Polska ma pecha do sojuszników – sojusze nie służą słabszym

Od kiedy istnieje świat, istnieją konflikty, które często przeradzają się w wojny. Wtedy państwa słabsze chcąc osiągnąć jakiś przewagę, zmuszane są do podjęcia decyzji zawarcia sojuszu z silniejszym partnerem. Sojusze zawsze mają podłoże ekonomiczne, a wiara w bezinteresowną chęć pomocy innego kraju jest naiwnym myśleniem. To jest umowa, obarczona bardzo wysokim współczynnikiem pragmatyzmu. Nawet jeżeli ktokolwiek chciałby poszerzyć tą definicję o aspekt militarny, to i tak wróci z powrotem do aspektu ekonomicznego.

Sojusze dzielą się na:

Sojusze partnerskie, (głównie gospodarcze) gdzie kraje posiadające porównywalne gospodarki dogadują się w sprawach w jakich obszarach mogą wspólnie współpracować, a w jakich są suwerenne;

Sojusze wsparcia militarnego, gdzie kraj słabszy lub grupa krajów słabszych militarnie, jest zmuszona do współpracy militarnej z mocarstwem tylko po to aby wygenerować przeciwwagę do agresywnego sąsiada. Powinno pojawić się pytanie – czy wcześniej nasz przyszły partner nie dogadał się z naszym agresywnym sąsiadem, tylko po to aby takim był. Bo bycie agresywnym, spowoduję większą determinację do podpisania umowy oraz preferencyjne warunki.

Jeżeli poszukujemy bezinteresownego sojuszu militarnego, gdzie jednym z partnerów jest mocarstwo, można to porównać do znalezienia koncepcji idealnego ustroju politycznego –  po prostu takie porozumienia nie istnieją. Mocarstwo, nie podpisze porozumienia jeżeli nie będzie miało z tego namacalnych korzyści.

Opisując ten aspekt chciałbym zwrócić uwagę w jakiej sytuacji My, jako Polska, się aktualnie znajdujemy. Dlaczego z uporem maniaka wchodzimy w sojusze z państwami – mocarstwami, których celem nie jest pomoc nam, a jedynie użycie naszego potencjału,  do realizacji własnych, założonych wcześniej celów?

My Polacy w naszej historii takich sojuszy trochę już mieliśmy, a jednym z pierwszych, był sojusz z Krzyżakami, gdzie w konsekwencji utraciliśmy nasze ziemie i całkowitą kontrolę nad tym rejonem.

W sumie nie tak dawno, bo tylko 70 lat temu – podpisaliśmy sojusz z Francją i Wielką Brytanią, gdzie nie tylko nam nie pomogli, gdy zostaliśmy napadnięci przez Niemców (01.09.1939), a następnie przez Rosjan (17.09.1939), po czym wzięli na przechowanie nasze polskie złoto i zażądali zapłaty za każdy samolot, którym latał Polak broniąc ich kraju. Przypominam również, że część naszego złota najzwyczajniej znikła- gdzie? – nie wiem. Kolejnym naszym najlepszym sojusznikiem, po którym do dnia dzisiejszego odbija nam się czkawką było ZSRR, gdzie nasze złoża i zasoby były tak eksploatowane, że My Polacy funkcjonowaliśmy na granicy ubóstwa. Jak już ich przepędziliśmy z naszego kraju, to znowu rządzący wymyślili sobie kolejnego super sojusznika – naprawdę silnego partnera. W ten sposób weszliśmy do NATO. Pytanie powinno brzmieć czy wstąpienie Polski do NATO było korzystne, czy Polska na tym straciła.

Odpowiedzi są dwie:

Jako były wojskowy, mogę powiedzieć, że to partnerstwo było korzystne, bo żołnierze mieli dostęp do nowych technologii, a także do sprawdzenia swoich zdolności w ramach zagranicznych misji „pokojowych”. Sformułowanie „pokojowych”, gdy wysyła się kilka tysięcy żołnierzy, jest trochę zakłamanym, ale nie mnie to oceniać. Od momentu wejścia Polski do NATO, żołnierze brali udział w krajach takich, jak Bośnia i Hercegowina, Kosowo, Albania, Syria, Czad, Irak, Afganistan, Somalia, Libia, Egipt …. oraz szereg misji obserwacyjnych praktycznie we wszystkich miejscach konfliktów. Podsumowując, polskim żołnierzom będącym na misjach NATO dało to bardzo duże doświadczenie, którego nie mogliby nigdy zdobyć na żadnym z poligonów czy placów ćwiczeń.

Analizując ten aspekt z poziomu gospodarczego, sprawa wygląda już trochę inaczej, bo w latach 90-tych Siły Zbrojne RP liczyły około 350 tysięcy żołnierzy. W momencie wstąpienia Polski do NATO zaakceptowaliśmy zmniejszenie naszego potencjału militarnego i wraz z obniżaniem stanów ewidencyjnych do 100 tys. i jednoczesnym zmniejszeniem zapotrzebowania na broń, amunicję, czołgi, samoloty – praktycznie na każdy asortyment militarny, polskie zakłady produkcyjne zaczęły bankrutować.

Nasze rządy zamiast zwiększać utrzymywać nasz potencjał oraz zwiększać zdolności produkcyjne stwierdziły, że lepiej pozyskiwać lepszy sprzęt ale z zewnątrz, wymyślając coś takiego jak przetarg na uzbrojenie. Jest to kuriozum, ponieważ żaden z szanujących się krajów nie wpuszcza do swojego kraju innego zagranicznego producenta uzbrojenia, który by produkował cały system uzbrojenia. Owszem mogą to być jedynie elementy np. celowniki, silniki do pojazdów, oprogramowanie, ale nigdy nie całość sprzętu. Polska znowu popełniła błąd zaniechania, bo zamiast rozwijać swoje „Know-How” wolała ściągać to z zewnątrz. W konsekwencji utraciliśmy firmy takie jak: PZL Mielec, PZL Świdnik, Star – Starachowice, praktycznie wszystkie firmy radiowe i telekomunikacyjne, a producenci sprzętu ciężkiego i broni (Huta Stalowa Wola, Łucznik) w wyniku zmniejszenia zamówień musieli zrestrukturyzować swoje przedsiębiorstwa.

Fenomenem sojuszniczej uczciwości, a zarazem polskiej naiwności, jest złudzenie bezinteresownego korzystania ze sprzętu wojskowego innych krajów. Przykładów mamy trochę więcej aniżeli jeden, ale aby zrozumieć algorytm postępowania możemy oprzeć się np. na niemieckich Leopardach, które zostały wdrożone do wojska polskiego w roku 2003 z wiarą w bezinteresowność naszego sąsiada,  NATO-wskiego partnera.

Niemcy po swoich doświadczeniach nauczyli się jednego, nie można opanować świata militarnie, dlatego całkowicie zmienili swoją strategię. Po co walczyć i się wykrwawiać jak można osiągnąć o wiele lepszy efekt ekonomicznie. Zauważyli, że nie wolno niczego robić zbyt szybko, bo „co nagle, to po diable” dlatego najpierw daje się sprzęt za darmo, później się od niego uzależnia, po czym następnie sprzedaje się z takim wyliczeniem, żeby zrekompensować darmowy produkt. Konsekwencją jest przejęcie całego rynku danego produktu. Nawet gdyby chciała wejść konkurencja, występuje bariera wejścia, którą jest np. Off-Set.
Oddali nam czołgi Leopard za symboliczna złotówkę, wyposażając nas praktycznie w te „dobre czołgi” (proszę tego sformułowania inaczej nie interpretować – one rzeczywiście są dobre) ale ich celem nie jest uzyskanie kontraktu od razu, czy nawet po kilku latach, ale ich cel jest długoterminowy. Liczą, że jak się popsują te czołgi, następne już będą za 100% ich wartości. Oczywiście należy pamiętać o odpłatnym systemie części zamiennych, serwisie, systemie dowodzenia, a nawet amunicji. W roku 2015 już kupiliśmy kolejne super Leopardy, a nasze zakłady produkcyjne zamiast produkować PT 91-twardy lub ich nową wersję, będą zwalniać pracowników. Ostatnio Niemcy zaproponowali nam, że wyposażą Obronę Terytorialną w Bojowe Wozy Piechoty Marder – których mają u siebie w kraju tysiące. Oczywiście znając politykę naszego rządu, zapewne wyposaży ich w te pojazdy, a nasz pojazd BWP Borsuk, będzie następnym ładnym pojazdem na targach uzbrojenia w Kielcach. Podobna sytuacja ma miejsce w sprzęcie lotniczym, rakietach przeciwlotniczych, a także systemach telekomunikacyjnych.

Tematem jednak wiodącym jest sojusznik – mocarstwo, które bezinteresownie pomaga mniejszemu państwu. Należy pamiętać, że pomiędzy największymi mocarstwami zawsze jest porozumienie i nigdy nie będzie pomiędzy nimi bezpośredniej wojny. Oni o tym wiedzą, dlatego współpracują na różnych płaszczyznach, aby utrzymać światowe status quo. Wojny będą pojawiać się na całej kuli ziemskiej, ale nigdy nie pojawią się w mocarstwach (informuję, że ataki terrorystyczne nie należą do otwartych konfliktów). Mocarstwa można porównać do właścicieli walczących kogutów. Przygotowują je do walki, trenują, wyposażają w różną broń (pazurki), po czym doprowadzają do agresji i wtedy czekają tylko na efekt. Jak ich kogucik wygra – dobrze, przegra – dobrze, a jak się oba pozabijają – to też dobrze. Wynik jest nie ważny, ważny jest interes, który można zrobić za pomocą innych. Przecież jeżeli jedno mocarstwo nie miałoby przeciwwagi – nastąpiłby podział mocarstwa na dwie części i znowu wracamy do punktu wyjścia.
Patrząc na Polskę i Polaków, jak zaczniemy walczyć z Rosją, to Amerykanie, Niemcy, Brytyjczycy, Francuzi będą na tym zarabiać i to dobre pieniądze. A Rosja co? Nie martwmy się o Rosję, ten kraj jest na to doskonale przygotowany i da sobie radę, wciągnie w konflikt Białoruś, a może nawet rosyjskojęzyczną Ukrainę i będzie ich też wyposażać w broń oraz amunicję. Jak już My wszyscy się pozabijamy na tym terenie, zagwarantujemy znowu mocarstwom kolejne tłuste lata, bo trzeba będzie odbudowywać nasze kraje. Powstanie kolejny podział krajów Międzymorza i będziemy wtedy uczyć się jakiegoś języka – na pewno nie polskiego, bo zbyt wielu Polaków na tym terenie już nie będzie.

My Polacy powinniśmy zadać sobie pytanie nie o to co się wydarzy, ale dlaczego z taką determinacją doprowadza się nasz kraj do otwartego konfliktu, którego możemy nie przetrwać?

Dlatego solidarnie musimy okazać sprzeciw tej wojnie !!!

A przede wszystkim powinien być słyszalny głos autorytetów i intelektualistów, zwłaszcza powszechnie znanych i szanowanych, w Polsce i w świecie !!!

Aby zrozumieć problematykę tego tekstu, zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu dotyczącego Powstania Warszawskiego  zrealizowanego przez „historię bez cenzury”: http://bastiondialogu.pl/powstanie-warszawskie/

2 thoughts on “Polska ma pecha do sojuszników – sojusze nie służą słabszym

  • 23 października 2016 at 00:26
    Permalink

    Bardzo wartościowy tekst. Z tym że jeśli chodzi o otrzaskanie się Polskiego wojska na misjach NATO, to w niektórych miejscach jak Irak nie powinno nas być. Czy to się komuś podoba czy nie ale kraje w tamtym rejonie muszą być trzymane twardą ręką przez jedną osobę(chodź często są to ręce zmazane krwią). W innym wypadku dzieją się rzeczy takie jak teraz w Iraku czy Syrii, że tzw. „demokracja” odbija się czkawką na dwa kontynenty.
    Dopóki urzęduje Łukaszenka w Mińsku, będący profesjonalistą w lawirowaniu po kredyty na linii wschód-zachód, żadnego konfliktu raczej można się z jego granicy nie spodziewać. Jeśli Polska ma spodziewać się wydarzeń na wschodniej flance to na chwilę obecną z strony Ukraińskiej, jeśli dalej będą tam rosnąć organizacje nawiązujące do UPA.

    Reply
    • 23 października 2016 at 16:58
      Permalink

      Proszę pana – żołnierze nie decydują w sprawie zaangażowania kraju w misjach – żołnierze realizują rozkazy/zachciewajki polityków.Jeżeli byłoby inaczej – to byliby najemnikami. Jednak Co byśmy nie mówili – dla wojskowego misja jest doświadczeniem. Dlatego każdy z żołnierzy, który był chociaż na jednej misji, powie że lepiej wyjeżdżać na zewnątrz aniżeli przygotowywać sobie wojnę we własnym kraju. Dlatego przestrzegamy przed zbyt pochopnym i emocjonalnym podejmowaniem decyzji oraz przed fanatykami i marketingowcami w rządzie.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Warning: file_get_contents(http://ipinfo.io/54.211.238.44/json): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 429 Too Many Requests in /home/bastiondiaca/ftp/wp-content/plugins/wp-spykey/wp-spykey.php on line 117