Przecież potrafimy…..

 „Polacy, nic się nie stało….” Zaśpiew po każdej porażce wcale nie cieszył. Z czasem stał się ironiczno-sarkastycznym z coraz większą domieszką goryczy. Ale nie tym razem. Po odpadnięciu naszych chłopców w ćwierćfinałach Mistrzostw Europy nie było zaśpiewu, była chwila zasmucenia i rozczarowania, bo przecież awans był na wyciągnięcie ręki. Tuż, tuż. I uciekł sprzed nosa. Było rozdrażnienie Krychowiaka – że za mało ofensywnie, Lewandowskiego – że nie przycisnęli, łzy Fabiańskiego – bo mógł wyciągnąć chociaż jednego karnego i zastygła twarz Błaszczykowskiego – gdyby uderzył bardziej zdecydowanie… A przecież chociaż odpadli, to nie przegrali żadnego meczu. Portugalia awansowała, chociaż w regulaminowym czasie nie wygrała żadnego spotkania. Oto, urok piłki nożnej.

„Polacy, stało się, stało…” Po raz pierwszy od bodajże trzydziestu lat nasi piłkarze pokazali, że liczą się w Europie, że mogą wygrać z każdym. Są drużyną, która jeszcze sięgnie po trofea. Stanowią monolit i mają zaplecze. Młodzieżowcy Milik, Kapustka czy Linetty a nawet nasz ostródzianin – Dawidowicz, już są w kadrze, a Lewandowski i spółka uruchomili marzenia tysięcy dzieciaków. Wartość umiejętności zawodnika Bayernu wyceniana na 75 milionów euro, czy transfer Krychowiaka za 45 milionów euro do PSG robią wrażenie. Kariera piłkarza z Polski przestała być mrzonką, stała się rzeczywistością i zachęca.

Te mistrzostwa mogą być impulsem rozwoju piłkarstwa naszym kraju, zwłaszcza że w ostatnich latach powstała baza sportowa, szkółki piłkarskie i trenerskie oraz ogólnie dostępne orliki, które nie tylko w Ostródzie tętnią życiem. Ale – jak mówi Lewandowski – trzeba zacząć od lekcji w-f. Dodałbym bez rodzicielskiego zwalniania z wuefu. Póki co „stało się” i mam nadzieję, że się „stanie” więcej. Jesienią ruszą eliminacje do mistrzostw świata….

„Polacy, zawsze bez skazy…” My zawsze jesteśmy niewinni. Zauważyliście jak trudno jest nam przyznać się do potknięcia. Te konkretne, fizyczne – to wina kamienia, albo czyjejś nogi. Nie było? Znajdziemy! Brak osiągnięć – to „zasługa” szefa, kolegi albo żydowskiego bankiera. No, czasami niemieckiego. Lista „zasłużonych winnych” jest długa i stale się powiększa. Tylko MY jesteśmy cacy. Bez skazy. Warto zatem wziąć przykład z naszych piłkarzy. Nie mają pretensji ani do Błaszczykowskiego za karnego, ani do Milika za niecelną nogę, ani do sędziów za brak czerwonej kartki dla faulującego Roberta Szwajcara. Jeżeli mają, to do siebie.

To takie nie nasze, prawda. A warto, żeby się naszym stało. Żebyśmy uderzyli się we własne, a nie cudze piersi. I powinni zacząć to politycy, którzy są w tym względzie szkodnikami szczególnymi. Chociaż oni – w odróżnieniu od naszych piłkarzy – nigdy raczej chwalić innych nie będą. Oni nie stworzą drużyny, która ma szansę na międzynarodowe zwycięstwo. Nie mają dobrych selekcjonerów. Nie mają Nawałki.

Właśnie Nawałka. Można powiedzieć, że ma szczęście. Nigdy nie mieliśmy tylu dobrych zawodników w zagranicznych ligach, w zespołach najwyższej klasy. To fakt. Wystarczyło poskładać. Żaden kłopot. Był skazany na sukces. Był? Podobnie jak trener Anglików, których gwiazdy poległy z kretesem w starciu z Islandczykami?

Selekcjoner nie jest trenerem w dosłownym sensie tego słowa. On składa już gotowe trybiki w dobrze funkcjonującą piłkarską maszynę, smaruje ją taktycznym ustawieniem, dopasowuje. Ale najpierw znajduje elementy tj. Milika, Kapustkę i innych. Przecież w naszej drużynie połowę zawodników znalazł w krajowych klubach, mizerotach w europejskiej skali. I nagle okazało się, że na naszej trawie biegają nieoszlifowane diamenty. Jak Pazdan, na którego „czuprynę” chciały (chcą?) golić się tysiące rodaków.

Tu szczęście nie odgrywało większej roli. Tylko tytaniczna praca. Coś co nadal w naszym kraju nie jest doceniane. Tysiące godzin spędzonych na obserwowaniu, analizach, rozmowach i dopasowywaniu wszystkich elementów gry, umiejętności i cech zawodników. I co ważne: działaniu w atmosferze wzajemnego szacunku, uczciwych ocen i pozytywnych bodźców. W efekcie stworzył Nawałka kolektyw, i nawet ci, którzy do Francji nie pojechali, nie czują się pokrzywdzeni. Ba, są nadal zmotywowani, by do kadry wejść.

Piłkarze wrócili do kraju na krótkie wakacje. Wypoczywają. Na lotnisku źli, bo chciałoby się więcej, bo uważają, że mogli więcej. Ale wrócili z tarczą. I z wiarą, że można, że potrafią . I tej wiary życzmy sobie wszyscy. Że można. Tylko że samo można i samo chcieć nie wystarczy. Jeszcze trzeba wykonać tak gigantyczną pracę jak piłkarze. Przecież potrafimy……

 

3 lipiec 2016 – Włodzimierz Brodiuk

244total visits,7visits today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *