Refleksja człowieka nie maszerującego.

Przeglądając  w internecie  masę  zdjęć zamieszczonych  na portalach społecznościowych, publikowanych przez  uczestników z sobotniego Marszu KOD,  z sympatią spojrzałem na wszystkich uczestników walczących o demokrację. Naszła mnie bardzo miła, osobista refleksja którą chciałem się  z wami podzielić.
Przed bardzo wielu laty, jeszcze przed czerwcem 1989 r. Ja skromny i wówczas młody człowiek, chadzałem na demonstrację  dziś w świetle prawa zwane zgromadzeniami publicznymi. Byłem tylko pojedynczym małym człowiekiem, który pokonując swój strach, uczestniczył w wielkim wydarzeniu, tym samym czułem się kimś wyjątkowym. Organizatorzy, ( tu należy wpisać głównie zwolenników „Solidarności”) nie tylko walczyli o demokrację  bądź choćby o jej cząstkę – idei i haseł było znacznie więcej, a najważniejszym była WOLNOŚĆ.  Były to marsze, demonstracje głośne i bywało awanturnicze,  lecz znacznie częściej  po prostu stanie w miejscu, czasami godzinami tylko po to , by uczcić polskie wydarzenie historyczne. Jak większość uczestników bałem się, bo bywało naprawdę niebezpiecznie – takich jak ja, zwykłych krzykaczy milicja wyłapywała, przewoziła na posterunek bądź jeszcze na miejscu demonstracji lała ostentacyjnie udzielając lekcji pokory.  Uderzała najczęściej pałkami, tzw. szturmówki., bardzo często używano też gazów łzawiących ,( niczym broni chemicznej na frontach I wojny). Władza  PRL-u organizowała  podobnie jak dzisiaj „spontaniczne” kontr-wiece. Do udziału w takich wiecach zobligowani  byli głównie urzędnicy i ich rodziny oraz członkowie jedynej wówczas słusznej partii. Gdy MY maszerowaliśmy z flagami narodowymi,  to ONI urządzali kontrdemonstracje z czerwonymi, przy tym nie brakowało symboli radzieckich. Dla przypomnienia, flaga czerwona to symbol tzw. międzynarodówki komunistycznej. Kiedy my śpiewaliśmy hymn narodowy, to oni … międzynarodowy. Gdy na „naszych” wiecach przemawiano, przypominając dni chwały uświadamiając nam, że Polak to przed wszystkim osobowość i duma. To kontr -manifestanci krzyczeli o wielkiej międzynarodowej rodzinie, do której przynależność jest zaszczytem, że postawa internacjonalna to właściwy akt oddania ojczyźnie. Ich mówcy pieli, że bycie w tej wielkiej międzynarodowej rodzinie leży w naszym narodowym interesie. Straszyli, że podżegacze chcą opuścić OBÓZ PAŃSTW SOCJALISTYCZNYCH co oznaczało by dla nas katastrofę ekonomiczna i militarną. Czy czegoś Wam to nie przypomina? – Bo mnie tak, scenariusz jest ten sam, koniec łatwo przewidzieć.

Dzisiaj, gdy widzę zadowolone twarze milicjantów (emerytów) na zdjęciach z Marszu KOD -u, (rozpoznałem kilkanaście osób), cieszę się z faktu, że mogą manifestować. Jestem dumny z tego, że miałem odwagę stanąć po drugiej stronie do „ZOMO”. Gdy wywalczono prawo do marszy i wieców, byłem po stronie tych którzy mieli odwagę. Dziś  milicjanci mogą solidaryzować się z manifestującymi, mogą wyjść i demonstrować. Mają prawo głosić swoje poglądy, wymieniać się uwagami i robić to jawnie. Pamiętam,  w latach dziewięćdziesiątych,  w licznych dyskusjach ze mną, (oczywiście tylko Ci których wtedy znałem) zachwalaliście tamten ustrój a teraz aktywnie walczycie o demokracje. Doskonale pamiętam słowa kryminalistach z solidarności o nieszczęściu jakie dotknęło  kraj z powodu upadku tej międzynarodowej rodziny. Czy pamiętacie co mówiliście o Lechu Wałęsię ? Dziś widząc tak piękną postawę polityczną odnoszę wrażenie że demokracja jest zaraźliwa a przynajmniej walka o nią.

Dziś gdy ja nie uczestniczę w żadnych marszach politycznych, mam tylko jedną nie miła refleksje. Bardzo podobny scenariusz  marszu KODu, jak w kontr- demonstracjach.  Znów flaga międzynarodowej organizacji .. kolor jej się zmienił. Hasła dokładnie te same tylko nazwa podmiotu prawa międzynarodowego się zmieniła.  Ponownie mówią nam, jak straszne konsekwencje będą dla Polski.

 

1932total visits,9visits today

3 thoughts on “Refleksja człowieka nie maszerującego.

  • 27 września 2016 at 08:34
    Permalink

    to jest niezwykle ciekawa refleksja, nie pamietam twarzy tych co nas demonstrujących tłukli pałkami i częstowali gazem bo mieli te swoje twarze zakryte.
    pamietam za to współdziałaczy, pamietam znajomych i sąsiadów z podwórka którzy dzisiaj sa z nami i którzy dzisiaj nie oddają sie refleksyjnym wspomnieniom tylko ruszaja swoje tyłki aby pokazać że są i pamiętają tamte lata i tamte baty
    widzę dzisiaj ich (bo i swoje) dzieci z dzieciakami nie poddających się nowomowie. podnosimy wysoko nasze flagi o które walczyliśmy (jeśli ktoś nie pamięta, nie wolno było wywieszać naszej polskiej flagi bez zezwolenia władzy), chcieliśmy sie pozbyć tej czerwonej która nie była międzynarodową ale wymyśloną dla ciemnej hołoty przez zaborczego sąsiada ze wschodu. chcemy być w Polakami w Polsce i chcemy być Polakami w Europie ale wiem także, że wielu uczestników tamtych wydarzeń i walki do dzisiaj nie zrozumiało o co walczyliśmy i o co musimy walczyć dzisiaj

    Reply
    • 27 września 2016 at 20:28
      Permalink

      ..dziś zastępują czerwony sztandar flagą unii, dla mnie to straszne

      Reply
      • 28 września 2016 at 05:07
        Permalink

        A za chwile zastąpią to jeszcze inną – tylko mało kto to zaakceptuje – dlatego kombinują jak wciągnąć nas w wojnę abyśmy się powybijali.

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *