Podatek na śmieciowe jedzenie

W społeczeństwie następuje kult zdrowego żywienia, a świadomość społeczna jest coraz to większa. W telewizji śniadaniowej coraz częściej następuje promocja potraw warzywnych, owoców ,…, generalnie zdrowych dla człowieka. Można powiedzieć, że uświadamianie jest bardzo ważne. Jednak w tym kulcie zdrowego jedzenia pojawiają się różne propozycje rozwiązań systemowych, które po dogłębnym przeanalizowani już takie super nie są.

Zwiększanie podatków kreuje patologie systemu

Ostatnio coraz częściej w mediach można zobaczyć i usłyszeć zgłaszane propozycje przez propagatorów zdrowego żywienia nakładania zwiększonego podatku na sprzedawców śmieciowego jedzenia. Na pierwszy rzut oka … taka propozycja jest słuszna, bo jeżeli śmieciowe jedzenie by dość istotnie zdrożało, to fanów fast-foodów powinno być mniej.  Jak wcześniej wspomniałem – takie myślenie jest doskonałym dla naiwnych ludzi nie rozumiejących pewnych związków, które występują w biznesie, psychologii człowieka, a nawet polityce. ….. Tak drodzy czytelnicy – nawet w polityce!

Zawsze staram się wytłumaczyć jakie występują relacje i zależności pomiędzy pewnymi graczami, czy lobbystami promującymi jakieś rozwiązanie.

Aby to zrozumieć zadam takie pytanie, które wydaje się nie na temat – dlaczego nie jeździmy samochodami na wodę, chociaż patenty na te pojazdy są od lat 70-tych? Odpowiedź – bo gdyby one były wdrożone, zagroziłoby to interesom lobby paliwowego.

Prohibicja też nie rozwiązała problemów z alkoholizmem

Proszę sobie przypomnieć coś z historii Stanów Zjednoczonych, gdy w imię walki z alkoholizmem wprowadzono prohibicję. Wprowadzenie jej nie zmniejszyło spożywania alkoholu – wręcz go spotęgowało, a co więcej sprzyjało szarej strefie na robienie oszałamiających pieniędzy. Chyba każdy inteligentny człowiek pamięta taką osobistość jak Al Capone, który terroryzował w tamtym czasie całe USA … i nikt nie mógł nic mu zrobić.  Zasadność wdrożenia amerykańskiej prohibicji, porównałbym do naszej polskiej ustawy  o wychowaniu w trzeźwości 🙂 …. wszyscy wiedzą że jest, ale nikt jej nie stosuje – taki żarcik.

Konsekwencje fast-food -owego podatku

Wróćmy jednak do kwestii związanej ze śmieciowym jedzeniem, i opiszmy co wydarzy się poprzez nałożenie kolejnego podatku na śmieciowe pożywienie. Czy rzeczywiście uzdrowi nasze społeczeństwo? …. jest wątpliwe ….
Jednak jednego jestem pewien, ktoś na pewno na tym zarobi …. i to krocie …. może państwo, bo będzie korzystać z podatku? a może media bo będą w centrum zainteresowania? …, albo producenci szczawiu, czy sałaty? …. nie wiadomo  (przepraszam  producentów szczawiu i sałaty, bo nie jest celem tego tekstu dyskredytowanie ich produktów – są wspaniałe i należy je jeść)

Naiwność czy perfidne planowanie?

Promocja podwyższania podatku na rzecz zdrowego żywienia jest naiwnością albo perfidnym planowaniem wdrażania rozwiązań dobrych tylko dla tego kto będzie o tym mówić. A bariera ceny, wcale nie ograniczy dostępności. Co gorsza, może się przyczynić do wprowadzania do obrotu żywności jeszcze gorszej jakościowo.
Aktualnie mamy taki substytut bułki, która już ma wiele do życzenia, a mięsa w środku, czy sera to nawet insekty nie chcą jeść ….. i teraz nakładamy na tych sprzedawców dodatkowy podatek.

Zacznijmy więc liczyć, bo matematyka tłumaczy nawet najtrudniejsze problemy otaczającego nas świata

Co zrobi sprzedawca fast-foodów

Jeżeli sprzedawca, będzie dodatkowo opodatkowany, to chcąc na siłę utrzymać wysokość tej samej ceny sprzedawanego produktu, będzie miał dwie opcje:

Albo zamawiany produkt u producenta będzie tańszym, albo  porcja sprzedawanego fastfood-u będzie mniejsza.

I teraz zaczyna się kreatywna zabawa, jak to u nas “w polskim piekiełku”, bo jeżeli produkt ma być tańszym, to producenci półproduktów będą wrzucać jeszcze więcej uzdatniaczy, emulgatorów, lub innych substancji wypełniających, tylko po to, aby utrzymać gramaturę produktu. Czyli będzie sprzedawany produkt złożony głównie z substytutów, które na pewno ze zdrową żywnością będzie miał tyle, co opis na etykiecie, że niby zdrowa. (papier, trociny, soja …. wpisz właściwe…)

W przypadku zmniejszenia porcji – to jeszcze ta opcja może okazać się uczciwa, ale wierzymy że skończy się tylko na zmniejszaniu produktu.

Należy jednak pamiętać, że właścicielami firm sprzedających śmieciowe jedzenie nie są ludźmi ograniczonymi umysłowo, nie potrafiący wybrnąć z tak banalnego problemu jakim jest podwyższony podatek za śmieciowe jedzenie.

Proszę zwrócić uwagę, aby zmienić swój czarny PR, wprowadzono do menu w swoich restauracjach różnego typu sałatki, soki warzywne, oraz napoi z obniżonymi ilościami kalorii.

Pogoń za pieniądzem, czyli reklamy sportowców

Problem jest też trochę w celebrytach będącymi sportowcami, bo w swej zachłanności na kasę oraz chwili sławy reklamują przecież fast-foody, napoje gazowane wysoko słodzone czy nawet chipsy ……. to jak dzieci mają przestać jeść jeżeli ich sportowi idole sami ich zachęcają do niezdrowego jedzenia.

Czyżby pogoń za pieniądzem tym idolom aż tak poprzewracała w głowie?

Zdrowy rozsądek  i edukacja

My zachęcamy bardziej do zdrowego rozsądku, bo każde rozwiązanie systemowe oparte na błędnych założeniach, emocjach lub niewiedzy zawsze będzie miało złe zakończenie.

Aby dzieciom ograniczyć śmieciowe jedzenie, wcale nie należy manipulować w podatkach. Należy najpierw zacząć od edukacji ich rodziców, bo “czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci”. Dopiero wtedy można wpływać na zmianę niewłaściwych nawyków i przyzwyczajeń. Jednak najważniejszym jest bezpośrednie angażowanie dzieci w aktywność sportową, bo jeżeli będą te dzieci uprawiać sport, żaden fast-food nie jest w stanie nikomu zaszkodzić. Mówimy tu o rzeczywistym-fizycznym uprawianiu sportu, a nie tylko teoretycznym, czy promocji jedynie dyscyplin na których cwaniaki znaleźli sobie sposób na dorobienie dodatkowych pieniędzy.

A co Państwo na to?

6968total visits,3visits today

Grzegorz Czuryło

„Ekspert ds. zarządzania – strateg, planowania oraz psychologii terroryzmu. Specjalista w szacowaniu i analizie ryzyka oraz modelowaniu systemów informatycznych pod kątem zarządzania. Certyfikowany „Project Manager”. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Emerytowany żołnierz wojsk specjalnych. Posiadacz najwyższego wyróżnienia dedykowanego dla ludzi wdrażających ponadprzeciętne rozwiązania systemowe „Bright Idea”, przyznanego przez Dowódcę NATO Communication Service Agency. Wady: Opracowywanie rozwiązań systemowych oraz zdolność przewidywania skutków i konsekwencji w ujęciu długofalowym.

5 thoughts on “Podatek na śmieciowe jedzenie

  • 9 grudnia 2017 at 11:55
    Permalink

    Przypomniało mi się, jak parę lat temu moje dziecko uczestniczyło w lokalnej imprezie sportowej, gdzie każdy uczestnik (a impreza była do lat bodajże 14) otrzymywał w ramach nagrody za uczestnictwo kupon na hamburgera do McDonald’s. Wszyscy troje, mąż, dziecko i ja ryknęliśmy śmiechem, uznając, że co najmniej niestosownym jest, by z jednej strony propagować zdrowy, sportowy tryb życia, a z drugiej częstować fast-foodem.
    Samego opodatkowywania niezdrowego jedzenia, używek i innych rzeczy, które mają negatywny wpływ na zdrowie, nie czepiałabym się mocno, ale pod warunkiem, że zostanie zagwarantowane, iż te podwyższone podatki zostaną przeznaczone na służbę zdrowia. A nie oszukujmy się, takiej gwarancji nikt nie da. Za to na pewno przydałoby się bardziej ujednolicić i uprościć system podatkowy. Gdzieś czytałam, że w tej chwili w Polsce od takiego hot-doga czy hamburgera można naliczyć podatki na 12 sposobów i każdy będzie zgodny z prawem.
    Próby wprowadzania częściowej prohibicji mają dokładnie jedną zaletę: paru biednych emerytów dorobi sobie, robiąc u siebie melinę i tyle. Poza tym zakazywanie czegoś, na co istnieje społeczne przyzwolenie, sensu nie ma najmniejszego, może być tylko prezentem dla szarej i czarnej strefy (dokładnie tak, jak było w Ameryce, żaden chyba przepis prawny nie dał mafii tyle dobrego).
    P.S. Sugerowałabym używanie mniejszej ilości wielokropków 🙂

    Reply
  • 8 grudnia 2017 at 23:53
    Permalink

    Prawdę mówiąc nie bardzo zgadzam się z ostatnią myślą wyrażoną w artykule sugerującą nieszkodliwość fastfoodów w przypadku uprawiania sportu. Jeśli bowiem traktujemy sport, jako planowy i celowy wysiłek fizyczny i psychiczny, to niezdrowe jedzenie także będzie szkodliwe ; ono jest po prostu szkodliwe i niewskazane dla każdego – nawet dorosłego człowieka. Natomiast sam temat, poruszony niejako namiastkowo, jest bardzo obszerny i ważny. Tak zwane fastfoody i szereg innych masowych specjałów powszechnie reklamowanych i dostępnych zawiera niestety szkodliwe substancje, o których się często nie mówi, jest to rodzaj nieformalnej zmowy milczenia wokół tej problematyki. W tym temacie nieświadomość ludzi jest ogromna. Zdarza się , że rodzice zabraniają nastolatkom wypić filiżankę naturalnej kawy ( ponoć z powodu zawartości kofeiny ), ale sami dają im pieniądze na zakup coca-coli nie bacząc, że zawiera ona kilkakrotnie więcej kofeiny i dodatkowo kwas fosforowy, który rozpuszczony w coca-coli niszczy uzębienie. To tak w ramach “dbałości ” o swoje dzieci !? A przecież to tylko jeden z bardzo wielu na co dzień spotykanych przykładów. Autor artykułu podnosi przykład tak zwanych chipsów powszechnie kupowanych przez dzieci ( za przyzwoleniem rodziców ). Te produkty z kolei zawierają związki akryloamidowe mające działanie karcenogenne, czyli rakotwórcze. Dlatego poza wymienionym na wstępie drobnym zastrzeżeniem cały artykuł uważam za bardzo dobry, godny przeczytania i zastanowienia się, co sami spożywamy i co dajemy naszym dzieciom.

    Reply
  • 8 grudnia 2017 at 18:17
    Permalink

    “Aby to zrozumieć zadam takie pytanie, które wydaje się nie na temat – dlaczego nie jeździmy samochodami na wodę, chociaż patenty na te pojazdy są od lat 70-tych? Odpowiedź – bo gdyby one były wdrożone, zagroziłoby to interesom lobby paliwowego.”
    Grzegorzu wtedy okazałoby się że litr wody kosztuje 5 złotych, bo Polski system podatkowy żeruje na akcyzach (od papierosów, przez alkohol, kończąc na paliwie).

    Reply
    • 8 grudnia 2017 at 20:06
      Permalink

      Zapewne tak – to również. Tylko jak wtedy wybrnęli by z używaniem wody ze studni? 🙂

      Reply
      • 9 grudnia 2017 at 00:41
        Permalink

        Zgodnie z prawem wszystkie zasoby pod powierzchnią ziemi należą do państwa. Więc w teorii to nawet mogliby opodatkować 😉

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *