisiaj chciałby pani przekazać tzw. specjalistom, bazującym głównie na wiedzy zdobytej  w oparciu o fachową literaturę ?

  • Doświadczenia w praktykach zawodowych ludzi, których opisałam w swoich artykułach, jednoznacznie wykazały, że to specjaliści powinni czerpać z wiedzy opartej na codziennej pracy rolników, wyselekcjonowanej w trakcie długich lat błędów i sukcesów.  Jeśli przepisy nie uwzględnią tego potencjału, każdy rządowy program będzie należało sprawdzić i zweryfikować na ile jest idealistyczny i na ile możliwy do zrealizowania w kraju o tak dużej powierzchni i tak dużym zróżnicowaniu pod względem przyrodniczym, jak nasza Polska. Smutne jest to, że rządzący nadal posiłkują się głównie specjalistami a nie słuchają samych rolników i bagatelizują ich postulaty.  Posłowie najnowszej kadencji wprowadzili ustawę umożliwiającą rolnikom sprzedaż produktów z ich gospodarstw, wcześniej to było niemożliwe. Z jednej strony ułatwiono sprzedaż a z drugiej rząd planuje obostrzenia. Zwiększenie kar za zabijanie zwierząt i znęcanie się nad nimi przewiduje przygotowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości nowelizacja ustaw o ochronie zwierząt oraz Kodeks karny. O ile znęcanie to odrębny temat, to już zabijanie jest częścią schematu włączonego w produkcję żywności. Karanie rolnika za nielegalny ubój to precedens na skalę świata i ukłon w stronę korporacji i rzeźni.  Takich przepisów rolnicy nie potrzebują, gdyż blokują one wszelką inicjatywę i normalne funkcjonowanie gospodarstwa.

Czy w związku z nowelizacją wspomnianej ustawy jest pani zwolenniczką swobodnego dysponowania wyhodowanym przez siebie tuczem bez urzędniczych blokad?

  • Na Lubelszczyźnie od wielu lat mieszkańcy miast, zamawiają prosięta do tuczu u gospodarzy. Wszystko po to, żeby mieć dobre wędliny ze stuprocentowego mięsa, a nie „prowizorkę” ze sklepów napompowaną wodą, z różnymi ulepszaczami i spulchniaczami niekorzystnymi dla naszego zdrowia.Takich przykładów możemy znaleźć więcej w każdej hodowli.  Doświadczenie i inicjatywa społeczna są najlepszymi bodźcami do regulowania prawa. Primum non nocere (z łac. „po pierwsze nie szkodzić”) – to jedna z naczelnych zasad etycznych w medycynie, uważam, że ta zasada sprawdzi się w każdej dziedzinie życia. Pozwólmy ludziom decydować o tym co dla nich dobre i właściwe, bez ograniczeń na każdym kroku niszczącym ich inicjatywę.

Czy uważa pani siebie za dziennikarza broniącego praw rolników ?

  • Ta tematyka jest mi bliska ponieważ poświęciłam jej mnóstwo czasu, świat się zmienia, zmieniają się potrzeby ale schemat pozostaje taki sam . Trzeba dawać wędkę, a nie ją odbierać. Na pewno będę śledzić przepisy dotyczące pracy w rolnictwie i piętnować wszelkie nieprawidłowości.  Takie działania przysłużą się i rolnikom i konsumentom. Zachęcam rolników do dzielenia się swoimi problemami również na stronie stowarzyszenia Bastion Dialogu. Razem można więcej.

               Z panią dr Beatą Adamczyk  rozmawiała Anna Kędzierska – dziennikarz i politolog.

38total visits,1visits today

One thought on “Wsparcie polskiego rolnictwa – farsa dążąca do tragedii – rozmowa z dr Beatą Adamczyk

  • 21 kwietnia 2017 at 12:36
    Permalink

    Dołączam się do przekazujących gratulacje dla pani Beaty Adamczyk. Szanowna Pani, życzę dalszych sukcesów i cieszę się razem z Panią. Serdecznie pozdrawiam.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *