Protesty opiekunów osób niepełnosprawnych czy zwykłych awanturników?

Proszę państwa, temat edukacji dzieci niepełnosprawnych jest dla mnie dość dobrze znany, albowiem posiadam dziecko niepełnosprawne. Moją wiedzę w sprawach edukacji oceniam na dość wysoką, jednak nigdy nie odważyłbym się ze 100% pewnością przekonywać na wiecach ulicznych całe społeczeństwo do swoich jedynie słusznych racji. Dlatego postaram się osobom nie związanym z przedmiotową tematyką, wytłumaczyć istotę poruszanego problemu i jednocześnie zapytać, czy to ja czegoś nie rozumiem?

Prawdą jest, że planowana reforma edukacji bardzo podzieliła Polaków i wzbudziła wiele kontrowersji. Osobiście nie widzę potrzeby jej wdrażania, świadczy o tym prawie milion podpisów zebranych pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum, które jest chyba najlepszym sposobem na społeczny konsensus w sprawie kształtu polskiej oświaty. W dzisiejszych czasach Polsce potrzebny jest dialog i porozumienie, których brak jest największym kryzysem. Niemniej powinniśmy pamiętać, że w sprawach trudnych jedynie rozsądne konsultacje mogą skutkować  dobrymi rozwiązaniami.

O co więc chodzi? Otóż w ostatnim czasie  aktywizują się grupy rodziców dzieci niepełnosprawnych podnoszące larum o rzekomej wielkiej krzywdzie zgotowanej ich podopiecznym przez MEN w związku z zapowiedzią wdrożenia reformy edukacyjnej. Grupy te gotowe są podnosić szereg zastrzeżeń, pisać petycje, a nawet podejmować uliczne protesty, takie jak ten zaplanowany ponoć na 10 maja 2017 roku. Korzystając z opublikowanych w internecie ich pretensji, można jedynie przecierać oczy ze zdumienia. Zaznaczam, że to właśnie ci rodzice, jako strona społeczna , nie opublikowali żadnej konstruktywnej propozycji rozwiązań w celu polepszenia edukacji ich niepełnosprawnych dzieci, która mogłaby zostać przedstawiona Resortowi Oświaty z propozycją merytorycznej dyskusji.

Dlaczego?

Prawdopodobnie dlatego, że takiej nie opracowano, pozostaje więc pusty bełkot ludzi kompletnie nie rozumiejących spraw, co do których podnoszą sprzeciw. Kością niezgody i demagogicznego buntu stała się zapowiedź Ministerstwa Edukacji zmierzająca do kształcenia dzieci niepełnosprawnych w szkołach specjalnych. Czy propozycje Ministerstwa Edukacji są rzeczywiście złe, czy jedynie wymagają dopracowania? Czy rozkrzyczani rodzice mają rację? Tak trudnego i złożonego tematu na pewno nie wyczerpię, ale spróbuję  zarysować pewne istotne elementy problemu. Przytoczę w kilku zdaniach najważniejsze założenia MEN w omawianej sprawie.

Resort Oświaty wychodzi z założenia, że dzieciom z orzeczoną niepełnosprawnością należy zapewnić optymalne warunki do nauki w społeczności szkolnej. Takie dziecko ma się uczyć razem z rówieśnikami w szkole, o ile pozwala na to stan zdrowia …….. i tu jest pełna zgoda
Nauczyciel ma dostosować  metody pracy do indywidualnych potrzeb ucznia, a szkoła ma zapewnić kompleksowe wsparcie. Według MEN ma to być edukacja włączająca i ponoć istnieją instrumenty do tego, by  odbywała się w każdej szkole. O jakie instrumenty tu chodzi, tego chyba nie wie nikt poza wtajemniczonymi, do czego jeszcze wrócę. W dalszym toku wyjaśniania pada uwaga, że nauczanie indywidualne zostanie wdrożone, jeśli stan zdrowia ucznia przez pewien czas uniemożliwia mu uczęszczanie na zajęcia do szkoły; w takim przypadku proces edukacyjny będzie realizowany w domu. Słusznie wyrażoną tezą jest to, że niepełnosprawność ucznia nie jest przesłanką do indywidualnego nauczania, lecz objęcia go programem edukacyjno terapeutycznym. Wreszcie MEN zapewnia, że uczniowie niepełnosprawni będą mieli zapewnione różne formy integracji ze społecznością szkolną w celu zapewnienia im pełnego osobowego rozwoju.

Czy rzeczywiście mamy do czynienia z nową jakością kształcenia dzieci niepełnosprawnych, czy może z inaczej wyrażonymi rozwiązaniami dotychczas wypracowanymi? Przecież  uczniowie z orzeczoną niepełnosprawnością pobierają naukę w zależności od swych możliwości w Szkołach Specjalnych, lub w klasach integracyjnych bądź też w innych placówkach, jak Ośrodki Szkolno Wychowawcze. Dzieci pozostające w tak zwanej normie intelektualnej, ale cierpiące na poważny ubytek wzroku, czy słuchu niekiedy uczęszczają do szkół publicznych albo prywatnych z uprawnieniami szkoły publicznej. Resort Oświaty winien jasno sprecyzować, jakie przypadki  mają być objęte edukacją włączającą i jakie instrumenty takiego aktywnego wsparcia są  w zasięgu każdej szkoły. Doświadczenie codzienne wielu nauczycieli w Polsce takim zapewnieniom przeczy.

Departament Informacji i Promocji Ministerstwa Edukacji Narodowej w pięknych słowach nakreśla wspaniałą „dobrą zmianę” dla dzieci z ciężkimi wadami zdrowia, ale czy naprawdę realną?

Zobaczmy, jak to praktycznie wygląda z perspektywy pracy nauczyciela.

W ramach swoich obowiązków wynikających z ustawy o „Systemie Oświaty” każda szkoła musi realizować podstawę programową wraz z możliwością rozszerzenia  poziomu zdobywanej wiedzy dla uczniów szczególnie zainteresowanych i uzdolnionych. Jeśli dzieci mają trudności w przyswojeniu niezbędnego minimum obowiązującego ich zakresu wiedzy i umiejętności, wtedy dyrektor w porozumieniu z nauczycielami może  pomóc uruchamiając zajęcia wyrównawcze. Gdyby te nie przyniosły rezultatów, to rodzicom pozostaje pomoc psychologa lub lekarza specjalisty, o ile trudności dziecka w nauce wynikają ze złego stanu zdrowia. Jednak nie wnikając w zawiłości organizacyjne funkcjonowania szkoły spróbujmy postawić się w sytuacji nauczyciela któregokolwiek trudniejszego przedmiotu. Nie dość, że czasu na przerobienie materiału jest nie za wiele, trzeba znaleźć sposób, by pomóc uczniom słabszym, to jeszcze w klasie znajdzie się dwoje lub troje uczniów z diagnozowaną niepełnosprawnością wymagających specjalnych metod pracy. Tymczasem nauczyciel musi realizować przewidzianą  ustawą podstawę programową, z tego jest przecież rozliczany. Proszę sobie wyobrazić klasę z dziećmi zdrowymi, do której dołączono ucznia z afazją ruchową, autyzmem, lub wadą genetyczną skutkującą niesprawnością intelektualną. Pomijam tu Zespół Aspergera, jako łagodną odmianę autyzmu (z takimi uczniami jest najmniej problemów). Niby jak  realizować jednocześnie nauczanie dzieci zupełnie zdrowych razem z tymi, którzy potrzebują nauczania specjalnego z mocno ograniczonym zakresem wymagań?

Praktycznie taka możliwość nie istnieje, wiedzą o tym nauczyciele, potwierdza to wieloletnia praca i doświadczenie dydaktyczne. W rzeczywistości byłoby tak (i tak się już zdarzało!), że uczniowie zdrowi tracili, a uczeń niepełnosprawny nic nie zyskuje. Podkreślam jednak mocno, że niepełnosprawność niepełnosprawności nierówna i podanego wyżej przykładu nie można uogólniać.

Z kolei spójrzmy na problem z perspektywy rodziców dzieci zdrowych i zdolnych. Kto przy zdrowych zmysłach zgodzi się, by jego dziecko na danym etapie kształcenia miałoby mieć zaniżony zakres programu nauczania wyłącznie z powodu obecności w klasie uczniów z deficytem intelektualno poznawczym wynikającym z poważnej wady zdrowia? Nawet przy największej empatii dla dziecka niepełnosprawnego nie mogę zgodzić się, by moje zdrowe dziecko było z założenia niedouczone tylko dlatego, że trzeba program dostosować do przypadków specjalnych. Co więcej, odpowiedzialny rodzic dziecka niepełnosprawnego powie –  „nie chcę, by z powodu niepełnosprawności mojego dziecka traciły inne, zdrowe i zdolne”. Nie ma to nic wspólnego z pojęciem tolerancji, czy inkluzji społecznej dzieci niepełnosprawnych.

Choć to przykre i bolesne, to jednak trzeba spojrzeć odpowiedzialnie prawdzie w oczy i powiedzieć jasno, że wiele dzieci z orzeczoną niepełnosprawnością, często sprzężoną i ograniczającą bądź uniemożliwiającą rozwijanie aktów poznawczych, nie może uczyć się ze swoimi zdrowymi rówieśnikami. Nie dlatego, że nie będą akceptowane, ale  w sposób sobie właściwy odczują braki w porównaniu do grupy rówieśniczej.  Często żyją one swoim światem wytworzonym przez projekcję właściwą ich sposobowi percepcji bodźców świata zewnętrznego, odmienną od tej charakteryzującej dzieci zdrowe. To uzasadnia potrzebę realizacji obowiązku szkolnego takich dzieci w warunkach specjalnych przystosowanych do ich potrzeb, możliwości, a czasami oczekiwań.

Od wielu lat w systemie oświaty funkcjonują klasy integracyjne. Zazwyczaj są one tworzone dla uczniów z ograniczeniami poznawczymi z różnych przyczyn, ale na co dzień radzących sobie w czynnościach codziennych. Takie klasy są wielkim dobrem dla uczniów, ponieważ z jednej strony pozwalają im edukować się na poziomie przystępnym dla nich, a ponieważ  uczą się  w niewielkich grupach, nauczycielom dużo łatwiej jest dostosować nauczanie do indywidualnych ich potrzeb. Klasy integracyjne na poziomie gimnazjum wykonały już dużo dobrej pracy, absolwenci dalej uczyli się zdobywając zawód stosownie do swych możliwości.

Oczywiście zakwalifikowanie dziecka do szkoły specjalnej lub klasy integracyjnej wymaga opinii Poradni psychologiczno-pedagogicznej. Tam właśnie specjaliści dokonują  tak zwanej diagnozy funkcjonalnej dziecka na podstawie opinii lekarskich oraz oceny przez psychologa (najlepiej, aby byli to specjaliści z psychologii klinicznej). Taka diagnoza uwzględnia rodzaj niepełnosprawności, choroby współistniejące, zakres umiejętności dziecka w czynnościach samoobsługowych, relacje z rówieśnikami, a przede wszystkim  stopień zdolności do przyswajania wiedzy. Zarówno te wymienione, jak i wiele innych parametrów wpływa na wynik diagnozy funkcjonalnej i daje podstawę do zalecenia skierowania dziecka do określonego typu szkoły.

Czy wobec tego rodzice, mają rację podnosząc obawy o wielką krzywdę, jaką ponoć  Resort Oświaty zamierza wyrządzić ich niepełnosprawnym dzieciom? Poniżej przytoczę najważniejsze zarzuty protestujących i odpowiedzi  Ministerstwa Edukacji.

  1. Dzieci niepełnosprawne mają być izolowane w domach i wykluczane z życia społecznego.

Odpowiedź: – nie  jest to prawdą. Nauczanie indywidualne  dzieci ze względu na ich niepełnosprawność nie jest prawidłowe i nie może być formą kształcenia takich dzieci.

  1. Dyrektor szkoły lub nauczyciel będzie mógł diagnozować dzieci niepełnosprawne i obligatoryjnie kierować je do odpowiednich typów szkół.

Odpowiedź; –   już wyżej zaznaczyłem, że diagnozę funkcjonalną ucznia przeprowadza uprawniony organ, czyli Poradnia Psychologiczno Pedagogiczna. Ministerstwo Edukacji podkreśla, że o wyborze szkoły zdecydują rodzice (art. 127 ust. 13 i 14 prawa oświatowego). Szkoła ma jednak prawo i obowiązek poinformować rodziców i zasugerować przeprowadzenie dodatkowych badań i skorzystanie z pomocy poradni psychologiczno pedagogicznej, o ile wyraźnie na to wskazuje dobro dziecka.

  1. Dzieci z autyzmem, ADHD i zachowaniami trudnymi mają być decyzją szkoły kierowane do Ośrodków Wychowawczych potocznie zwanych „poprawczakami”.

Odpowiedź: –  tu protestujący wykazali się nieznajomością elementarnych pojęć. Po pierwsze  ADHD jest dysfunkcją lekką i absolutnie nie ma nic wspólnego z  niepełnosprawnością. Dzieci ze stwierdzonym autyzmem mają orzeczenie o niepełnosprawności (w różnym stopniu) i ich zachowań nie można utożsamiać z  zachowaniami trudnymi u niektórych uczniów przejawiających wulgaryzm, ordynarność, agresję. Ministerstwo przypomina, że skierowanie  nieletniego do tak zwanego poprawczaka jest dla niego karą i możliwe jest jedynie na mocy wyroku Sądu, w żadnym wypadku nie na skutek administracyjnej decyzji szkoły.

  1. Dzieci niepełnosprawne zostaną pozbawione subwencji oświatowej, a szkole nie będzie się opłacało przyjmować dzieci z autyzmem i Zespołem Downa.

Odpowiedź: – mimo zapewnień  Ministerstwa Edukacji trzeba przyznać, że sprawa subwencji oświatowej przeznaczonej dla dziecka niepełnosprawnego nadal budzi kontrowersje i nie jest do końca jasna. Zatem wymaga w tym zakresie wznowienia konsultacji (na poziomie specjalistycznym – eksperckim, a nie na poziomie uzurpujących sobie wiedzę specjalistyczną opiekunów dzieci niepełnosprawnych) . Natomiast sprowadzanie edukacji dzieci niepełnosprawnych do poziomu „opłacalności” dla szkoły w odniesieniu do autyzmu i Zespołu Downa to jakiś chory żart. Proszę bardzo, niechaj protestujący wcielą się w rolę nauczycieli i pokażą, jak można wyedukować osoby dotknięte Zespołem Downa lub głębszym autyzmem razem ze zdrowymi dziećmi, a my rozliczymy ich z osiągniętych efektów!

Odnoszę wrażenie, że osoby o bliżej niejasnych zamiarach prezentujący się, jako dyletanci i malkontenci w sprawach edukacji dzieci niepełnosprawnych, próbują na kanwie naszych problemów publicznie się lansować. Stanowczo przeciwko temu protestuję w nadziei, że inni rodzice i opiekunowie uczniów niepełnosprawnych uczynią podobnie. W tym miejscu kieruję do wszystkich zainteresowanych pytanie: proszę o wyrażenie swojej opinii, co możemy razem uczynić, aby życie naszych kochanych niepełnosprawnych dzieci, nigdy nie stało się okazją dla podejrzanych awanturników do ich dziwnych i niejasnych działań?

11 thoughts on “Protesty opiekunów osób niepełnosprawnych czy zwykłych awanturników?

  • 9 maja 2017 at 22:33
    Permalink

    Przy okazji poruszanego tematu, chciałabym zauważyć, że fajnie tekst napisany z rozsądnym przemyśleniem tematu, dołożę do tego jedną cegiełkę jeśli pozwolicie. Czytam ,że arcy trudnym zadaniem dla pedagoga jest nauka dzieci niepełnosprawnych o różnych deficytach wraz ze zdrowymi. Jasne że tak, ale tylko jeżeli sam wykłada i ma pod sobą sporą grupkę dzieciaków. Jak wiemy dzisiaj klasy prawie , że świecą pustkami ( niż demograficzny ) oraz to , że przy indywidualnym nauczaniu dziecka w odrębnym pomieszczeniu na terenie szkoły przyznany jest nauczyciel wyspecjalizowany do edukacji takiego ucznia. Gdyby połączyć to w całość , wychodzi na jedno, dziecko w klasie ma nauczyciela wspomagającego, w razie potrzeby odciążane jest poprzez indywidualny tok nauczania. Nie rozumiem w ogóle o co ten cały hałas raczej chyba tylko , jak autor tekstu napisał wywołania medialnego szumu i wyłonienia się na pozycję lidera walki o ? Tego właśnie nie rozumiem. Natomiast również stwierdzam, że osoby czujące się ważnymi, jak drzewiej L. Wałęsa chciałyby poprowadzić tłumy, czując się ważne i potrzebne, jeno po wpisach patrząc, rozumu deko brakuje. Nie tym razem. Świadomość narodu wzrasta z dnia na dzień i żaden z motyką na słońce nie rzuci się na rzucone hasło ” protestujmy! , bo tak wg mnie trzeba, mimo ,że totalne głupoty piszę” Skończyły się czasy, kiedy jak te przysłowiowe barany szliśmy na rzeź. Dialog, porozumienie, pisma, tłumaczenie, konsultacje, wyjaśnienia, propozycje, możliwość negocjacji, to jest to , czego dzisiaj oczekuję, a nie kolejnego wątpliwej jakości zrywu i wrzasku otumanionego i jego klakierów lidera.

    Reply
    • 9 maja 2017 at 22:53
      Permalink

      Pani Beato bardzo dziękuję, za niezmiernie pouczający komentarz. Proszę się nie obrazić że nie odpowiadam na temat ale nie znam wszystkich arkanów wynikających ze środowiskiem osób niepełnosprawnych, a nie chciałbym wyjść na dyletanta (de-facto w tym obszarze jestem). Moje kompetencje są trochę inne, ale było by nam miło gdyby pani pomogła Nam w tym obszarze. Zdrowy rozsądek i rozmowa to przecież podstawa.Zapraszam również panią Kajkę, bo jest to niezmiernie mądra kobieta.

      Reply
  • 9 maja 2017 at 21:17
    Permalink

    Do pani ” kajki”. Przykład podany przez Panią jest bardzo dobry i pokazuje, jak można wspaniale rozwiązywać trudne sprawy. Takie rozwiązanie jest jak najbardziej godne polecenia i pokazywania wszędzie, jak odrobina dobrej woli i wysiłku może wychodzić naprzeciw potrzebom dzieci z niepełnosprawnością sprzężoną.Cieszę się razem z Panią i życzę Pani i dziecku wszystkiego najlepszego.

    Reply
    • 9 maja 2017 at 21:46
      Permalink

      Dziękuję. Żeby nie było ,osiagnąć to wszystko nie było łatwo ,ale jak się okazało można wiele ,,,tylko wymaga to czasu , współpracy i dobrej woli kazdej ze stron .

      Reply
  • 9 maja 2017 at 17:57
    Permalink

    Od trzech lat moje dziecko ma nauczanie indywidualne na terenie szkoły. Choruje na MPDz,epilepsję i wiele innych schorzeń- w sumie niepełnosprawność sprzeżona. Głównym problemem są jednak zaburzenia snu, które nie pozwalają na normalny tok nauczania. Lekcje ma najwczesniej od godz. 10. Dzięki współpracy z dyrekcją urzadzilismy gabinecik ,z subwencji zakupilismy ( po ustaleniu z nauczycielami przedmiotów) potrzebne pomoce. Dziecko w miarę mozliwości chodzi takze na inne zajęcia ( plastyka ,technnika) z klasą. Dzięki temu ma kontakt z rówiesnikami. W ubiegłym roku dzięki tak zorganizowanej pomocy dziecko osiągneło swój pierwszy sukces- świadectwo z paskiem. Nie jestem za tym ,zeby nauczanie indywidualne było dla kazdego niepełnosprawnego dziecka.Ale uwazam ,ze powinno być mądrze przyznawane.Natomiast zaostrzenie ,ze tylko w domu jest ze szkoda dla takich dzieci jak moje ,bo w tym momencie zostanie odizolowana od klasy a apele,no cóż nieczęsto w nich uczestniczymy ,ponieważ stanie w dusznej zatłoczonej auli jest dla dziecka z takimi schorzeniami ponad siły . Jak widać na naszym przykładzie może to funkcjonować na dobrym poziomie. Nadmieniam ,ze z gabinetu korzystają takze inne dzieci i z pomocy do pracy takze.

    Reply
  • 9 maja 2017 at 17:11
    Permalink

    Szanowna Pani przedstawiająca się , jako matka. Dobrze, że poruszyła Pani problem subwencji, oraz sprawę asystentów ON. To jest właśnie obszar tematyczny wymagający analizy i naprawdę dobrych konsultacji. Dlaczego takich nie ma ? Ciągle słyszę, że zły był rząd PO-PSL, niektórzy twierdzą, że ten obecny jest niemal cudowny. To w takim razie dlaczego ten temat przycichł ? Widzi Pani, to jest tak, że do tej pory jeśli do tej pory składałem pewne propozycje w sprawie ON, to albo strona rządowa zwyczjnie to przemilcza ( co jest przykre i szkodliwe), albo też jest się dyskredytowanym przez samo środowisko rodziców i opiekunów ON ( co jest jeszcze bardziej przykre) !Ale powiem Pani jedno, jeśli czuje się Pani rozgoryczona całą sytuacją ( czemu się nie dziwię ! ), to proszę pamiętać, że strona społeczna także popełniła i nadal popełnia kardynalne błędy. Przez zawiść, arogancję, środowisko stało się autodestrukcyjne. My to widzimy i dlatego o tym piszemy i chcemy to zmienić Ale nie bez rodziców i opiekunów, nie bez lekarzy i terapeutów, nie bez pracowników oświaty, nie bez OPSów, czyli stanowczo nie ! dla działań poza szeroko pojętym dialogiem. Pani uwagi są słuszne, zatem zapraszam do współpracy. I proszę mi nie mówić, że brakuje Pani czasu, bo nawet Pani krótki komentarz do artykułu już daje mi dużo do myślenia. Każda uwaga rodzica doświadczonego opieką nad dzieckiem niepełnosprawnym dobrze przemyślana i uzasadniona to rzecz ważna i wartościowa. Dlatego bardzo serdecznie dziękuję za wyrażoną opinię i pozdrawiam. Jak domyślam się, ma Pani także dziecko niepełnosprawne !? Jeśli tak , to życzę dla dziecka wszelkiego możliwego dobra, a Pani dużo zdrowia.

    Reply
  • 9 maja 2017 at 15:12
    Permalink

    Blanka, dziękuję za komentarz i odpowiadam na Twoje uwagi. Zgodzę się, że w pewnych przypadkach nauczanie indywidualne ze względu na niepełnosprawność może się okazać dobrym i potrzebnym rozwiązaniem, ale – jak sama zaznaczyłaś – jedynie w pewnych przypadkach, a zatem nie możemy tego uogólniać. Co do subwencji zgadzam się z Tobą i właśnie dlatego napisałem, że sprawa ta wymaga ponownych konsultacji. Ale czy takie się odbędą ? Wiesz, że w tej sprawie myślę podobnie , jak Ty. Natomiast jeśli chodzi o klasy integracyjne, to tak się składa, że miałem do czynienia z uczniami z takich klas, oraz rodzicami jeszcze innych uczniów z tych klas. Przypomnę więc, że klasy integracyjne nie są dla dzieci z bardzo poważnym deficytem intelektualnym, wręcz przeciwnie są to uczniowie mający w sobie pewien potencjał, ale ograniczony i wymagający odrębnego traktowania. Dlatego Twoja uwaga jest słuszna, ale pod warunkiem, że utworzono by taką klasę mieszając skrajnie różne przypadki. Jeśli takie znasz, to zapraszam do współpracy z nami, a takie popełnione gdzieś błędy będziemy ostro punktować i nagłaśniać. Tak czy owak, jestem wdzięczny za zgłaszane uwagi, oby suma naszych działań przekuła się jednak w lepszą zmianę dla dobra dzieci niepełnosprawnych i to niezależnie od humoru rządzących. Pozdrawiam.

    Reply
  • 9 maja 2017 at 14:48
    Permalink

    Nie zgodzę się z „Nauczanie indywidualne dzieci ze względu na ich niepełnosprawność nie jest prawidłowe i nie może być formą kształcenia takich dzieci”. Czasem to jedyna możliwa forma edukacji.
    Odpowiedź Rzeczniczki MEN widziałeś: nauczanie nie jest edukacją, lekcje nie są edukacją. Rzecznik jest nieukiem, kropka.
    Subwencja na każdego – a nie tylko niepełnosprawnego – ucznia częściowo ma… pokrywać podwyżki dla nauczycieli. A po dwóch latach poprawek okołobudżetowych (2014 i 2015), ze subwencja ma iść za uczniem – wróciła do Gmin i znowu znika. Nie mówiąc już o tym, że relacja kwoty na autystę do kwoty na epileptyka czy wózkowicza, ucznia niewidzącego czy słabosłyszącego jest absurdalna. Zwłaszcza przy maksymalnie 2 godzinach rewalidacji w tygodniu.
    Sposób integracji: czyli 5 uczniów z różnymi deficytami na 15 ogólnie i jednego, powiedzmy, oligofrenopedagoga, który nie miga – to idiotyzm. Zawiniony przez ustawodawcę, ale też i przez rodziców i – częściowo z braku wyjścia – przez szkoły. Ten rodzaj „integracji” jest zły. I nie ma nic wspólnego z włączaniem.
    O organizatorce protestu 10 maja też już wyraziłam opinię – też nieuk. I w dodatku prymityw, nieodpowiadający na pytania. Dostałam o niej całkiem sporą dawkę wiedzy na priv i kojarzy mi się z inną wrzeszczącą i równie niedouczoną osobą.
    Ergo: awanturnicy protestują przeciw ogłaszanemu przez głupków brakowi zmian 😀

    Reply
    • 9 maja 2017 at 14:52
      Permalink

      proszę przeczytać moją poprzednią odpowiedź do matki 🙂

      Reply
  • 9 maja 2017 at 13:43
    Permalink

    Do puki subwencja nie pójdzie za dzieckiem do szkoły to jakość edukacji dzieci niepełnosprawnych ,będzie zależała od zamożności gminy .Miałam nadzieję że p. minister wyjdzie i powie koniec fikcji pieniądze idą za dzieckiem ,ale nie dalej słyszę dyrektor szkoły da,a dyrektor da tyle ile dostanie od gminy bądź miasta.Interesuje mnie też jak będzie wyglądała sprawa z asystentem kto będzie mógł nim zostać jakie powinien mieć wykształcenie ,jakie kursy i szkolenia powinien posiadać ,bo jeśli będzie to osoba bez wiedzy i umiejętności psychologiczno-pedagogicznych to będzie nieporozumienie .Kto zapłaci za szkolenia terapeutów w szkołach czyżby znowu dyrektor , który zależny jest od tego co dostanie z gm.

    Reply
    • 9 maja 2017 at 14:42
      Permalink

      Droga pani (matko), doskonale rozumiem pani rozgoryczenie, ale chciałbym również poinformować że od prawie dwóch lat do konsultacji społecznych zostali wytypowani przedstawiciele różnych fundacji oraz rodzice dzieci niepełnosprawnych. Z tego co mi wiadomo wybrani przez właśnie takie osoby – jak pani.
      Kiedyś zwracaliśmy uwagę na ten właśnie aspekt, bo zauważyliśmy że są tam jedynie cwaniacy, ale przecież My jesteśmy przeciwko PiS-owi, bo My działamy na niekorzyść środowiska …… czy na pewno?
      W środowiskach ON, przecież rozbrzmiewają hymny pochwalne, (aż się wymiotować chce od tego) a każdy kto myśli inaczej jest natychmiast blokowany – My również.
      To właśnie teraz pytamy się gdzie są ci Wasi przedstawiciele, co pozakładali sobie funadacyjki?
      Dlaczego idziecie na strajki jeżeli macie tak dobry kontakt z panią Minister?

      Kilka miesięcy temu pisaliśmy tym Waszym reprezentantom, że opiekun powinien mieć również możliwość dorobienia bez pozbawiania go/jej świadczenia opiekuńczego ,…., ale PSY OGRODNIKA nie pozwoliły,….., no bo jak rodzic mógłby trochę sobie dorobić? Lepiej przecież żebrać i skomleć aniżeli pracować i trochę mieć pieniędzy dla siebie, na małe przyjemności. (chociażby na fryzjera, czy nową sukienkę)
      Od nas ze Stowarzyszenia eksperci zaproponowali rozwiązania, które mają służyć całemu środowisku w ujęciu długofalowym (pow. 20 lat) ale właśnie Ci przedstawiciele ze środowiska ON ponownie zablokowali — no bo jak jeżeli tego nie wymyślili sami. Oni nigdy nic nie wymyślą, bo jak się ma IQ 90 to nie liczmy na myślenie perspektywiczne, lepiej komuś przecież zabrać ….. no nie?
      Zaznaczam była tam edukacja, leczenie, DPS, Domy dziennej opieki, praca dla opiekunów, outplacement i jeszcze kilka innych dość istotnych kwestii.
      Jeżeli chce pani pomóc swojemu dziecku, to zapraszam do nas. Przykro mi że nie krzyczymy i nie chodzimy na strajki – bo my nie mamy czasu na gierki zakompleksionych z nienawiści ludzi.
      My nie litujemy się i nie wysyłamy piesków i kotków aby się lepiej poczuć – My ciężko pracujemy, przyjaźnimy się, pomagamy jak możemy i tworzymy przyszłość……. tylko i aż … tyle.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Warning: file_get_contents(http://ipinfo.io/54.166.201.210/json): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 429 Too Many Requests in /home/bastiondiaca/ftp/wp-content/plugins/wp-spykey/wp-spykey.php on line 117