Polityczna apolityczna armia

 

Już od początku lat dziewięćdziesiątych mówiło się że Siły Zbrojne powinny być apolityczne i nie angażować się w żadną formę aktywności politycznej. Założenie bardzo słuszne, jednakże co do jego implementacji ma wiele do życzenia a wręcz nierealne.

Może zaczniemy od dobrego zdefiniowania, co tak naprawdę oznacza apolityczność.

Zgodnie z Wikipedią apolityczność jest tłumaczona dwojako,

1. postawa obojętności wobec aktualnych zagadnień politycznych polegająca na odrzuceniu udziału w życiu politycznym, co przejawia się np. w nieuczestniczeniu w wyborach bądź referendum czy zaniechaniu działalności związanej z polityką;

2. zasada prawna, która zobowiązuje osoby sprawujące określone funkcje w państwie do nieangażowania się w żadną działalność polityczną, także związaną z przynależnością do partii politycznej i związków zawodowych.

Czyli czytając te definicje, można powiedzieć, że Siły Zbrojne nie mogą być apolityczne. Jest to podyktowane tym że każdy z żołnierzy jest też obywatelem i nie odebranego prawa głosu. Posiada też swoje preferencje partyjne, chociaż oficjalnie nie może prezentować swoich poglądów. Odnoszę wrażenie że ludzie, którzy nigdy nie nosili munduru wydają takie oceny jakby tylko oni myśleli i tylko oni walczyli o wolność naszego kraju a mundurowi tylko bezmyślnie wykonywali polecenia. Zapewniam, każdy mundurowy jest osobą niezmiernie myślącą a ten zawód nie jest dedykowany dla idiotów i nie jest substytutem pracy. Na podstawie powyższego Siły Zbrojne nie mogą być apolityczne, one są tylko apartyjne.

Mundurowi mówią że polityka zaczyna się od poziomu dowódcy jednostki w stopniu podpułkownika i im wyżej w hierarchii tym większe zauważa się preferencje polityczne oraz  zaangażowanie.

Postaram się odpowiedzieć bardziej dlaczego jest tak i dlaczego dowódcy – generałowie są wyznaczani z tak zwanego klucza.

Nie jest to jakąś wielką tajemnicą że od roku 1989 funkcję Ministra Obrony Narodowej pełniły tylko dwie osoby (oprócz gen. Siwickiego i wiceadm. Kołodziejczyka), które posiadały jakiekolwiek doświadczenie wojskowe. Wręcz byli i tacy, którzy odmawiali tej służby uzyskując różne zaświadczenia lekarskie, że są niezdolni do tej służby na rzecz naszej ojczyzny. Oczywiście dzisiaj powiedzą że nie zgadzali się służyć dla komunistycznej armii. Zresztą jeżeli przyjrzymy się wszystkim posłom w aktualnym parlamencie – to może jakieś 10 osób z aktualnie zasiadających w ławach poselskich odbyło służbę wojskową lub jakiś jej substytut. W mojej ocenie byli zwykłymi tchórzami, którzy najzwyczajniej bali się poddać obowiązkowi służby oraz obowiązkowi obrony naszej ojczyzny i wykorzystali każde koneksje aby z tej służby być zwolnionym.

Natomiast teraz, mają nieodpartą chęć dowodzenia. Pod pretekstem patriotyzmu pchają się do zarządzania Siłami Zbrojnymi, tudzież Służbami Specjalnymi – bo myślą że jak już są dziećmi żołnierzy zawodowych, oficerów AK, przedwojennych policjantów lub mieli kolegów mundurowych, to jakby im wiedzy w tym zakresie przybyło i stają się specjalistami w dziedzinie obronności. Najgorsze w tym przypadku jest to, że osoby posiadające bardzo duże doświadczenie wojskowe są najzwyczajniej deprecjonowani przez właśnie tych niedoświadczonych nawet życiowo ludzi. Jeżeli przejdziemy do życiorysów tych osób funkcyjnych, w większości przypadków opisywane są działania rodziców czy dziadków, tak jakby to miało jakieś większe znaczenie przy wyznaczaniu na stanowiska w dziedzinie obronności. Czyli jeżeli jesteś synem lub córką generała – to wysoce prawdopodobne że i wiedza generała uważanego za autorytet, genetycznie została przekazana swojemu potomkowi nawet bez odpowiedniego przeszkolenia i też powinno być generałem.

Jeszcze za rządów AWS i SLD było w miarę stabilnie, bo jednak Siłami Zbrojnymi oprócz Prezydenta jako zwierzchnika Sił Zbrojnych, dowodził Szef Sztabu Generalnego i liczono się z jego zdaniem. Posiadał podległych sobie dowódców rodzajów sił zbrojnych i odpowiadał za swoje decyzje. Nadzorował wszystkie obszary funkcjonowania Sił Zbrojnych, a Minister Obrony Narodowej ze strony cywilnej miał pełnić funkcję nadzoru wydatków Sił Zbrojnych oraz wspierać Szefa Sztabu Generalnego pod względem formalno-prawnym. Po tym czasie już było tylko gorzej, przychodzili następni ministrowie, posiadający coraz to mniej wiedzy wojskowej jednak z bardzo dużymi ambicjami do władzy i dowodzenia. W takich przypadkach konsekwencje nie są trudne do przewidzenia. Wyznaczyć swoich „generałów”, a następnie dostosować tak prawo aby i struktury aby móc spokojnie wpływać na dowodzenie bez ponoszenia żadnej odpowiedzialności.

Niestety, w takim przypadku nie są problemem politycy że chcą dowodzić, problemem byli i są generałowie, którzy za dodatkowe apanaże, stanowiska czy dodatkową gwiazdkę, są w stanie sprzedać siebie i swoich podwładnych. W przypadku dowódców, którzy się sprzeciwili takiej formie, byli i są najzwyczajniej odsuwani od kluczowych stanowisk, w konsekwencji zdejmując mundur przechodząc do rezerwy.

Mówi się, że swój honor można utracić tylko samemu.

Politycy żeby zwiększyć jeszcze swój prestiż i żeby nikt z mundurowych nic im nie narzucił, skonstruowali tak uwarunkowania prawne, struktury i zakresy odpowiedzialności, że zamiast nadzoru i kontroli spraw finansowych, przejęli pełną funkcję dowodzenia, nie licząc się w żadnym wypadku ze zdaniem doświadczonych dowódców.

Analizując system wyznaczania na kluczowe stanowiska kierownicze w Siłach Zbrojnych, można jednoznacznie stwierdzić że wraz z przejęciem władzy przez nowe ugrupowanie polityczne i jest to nie ważne jakie. Bo wszystkie to robiły i dalej robią następuje natychmiastowa zmiana na wszystkich stanowiskach kierowniczych Sił Zbrojnych.

Wzorowym przykładem niekompetencji oraz naruszania systemu, był rząd który w roku 2014 zdecydował się na restrukturyzację systemu dowodzenia, wierząc, że zrobił coś dobrego.

W mojej ocenie ten właśnie rok, był rokiem całkowitego upadku Sił Zbrojnych. Nieodpowiedzialni ludzie zadecydowali o zmianie systemu dowodzenia, pomimo posiadania ewidentnych symptomów zagrożenia państwa. Konsekwencją zmiany było to, że Szefa Sztabu Generalnego – głównodowodzącego odsunięto od dowodzenia i przesunięto do pełnienia funkcji doradczej i planistycznej, a Minister Obrony Narodowej przejął całkowite dowodzenie, powodując całkowity rozłam wojska. W tym czasie największym przegranym, chociaż posiadającym największy potencjał zdolności militarnych, było nowo stworzone Dowództwo Sił Specjalnych, które istniało dosłownie 4 dni robocze. Czy na tej podstawie nie można zadać sobie pytanie – kto miał w tym naprawdę interes aby tak dobrze zorganizowane i wyposażone wojska o największym potencjale, najzwyczajniej zdezorganizować?

Wojsko miało mieć strukturę płaską, a okazało się, że zaproponowana struktura zrobiła się jeszcze bardziej smukła, napompowana jak balonik generałami i bardziej niewydajna. Co więcej jak jeszcze wcześniej Szef Sztabu Generalnego ponosił pełną odpowiedzialność za nasze bezpieczeństwo, tak po tym czasie było już 3 dowódców na tym samym poziomie zarządzania i żaden nie był w stanie podjąć decyzji, o ponoszeniu odpowiedzialności już nie wspominając. Można było odnieść, że celem tych reorganizacji było to, że gdyby nasze państwo zostało rzeczywiście zaatakowane, żadna z osób z kierowniczej kadry nie poniosłaby żadnej odpowiedzialności. Aby wyznaczyć winnego, w późniejszym etapie został określony wódz naczelny, jednak w dalszym czasie nie posiadał on wystarczających instrumentów.

W roku 2014, dowodziły dwa ośrodki władzy: Biuro Bezpieczeństwa Narodowego oraz Minister Obrony Narodowej. Czyli BBN opracował nowe struktury armii, a Minister Obrony Narodowej musiał je wdrożyć. Pytanie jest tylko dlaczego Minister ON to wdrożył, bo przecież nie podlega w żadnym wypadku pod Szefa BBN? Odpowiedź jest następująca, gdyby Minister posiadał minimalną wiedzę wojskową i trochę asertywności, nigdy nie pozwoliłby sobie na taką restrukturyzację. Co więcej Biurem Bezpieczeństwa Narodowego zarządzał były generał (wykładowca -rektor AON), to przecież taka osoba nie może się mylić?

Analizując ówczesny system dowodzenia, podejmowania decyzji, zarządzania, kompetencji osób funkcyjnych, i na końcu ponoszenia odpowiedzialności, taki organizm nie miał racji bytu.

Poniżej, prezentacja Szefa BBN, która była społeczeństwu zaprezentowana.

Na pierwszy rzut oka, prezentacja przedstawia likwidację elementów sztabowych i zamianę na elementy bojowe – teoretycznie jest to prawdą. W księgowości, taka restrukturyzacja nazywana byłaby kreatywną.

Zlikwidowano wszystkie Dowództwa Rodzajów Sił Zbrojnych, zastępując je Inspektoratami oraz powołano Dowództwo Generalne i Dowództwo Operacyjne, zabierając im narzędzia analityczne jakie posiadał i posiada Sztab Generalny WP. Efektem tych struktur było to, że zamiast podejmowania decyzji, poziom formalizacji i biurokratyzacji urósł do granic absurdu, bo co z tego że Dowódca Generalny RSZ dowodził Siłami Zbrojnymi, jeżeli nie posiadał wszystkich narzędzi wsparcia decyzji. Co z tego że Dowódca Operacyjny RSZ miał dowodzić operacjami jak nie posiadał żadnych wojsk. Została złamana podstawowa zasada – jednoosobowego dowodzenia.

Przedstawię to graficznie, bo wiem że zdjęcie zastępuje co najmniej 1000 słów.

Jeżeli, by oceniać aktualne poczynania pana Ministra Obrony Narodowej, można powiedzieć, że  z jednej strony robi dobrze, że następuje powrót do Rodzajów Sił Zbrojnych. Jednak w dalszym czasie kontynuowany jest proces dowodzenia armia przez tego Ministra Obrony Narodowej.

 

Czyli Siłami Zbrojnymi już nie dowodzą generałowie tylko politycy (Minister Obrony Narodowej oraz Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego), którzy zamiast dbać o bezpieczeństwo naszego kraju wykorzystują te narzędzia do wewnętrznej walki ze sobą oraz  opozycją.

Na dzień dzisiejszy można przypuszczać, że Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych RP nie jest Prezydent, a prezes jakiejś tam partii.

Scenariusz jest stosunk6878912506_56b1ee4238_mowo łatwy do przewidzenia, bo póki politycy będą mieli co zaoferować „swoim” generałom, a ci będą się najzwyczajniej sprzedawać, to ten proceder będzie miał miejsce.

Jednak jako społeczeństwo powinniśmy się bardzo nad tym tematem poważnie zastanowić, gdzie jest ta granica, której nikt nie powinien przekroczyć?

Proszę o komentarze w tym zakresie.

1151total visits,2visits today

Grzegorz Czuryło

„Ekspert ds. zarządzania – strateg, planowania oraz psychologii terroryzmu. Specjalista w szacowaniu i analizie ryzyka oraz modelowaniu systemów informatycznych pod kątem zarządzania. Certyfikowany „Project Manager”. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Emerytowany żołnierz wojsk specjalnych.
Posiadacz najwyższego wyróżnienia dedykowanego dla ludzi wdrażających ponadprzeciętne rozwiązania systemowe „Bright Idea”, przyznanego przez Dowódcę NATO Communication Service Agency.
Wady: Opracowywanie rozwiązań systemowych oraz zdolność przewidywania skutków i konsekwencji w ujęciu długofalowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *