Płać, płacz i proś Boga o zdrowie.

Kiedy temat aborcji nadal rozpala zmysły Polaków przyczyniając się do zamieszek i manifestacji w kraju i poza jego granicami całkiem cichutko, bez zbędnego rozgłosu wprowadza się umowę CETA. Mechanizm rozstrzygania sporów na linii państwo-inwestor znany jako ISDS, w umowie CETA ma nosić nazwę ICS. Brzmi trochę jak ISIS, ta zbieżność w brzmieniu jest nie bez znaczenia, bo mówiąc kolokwialnie jest to takie samo gówno tylko w innym opakowaniu, chociaż trzeba przyznać, że działanie jest równie ekspansywne a zasięg rozszerza się w błyskawicznym tempie.  Na temat CETA napisano już wiele i każdy Polak, któremu dobro jego i jego rodziny leży na sercu, powinien się z tym tematem zapoznać, przeanalizować i dołączyć do ogólnopolskiego strajku w każdym dużym wojewódzkim mieście. Powszechnie mówi się, że na podpisaniu „toksycznej” umowy stracą głównie rolnicy, ponieważ znacznie tańsza modyfikowana genetycznie żywność z Kanady zaleje nasz rynek niczym potop. W walce z taką konkurencją  nasi producenci nie będą mieli szans,  gdyż przy obecnym stanie zamożności Polaków, cena, to dla większości polskich domów jedyny miernik wartości produktów. Świadomość, że genetycznie modyfikowana żywność nie będzie zdrowa a nafaszerowana chemią będzie przyczyną poważnych chorób  przegra z pięknie wyglądającymi produktami,  których jakość schowano za przesłoną ceny, wyglądu i smaku w  niczym nie odbiegającego od produktu ekologicznego. W ten oto sposób, polski rząd podpisze wyrok śmierci na polskie społeczeństwo przyczyniając się do powolnej męczarni setek tysięcy biednych Polaków – zamożni sobie poradzą, bo nadal będą kupować żywność korzystając ze stałych i sprawdzonych źródeł zaopatrzenia. Obłuda rządzących jest o tyle niezrozumiała, że Polska dysponuje wystarczająco dużym areałem ziemskim, żeby wykarmić swoje społeczeństwo w ilości przewyższającej dwukrotnie obecną liczbę Polaków. Zatem o czyje interesy chodzi? Jak łatwo wydedukować na pewno nie o polskie. Z jednej strony obrona życia z drugiej powolna śmierć. Hipokryzja rządzących jest równie wielka jak ich sprzedajność. Krytycy twierdzą, że akceptacja polskiego rządu dla CET-y, wynika wyłącznie z decyzji politycznej, a nie konkretnych argumentów ekonomicznych. I przypominają, że umowa z Kanadą wepchnie Europę w zakres wpływów amerykańskich korporacji bez konieczności wprowadzania TTIP, poprzez umowę NAFTA.  Obserwując rozwój rolnictwa w Polsce po 1989r. można  śmiało powiedzieć, że CETA to konsekwencja zaplanowanego dużo wcześniej działania. Polskie rolnictwo należało zniszczyć, wymagało to lat ale śmiało można powiedzieć udało się!!!

Najpierw trzeba było obniżać ceny do poziomu w którym produkcja stała się nieopłacalna. Tak zniszczono uprawy lnu, gryki, owsa,słonecznika  itp. Później wprowadzono normy , normy których przekroczenie skutkowało wysokimi karami. Takim też sposobem zniknęły z łąk nasze polskie krasule, a w ślad za nimi zniknęły liczne mleczarnie. Czesi potrafili sobie z tym poradzić i nie dali się zniszczyć, dzisiaj są potęgą w produkcji deserów i przetworów mlecznych. My wówczas mieliśmy prezydenta Wałęsę, a ten chociaż miał dobre intencje nie wiele wiedział i dał się wodzić za nos stosownie do potrzeb ówczesnego establiszmentu. Trzeba było niszczyć szybko i skutecznie. Potem trzeba było przekonać rolników, że nasze rolnictwo to przeżytek i stopniowo sprowadzać do Polski najgorsze szambo z zachodu. Nie zapominajmy, że mączki rybne, kostne, wszelkie padliny dodawane do pasz to wymysł tych, jakże wysoko rozwiniętych krajów zachodnich. Dodawanie cegły do karmy dla niosek żeby żółtko jajka było pomarańczowe to również jedna z wielu innowacji.  W tamtych latach bez tych „cennych” podpowiedzi my Polacy nie wznieślibyśmy się ponad stereotypy. Stopniowo lecz skutecznie wprowadzono na rynek swoje produkty, a wycofywano nasze oparte na ekologii. Całości dopełniły programy unijne na konkretne uprawy  dostosowane do potrzeb unijnych. Nikogo nie dziwił fakt, że na to samo pole co pięć lat pisano inne programy. I tak najpierw sadzono porzeczki, później wiśnie, po wiśniach przyszła kolej na leszczyny niekoniecznie w tej samej kolejności. Uprawy były na papierze, nikt tego nie sprawdzał i nikt się o nie nie troszczył, bo nie o uprawy w tych programach chodziło. W ten oto sposób rolnicy mieli coraz więcej pieniędzy, a coraz bardziej jałową ziemię porastały trawy i brzózki. Tak przyszła kolej na ekologię. Dzisiaj to jeden z najpopularniejszych programów rolniczych , wystarczy zadbać o te brzózki i wykosić trawy, a pieniądze wpadają na konto tak długo, jak długo będą dotacje. W ten prosty sposób setki tysięcy hektarów w Polsce porastają trawy niekoniecznie z licznymi jak to pamiętam z dzieciństwa ziołami. Te, jak wszystko inne, zniszczyła masowo stosowana chemia w formie licznych nadprogramowych oprysków. Kiedy już znacznie ograniczyliśmy swoją produkcję żywności w tym również hodowli przyszła kolej na wprowadzenie żywności z GMO. Ta dokończy dzieła zniszczenia i jeśli ktoś żywił się iluzją, że jego uprawy bądź hodowla będą opłacalne  to teraz może zejść na ziemię i zaakceptować fakt, że w Polsce nic nie może, bądź nie powinno być opłacalne. Powoli lecz skutecznie zniszczono hodowle bydła w szczególności wołowiny. Zniszczono hodowle owiec . Krowy nasze dzieci znają z piosenki „Pan MC Donald farmę miał”.  Za przekroczenie norm unijnych za nadprodukcję mleka zapłaciliśmy wysokie kary, tym samym mleko podrożało, a jego jakość spadła.  Teraz zarzucą nas mrożoną wieprzowiną co doprowadzi do likwidacji chlewni. W chwili kiedy już prawie nic nie będziemy hodować i uprawiać przyjmiemy każdą cenę i kupimy każdy produkt byleby zapełnić nasze żołądki. Przywrócenie hodowli i uprawa do poziomu sprzed kilkunastu lat potrwa kilka lat. W tym czasie ,jeśli będziemy chcieli przeżyć, pozostanie nam jeść mirabelki . Rząd tym czasem, jak poinformował na Twitterze poseł PO Michał Szczerba w dniu 22 października organizuje posłom pielgrzymkę do Watykanu. Okazją do wyjazdu ma być rocznica ślubu Mieszka I z Dobrawą. Okazja równie dobra jak ślub Majdana z Rozenek. Nikt chyba nie ma wątpliwości  kto za to zapłaci.  Wiceminister rozwoju Radosław Domagalski, zapewnia, że Polska wprowadzi do 15-osobowego składu sędziowskiego polskiego reprezentanta. Bez zmian pozostaje fakt, że pozwala się firmom ponadnarodowym zaskarżać rządy państw do prywatnego arbitrażu, a nie do krajowych sądów.  Płacz i płać. Pozostaje mi tylko liczyć, że w Watykanie posłowie będą modlić się o zbawienie.

418total visits,5visits today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *