Reforma edukacji TAK, likwidacja gimnazjów NIE!

Nieuchronnie zbliża się czas końca gimnazjów i powrotu do starego systemu, czyli szkół podstawowych ośmioklasowych. Im bliżej tej zmiany, tym więcej wydawałoby się protestów i manifestacji, spośród których jak dotąd najbardziej wyróżniającą się była ta ostania, kiedy to na ulice – według różnych, rozbieżnych informacji – wyszło od 35-50 tysięcy nauczycieli, związkowców ZNP, rodziców, samorządowców i przedstawicieli wielu partii.

Wspomniane grono łączy jedno – sprzeciw wobec narzucanym zmianom. Nie znaczy to wcale, iż szkolnictwo zmian tych nie wymaga lecz, że jak zwykle podjęto działania, których rezultat ma być nie tyle twórczy, innowacyjny i spójny z oczekiwaniami większości, co spektakularny. Jedyną rzeczą, która rzeczywiście liczy się dla władzy jest rozmach, przejawiający się jak dotąd jedynie w próbie efektownego zniszczenia dorobku nauczycieli, którzy już dziś obawiają się  o swoje miejsca pracy.

Zarzut ten,  jako bezzasadny i tym samym nie mający odniesienia w reformie, której podstawowym celem jest usprawnienie systemu i w następstwie dobro naszych dzieci, odpiera Ministerstwo Edukacji.  Tyle teoria, która z rzeczywistością ma już niewiele wspólnego. Pani Minister  jest głucha na wszelkie argumenty a rząd PiS przekonuje, że ze wszech miar stara się realizować swój program i spełniać obietnice wyborcze, co ma wskazywać na to, że reformy chcieli sami rodzice nie mający pojęcia o nauczaniu i wymaganiach jakie stawia przed nauczycielami i uczniami źle skonstruowany program. Kuriozalnym wydaje się tkwienie w przekonaniu, że wśród wielu obietnic wyborczych właśnie ta, była tą która zaważyła o wyborze rządzących. Wątpię czy wyborcy PiSu pamiętają, że taka obietnica padła,  a tym bardziej czy zdają sobie sprawę z tego, że jej realizacja uczyni więcej złego niż dobrego, że uczniowie cofną się w programie i będą mieć większe trudności z zaistnieniem w szkołach europejskich lub względem nich. Jakoś dziwnie ten argument w ogóle nie pada. Zaskakujące jest to, że rząd nie bierze pod uwagę faktu, że polskie dzieci po skończeniu gimnazjum często wyjeżdżały za granicę wybierając naukę w szkołach średnich różnych krajów Europy zachodniej. Celem takiego manewru była przede wszystkim nauka języka, kształtowanie odwagi i przebojowości w młodych ludziach, ich osobisty rozwój i ułatwiony start na wymarzone studia. Jednym z głównym priorytetów była też wymiana kulturowa, o czym bardzo dużo się mówi w strukturach europejskich i na co kładzie się spory nacisk. Należy też wspomnieć, że same gimnazja często prowadziły współpracę międzyszkolną z uczniami z innych krajów Europy zachodniej. Podobny system nauczania i czas trwania nauki sprzyjał takim wymianom, wzmacniał poczucie więzi oraz rozwijał ciekawość świata wśród gimnazjalistów. Dzisiaj, kiedy w końcu po wielu latach nieudanych zmian programowych i adaptacji mnóstwa przepisów nieadekwatnych do rzeczywistości, gimnazja zaczęły świetnie funkcjonować, a efekty pracy zarówno uczniów jak i nauczycieli widać nie tylko na niwie regionalnej czy ogólnopolskiej ale i międzynarodowej, niszczy się dorobek kilkunastu lat dla kaprysów, buty, maniakalnego uporu i przeświadczenia, że rządzący wiedzą lepiej. Żadne racjonalne argumenty nie wchodzą w rachubę, bo PiS przekonuje, że zmiana dla zmiany i zabezpieczenia własnych interesów musi nastąpić, bo wraca stare. Zapomniano, że wartość szkoły mierzy się także poziomem nauczania, a ten nieubłaganie wymaga sięgania po nowe.

Nie wiem dlaczego tak rzadko lub prawie w ogóle nie wspomina się również o tym, że gimnazjaliści to już trochę inny etap w rozwoju ucznia. Nie powinno się wrzucać do tzw. wspólnego worka uczniów klasy 1-6 z uczniami klasy 7-8 z bardzo prostego powodu – rozwój emocjonalny, intelektualny, umysłowy na każdym etapie dziecka jest różny. Wystarczy wejść do szkoły podstawowej i gimnazjum  w czasie przerwy lekcyjnej i obserwować zachowanie uczniów, różnica jest diametralna. W szkole podstawowej panuje wszechobecny wrzask, bieganina, totalny rozgardiasz,  w gimnazjum pojawiają się pary, rywalizacja na gruncie naukowym czy sportowym, wyraźnie widać już różnicę w zachowaniu. Wprowadzanie ewentualnych zmian powinno odbywać się z uwzględnieniem tych rozbieżności. Rozwiązaniem mogłoby być zastosowanie w szkołach systemu, jaki obowiązuje w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Stawia on na nauczanie niezbędnych podstaw w ramach poszczególnych przedmiotów i dalszy rozwój w kierunkach zgodnych z obszarem zainteresowań ucznia. W ten sposób gimnazjalista nie musi uczyć się tzw. wariacji, permutacji i tysiąca wzorów jeśli go to nie interesuje. Wystarczy, że zna podstawy, czym np. w przypadku matematyki będzie znajomość dodawania, odejmowania, dzielenia, mnożenia i obliczania procentów czy ułamków – wszytko.

Taka wiedza jest wystarczająca. Każdy kto ma predyspozycje do przedmiotów ścisłych może doskonalić swoje zdolności i uzupełniać swoją wiedzę przechodząc na zajęcia do następnej klasy, korzystając z kół zainteresowań bądź z dodatkowych godzin właśnie z tego przedmiotu na rzecz innego który go w ogóle nie interesuje. W ten sposób rozwija się talent, a uczeń nie jest obarczony wkuwaniem wiedzy, która jest dla niego nieprzydatna, której nigdy nie wykorzysta i którą zapomni po zaliczeniu przedmiotu. Tymczasem nasi uczniowie gimnazjum zmuszani są do posiadania wiedzy absolutnej w każdym przedmiocie bez względu na indywidualne predyspozycje ucznia i jego ewentualne uzdolnienia. To jest prawdziwy problem bo nie można być dobrym ze wszystkich przedmiotów a geniusze to nadal wyjątki. Taki sposób nauczania zniechęca ucznia do szkoły sprawia, że narasta w nim agresja i rodzą się kompleksy, niechęć do szkoły, do nauczycieli a nawet do zdolniejszych koleżanek czy kolegów.  Zmuszany do wiedzy która nigdy do niczego mu się nie przyda, nie nabywa tej, którą wykorzystałby w swoim młodzieńczym a później dorosłym życiu. Wiedzy której zdobycie i rozszerzenie ułatwiłoby strat uczniowi wybór szkoły średniej i pomogło w kształtowaniu perspektywicznego  zawodu.

Ściągnęliśmy z zachodu wiele nieprzydatnych w naszych realiach rozwiązań uznając, że są lepsze bo nie polskie, a w przypadku nauczania kiedy cały zachodni świat uznał je ze słuszne wypracowując schemat  latami my go odrzucamy twierdząc, że rząd Polski wie lepiej.

Czy w dobie ponad bilionowego zadłużenia Polskę stać na wydawanie kolejnych milionów dla kaprysów rządzących i zabezpieczenia interesów wydawnictw? Odpowiedź wydaje się jednoznaczna o czym wielokrotnie mogliśmy się przekonać, lecz oczywiste rozwiązania nie są domeną rządzących .

Spotykamy się dość często z argumentem, że to nauczyciele są winni,  bo źle uczą , bo nie potrafią zainteresować przedmiotem, bo niezbyt starannie wykonują swoją pracę, a z czasem kierują się już tylko rutyną i wiedzą zdobytą przez lata nauczania, tym samym sami cofają się i zanudzają uczniów stałym skostniałym schematem. Jest w tym dużo prawdy ale jak zawsze prawda leży po środku.

  • Nie można wszystkich nauczycieli traktować jako niekompetentnych i nieprzystosowanych do pracy w szkole ludzi – bo to nieprawda i krzywdzi tych, którzy cieszą się nieskazitelną opinią;
  • Trudno wymagać od nauczycieli kreatywności kiedy uczą w klasach liczących od 20-30 uczniów o różnym stopniu inteligencji i poziomie rozwoju intelektualnego, dodatkowo wywodzących się z różnych często patologicznych środowisk. Dostosowanie programu do każdego ucznia z osobna jest praktycznie niemożliwe i stawia nauczyciela na pozycji przegranej;
  • Dotychczasowe przepisy obarczyły nauczyciela winą za nieumiejętne podejście do indywidualnych możliwości , skłonności bądź niedyspozycji ucznia . Takie prawo powoduje niechęć i budzi agresję u samego nauczyciela, który też ma ograniczoną cierpliwość. Wyobraźcie sobie Państwo klasę w której troje- czworo dzieci wywodzi się z rodzin alkoholików i ogólnie ma obniżony poziom przyswajania wiedzy – dla nich trzeba przygotować osobny program. Kolejnych dwoje –troje, przejawia zainteresowanie przedmiotem i chętnie się uczy – osobny program. Jedno ma zespół Tourette,a – osobny program, drugie ma dysleksję – osobny program , kolejne ma podejrzenia autyzmu i w związku z tym zaburzenia behawioralne – osobny program , jeszcze inni ADHD   (nadpobudliwość ruchową) osobny program itd.  Bywa, że w jednej klasie nauczyciel powinien dostosować osobny program w jednym przedmiocie dla kilkunastu uczniów z różnymi dysfunkcjami. Czy to normalne? Kiedyś obowiązywał jeden program i zadaniem rodzica było aby jego dziecko dało sobie radę bądź skorzystało z pomocy w specjalnych placówkach . To obowiązkiem rodzica było dopilnowanie aby jego dziecko posiadło jak największą wiedzę dostosowaną do jego możliwości.  Dzisiaj to rola nauczyciela,  a rodzice tak bardzo zaznajomili się z nielogicznymi przepisami, że winą za złe oceny obarczają tylko i wyłącznie nauczyciela przypominając mu, że córka/syn mają stosowne zaświadczenia których to nie uwzględnił w swojej ocenie;
  • Wiele kontrowersji i emocji wzbudza indywidualna ocena ucznia w formie opisowej . Kiedyś nauczyciel miał dziennik i jego zadaniem było wystawienie oceny za wiedzę jaką posiadł uczeń, dzisiaj złą oceną obarcza się nauczyciela i wymaga od niego indywidualnych opisów , analiz, ankiet etc. Nauczyciel nie ma już czasu na nic poza szkołą i ciągłym tłumaczeniem się przed urzędnikami którzy prowadzą analizy i raporty;
  • Ten argument być może powinien być pierwszym, to sprawa wynagrodzenia. Nauczyciel stażysta to czas od roku do 2 w zależności od dobrej woli dyrektora, który zazwyczaj woli nie ma. Następny okres dwóch, czasami trzech lat to nauczyciel kontraktowy . Po tym okresie można ubiegać się o awans na nauczyciela mianowanego, a na samym końcu po przepracowaniu średnio 10 – 15 lat można liczyć na awans nadający tytuł nauczyciela dyplomowanego. Wynagrodzenie nauczyciela stażysty do mianowanego to 900 – 1200 zł netto za pracę od rana do wieczora bo trzeba się wykazać i mieć podstawy do awansu. Nauczyciel mianowany to wynagrodzenie rzędu 1500 – 1700 zł. netto , dopiero nauczyciel dyplomowany daje szanse na godne wynagrodzenie pod warunkiem, ze pracuje się w gminie gdzie radni mają dużo dobrej woli i dokładają do wynagrodzeń. Takim sposobem można zrobić 2500 netto do 4500 zł. ( ale takich gmin w Polsce nie ma zbyt wiele) . Zatem, żeby dobrze zarobić nauczyciel musi jeszcze udzielać korepetycji bądź dorabiać w szkołach wieczorowych lub zaocznych pracując w weekendy. To ma być motywacja do pracy?;
  • Należy również pamiętać, że od nauczyciela wymaga się jeszcze stosownego wyglądu tj. ubioru, makijażu ogólnie dobrego wizerunku, który też po części wpływa na wizerunek szkoły. Jak się ma czuć nauczyciel który kupuje ciuch na bazarze i w lumpeksie w stosunku do ucznia którego tatuś, bądź dziadkowie pracują zagranicą i jednorazowo ma na sobie 1000 – 2000zł.? Z całą pewnością taka dysproporcja nie stawia nauczyciela na pozycji uprzywilejowanej.

Tutaj Pani Minister należy doszukiwać się zmian, zamiast wyrzucać w błoto miliony, cofając się do minionego i już w myśleniu młodych adeptów szkolnictwa przestarzałego systemu, proszę skierować środki na wyeliminowanie wspomnianych nieprawidłowości , odciążyć nauczycieli od prac biurowych i stworzyć prawidłowe zgodne z duchem czasu warunki do edukacji i rozwoju. To jest właściwa reforma. Robienie reformy dla samej reformy, jest totalną głupotą i dlatego należy ją zablokować. Jeśli ktokolwiek uważa, że rzekomo niski  poziom edukacji to wina gimnazjów, to „gratuluję” analizy problemu. Zwalanie takiej odpowiedzialności na gimnazja jest zwykłą manipulacją opinią publiczną i mydleniem rzeczywistości. Dlatego zebrano ponad 900tys. podpisów i dlatego już nie tylko opozycja, ale zwykli ludzie domagają się referendum w tej sprawie, którego wynik tak naprawdę już znamy. Szkoda, że rząd który obiecał słuchać obywateli jest głuchy na argumenty.

2 thoughts on “Reforma edukacji TAK, likwidacja gimnazjów NIE!

  • 5 maja 2017 at 10:52
    Permalink

    Pani Anno, uważam ze nie ma Pani racji. Moim zdaniem koncentruje się Pani na kaście nauczycielskiej i na jej dobru a za nic ma Pani dobro wspólne narodu oraz dobro dzieci. Dla dzieci każda zmiana a szczególnie w okresie dojrzewania kiedy dzieci potrzebują stabilności jest po prostu szkodliwa. Z obserwacji wiem jak niszczące dla młodych osób jest takie właśnie przemieszczanie ich do gimnazjów, gdzie rodzą się wtedy największe patologie! Nie wspominając już o konieczności dojazdów często po kilka czy kilkanaście kilometrów dalej niż dotychczas! Powstanie gimnazjów to był chory pomysł, na szczęście PIS to zmienił!!! Powrót do szkoły podstawowej 8 klas to najlepsza rzecz jaką zrobił PIS. Szkoła podstawowa 8 klas jest najważniejszym i podstawowym ogniwem scalającym polską społeczność. Tu dzieci poznają się wzajemnie i budują między sobą długotrwałe relacje. Szkoła 8-klasowa powinna być takim bardzo mocnym kręgosłupem na którym zbudowany jest organizm narodu! Tu powinno się uczyć zasad moralnych i etycznych (co robi się już ucząc w szkole religii) ale powinno się od najmłodszych lat uczyć również łaciny, logiki i filozofii. PIS co prawda rozpoczął reformę w dobrym kierunku ale z jeśli chodzi o program to sprawa wymaga jeszcze pracy. Głównym problemem jest to że cała kasta nauczycielska jest zideologizowana i tego niestety nie da się zmienić tak szybko…. Zideologizowane panie nauczycielki tak obrosły w piórka że uważają się za boginie i że to one wszystko najlepiej wiedzą….. co jest ze szkodą dla narodu…. bo to one właśnie na nasze nieszczęście wychowują nasze dzieci i przyszłe polskie społeczeństwo… Szkoda ze nie wiedzą jak bardzo są zindoktrynowane ideologicznie…. ten problem więc należy rozwiązać. Może trzeba wysłać te panie nauczycielki na rentę a młodsze nauczycielki przeszkolić np. u Ojca Ryzdzyka?? Myślę że to jest droga którą powinno się pójść. Uważam że panie nauczycileki powinny mieć wybór: albo wybiorą kursy dokształcające w celu poznania narodowych: POLSKICH i chrześcijańskich wartości naszej cywilizacji łacińskiej, aby potem godnie mogły wykonywać swój zawód, albo powinny odejść z zawodu. Czeka nas ciężka przeprawa z tymi którzy powinni oświecać naród a którzy niestety poprzez wpojone nauki ideologizujące brną w otchłań ciemnoty i miernoty….. pociągając za sobą niewinną rzeź niewiniątek – naszych dzieci!

    Reply
  • 29 kwietnia 2017 at 18:26
    Permalink

    Szanowna Pani, pragnę serdecznie pogratulować świetnego artykułu. Uderzyła Pani w sedno sprawy w sposób bardzo rzeczowy i dosadny. Trzeba bowiem pamiętać, że obecny system szkolnictwa kształtował się w trudnych warunkach, z licznymi błędami,jakie po drodze popełniano – czasami kosztem uczniów – by wreszcie młodzież szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych mogła się normalnie uczyć i osiągać sukcesy. Tych ostatnich nie brakuje, wystarczy spojrzeć na wielką liczbę gimnazjalistów będących laureatami i finalistami konkursów przedmiotowych, w których wykazywali się ogromną wiedzą, jakże często sięgającą poziomu akademickiego. A przecież mają dopiero co najwyżej 16 lat ! Należy także pamiętać o sukcesach licealistów i szkół technicznych, niekiedy bardzo spektakularnych. Pewne rzeczy są jeszcze do naprawy, ale przecież chodzi o edukację otwartą na ludzi i świat, na nowe wyzwania współczesności. To, co proponuje minister Zalewska ( i jej mocodawcy ) wynika z anachronicznego myślenia o szkolnictwie, jest przekreśleniem ostatnich osiemnastu lat dorobku jedynie dlatego, że ktoś nie mając żadnej sensownej koncepcji pragnie za wszelką cenę przejść do historii, jako reformator. I zapewne przejdzie, ale w tym najbardziej negatywnym zabarwieniu. Pani minister zapomina, że nie strzela się z armaty do muchy, bo można rozwalić chałupę. Pewne niedociągnięcia w obecnym systemie edukacji można i trzeba naprawić i Pani to trafnie nakreśliła. Niestety ułomna jest pamięć ludzka, obecnie rządzący nie zadali sobie trudu, by wspomnieć o wadach systemu poprzedniego, kiedy była szkoła podstawowa ośmioletnia. Zgadzam się, że obecnie należy sporo zmienić, ale można to uczynić bez żadnych kosztów, bez zwalniania nauczycieli i bez skazywania uczniów i ich rodziców na niepewność i dodatkowe kłopoty.
    Mam do Pani artykułu jednak jedną uwagę. Nie do końca zgadzam się, aby – jak to Pani ujęła – zmniejszać zakres programowy z nauk ścisłych, a w szczególności z matematyki. Doskonale rozumiem , jakimi intencjami się Pani kierowała, ale proszę pamiętać, że matematyka to nauka logicznego myślenia, a dzisiejszy świat takiej wiedzy logiczno – matematycznej wymaga. Do Pani wypowiedzi dodam również jeszcze jedną niepokojącą rzecz : jeśli naród nie powstrzyma szaleństwa tej ” deformy” edukacyjnej, to w klasach będzie po 30 do 35 uczniów w klasie, a w takich warunkach nauczyciele niewiele zrobią. Czy uda się Polakom zatrzymać szaleństwo kilku osób cierpiących na rodzaj amnezji, lub demencji i próbujących uszczęśliwiać ludzi na siłę ? Myślę, że taka możliwość istnieje, ale wszystkie organizacje pozarządowe muszą się chociaż w tym temacie solidaryzować i wszelkimi radykalnymi sposobami do tego nie dopuścić. Ale potem trzeba pewne niedociągnięcia naprawić i pokazać temu jednemu człowiekowi, że nie ma zgody, by urządzał nam i naszym dzieciom życie. Niebawem poruszę temat edukacji dzieci niepełnosprawnych według wizji obecnego Ministerstwa Edukacji, ale to za jakiś czas, ponieważ nie są do końca znane koncepcje pani minister w tym zakresie. Jeszcze raz dziękuję za wspaniały artykuł, jak dobrze, że mamy Bastion Dialogu, na którym możemy powiedzieć ludziom prawdę. Serdecznie pozdrawiam, Jarek Jużyczyński.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Warning: file_get_contents(http://ipinfo.io/54.166.201.210/json): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 429 Too Many Requests in /home/bastiondiaca/ftp/wp-content/plugins/wp-spykey/wp-spykey.php on line 117