PiS zrobi wszystko aby wdrożyć Jednomandatowe Okręgi Wyborcze

   Wśród wielotysięcznej grupy ludzi optujących za wdrożeniem systemu Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW) nie brak zapaleńców, którzy gotowi są podpisać się pod tym projektem i go autoryzować w każdej chwili. Sadząc , że taki system wyborczy przyczyni się do wyeliminowania patologii w polityce i reprezentowania woli narodu przez osoby najwłaściwsze z właściwych, zwolennicy JOW-ów gotowi są manifestować a nawet walczyć dla słusznej ich zdaniem idei. Niestety to myślenie naiwnego dziecka nie znającego realiów otaczającej nas rzeczywistości.

Dlaczego partia rządząca powinna być bardzo zainteresowana tym systemem? – Bo taka ordynacja wyborcza zagwarantuje im przetrwanie i pewne stanowiska dla tzw. „swoich”  przez kilka pokoleń. Żadna z mniejszych, bądź nowo założonych partii – nie będzie miała szans na wejście do parlamentu. Innymi  słowy – ordynacja wyborcza jednomandatowych okręgów wyborczych stworzy odpowiednik PZPR (tyle, że 30 lat po jej delegalizacji).
Politycy oraz osoby, którzy propagują system JOW-ów  zakładają, że każdy mieszkaniec jest dobrze zorientowany lokalnie i doskonale zna przedstawiciela, który wyrazi swój akces wyborczy do  reprezentowania swoich wyborców w Sejmie.
To jest główny i kluczowy błąd w myśleniu.
Społeczeństwo polskie od lat 90-tych zmieniło swoje przyzwyczajenia i już nie czuje się przywiązane do swych rodzinnych miejscowości, gdzie jeszcze 30 lat temu panował model wielopokoleniowy w jednym domu i jeśli już odfruwano z gniazda to zazwyczaj najdalej do najbliższego miasta.
Co więcej mamy  bardzo wysoki współczynnik migracji, zwłaszcza do dużych aglomeracji. Mamy też jeden z najwyższych współczynników imigracji.  Przemieszczamy się  w pogoni za pracą, lepszym życiem i rozwojem osobistym, czasami też w pogoni za przygodą.  Coraz częściej wynajmujemy mieszkania, bo ta forma zamieszkania nie przywiązuje nas do miejsca.  Ludzie ze wsi udają się do miast, a osoby posiadające stabilizacje finansową kupują posiadłości wiejskie – bo szukają spokoju i ucieczki od codziennej gonitwy. Te wszystkie czynniki sprawiają, że coraz mniej się znamy i tym samym oddalamy się od siebie będąc samotnymi w tłumie. Powszechne jest to, że sąsiad w bloku nie zna sąsiada, że ludziom którzy posiadają swoje domy zazdroszczą ci którzy ich nie mają, zazdroszczą do tego stopnia , że we wszystkich widzą złodziei i krętaczy. Dodatkowo media każdego dnia bombardują nas informacjami o kolejnych nielogicznie wydatkowanych sumach idących w miliony złotych, o nowych stanowiskach na które nigdy nie było i nie będzie zapotrzebowania, o dotacjach na cele niezgodne z potrzebami i logiką . Kiedyś zżyta wieś dzisiaj zamknięty teren, gdzie w swoich czterech ścianach ludzie pozostają do towarzystwa z telewizorem lub internetem. Dodatkowo problem izolacji potęguje ludność napływowa w przypadku Polski, głównie z Ukrainy której ilość liczy się już w setkach tysięcy, a politycy zapowiadają że będzie ich około 5mln.  Na tym tle pojawiają się JOW-y . Z założenia prosty, sprawiedliwy system.

Ludzie bez względu na wiek  mają ogromny problem, gdy patrzą na kartę do głosowania. Mnóstwo kandydatów których nikt nie zna, lub zna jedynie z telewizji. Co zrobią? Zagłosują na tego którego widzieli, bo mieli okazję się z nim zetknąć w różnych życiowych sytuacjach, bądź głosują na partię która popiera daną kandydaturę. Nie ważne, że dotychczas żadna partia nie spełniła swoich obietnic wyborczych, ale są mniej i bardziej popularne i na te zazwyczaj się głosuje.  JOW-y mają najlepsze szanse to zmienić, pod warunkiem, że się znamy, interesujemy polityką, bierzemy czynny udział w spotkaniach przedwyborczych a w naszej rzeczywistości to mało realne i coraz bardziej abstrakcyjne.

Problem nie tkwi w ordynacji, ale w rozkładzie sił społecznych, zadekretowanym i przyjętym przez naród po roku 1989 który dotychczas nie tylko się nie zmienił, ale wręcz w przypadku PiS umocnił.  Należy wskazać, że taki system już w Polsce obowiązuje w wyborach do Senatu, gdzie cały kraj został podzielony na 100 okręgów wyborczych i gdzie każdy, kto uzyska wymaganą ilość podpisów i w określonym czasie złoży wymaganą dokumentacje do Komisji Wyborczej może kandydować. Taki system obowiązuje też w wyborach do rad gmin w gminach niebędących miastem na prawach powiatu. Efekt, przez kilka do kilkunastu kadencji mamy tych samych burmistrzów, nieporadnych, często niezwykle niegospodarnych i umoczonych w mniejsze bądź większe lokalne afery ale za to otoczonych ludźmi, którzy są od gospodarza w dużym stopniu uzależnieni oraz są powiązani siecią wzajemnych interesów . Czy mądry, błyskotliwy i rezolutny kandydat ma szansę przebić się przez to sito? Odpowiedź brzmi bardzo niewielkie, właściwie żadne. To są nasze JOW-y.

Najprościej tłumacząc, JOW-y opierają się na zasadzie „kto pierwszy ten lepszy”, czyli tylko jeden kandydat, który uzyska największą ilość głosów w swoim okręgu wygrywa i uzyskuje mandat.

Zwolennicy JOW-ów krytykując system argumentują, że obecnie wybór do parlamentu zależy w dużej mierze  od miejsca na liście wyborczej, a działacze partyjni są zależni od wodza, który ustala kolejność kandydatów i w tym momencie od jego dobrej lub złej woli, bądź ilości wypitego z nim alkoholu.

Przy zastosowaniu ordynacji opartej o JOW.  znacznie bardziej będzie liczyć się poparcie dla polityka w jego okręgu. Tutaj ponownie dochodzimy do sedna, bo ten okręg to już nie gmina, ani nawet nie powiat. Na tle wspieranych przez prężne partie kandydatur, polityk który przyjdzie znikąd i nie będzie wzmocniony siecią konotacji, zniknie niczym nikomu nieznany produkt ze sklepowych półek. Możemy mówić, że będzie to kandydat zacny, bo tylko taki musi mieć pieniądze na reklamę. Jak wiemy, cechy prawe raczej nie idą w parze z posiadaniem pieniędzy.  Znów wracamy do realiów polskich, kto te pieniądze ma i kogo poprą lokalne elity ze wskazaniem odpowiedniego kandydata.  Na świecie metodę okręgów jednomandatowych stosuje się obecnie m.in. w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji czy Kanadzie. We wszystkich tych krajach świadomość polityczna jest znacznie większa niż w Polsce, a możliwość głosowania odbierana jest jako przywilej a nie kara.  W  okręgach wielomandatowych jest natomiast szansa, że znacznie większa liczba wyborców będzie miała swojego posła… niekoniecznie wywodzącego się z układów mafijnych. Okręgi wielomandatowe dają też szansę mniejszym partiom i tutaj zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że należy obniżyć próg procentowy aby dać szansę właśnie tym słabym i nowym. Ta alternatywa obecnie wydaje się najwłaściwsza dla Polski, obawiam się jednak, że jako taka nigdy nie wejdzie w życie, wręcz przeciwnie ten wysoki próg nie tylko zostanie utrzymany ale może zostać podwyższony co skutecznie wyeliminuje słabe partie z rynku i tym samym z polityki.

719total visits,3visits today

Grzegorz Czuryło

„Ekspert ds. zarządzania – strateg, planowania oraz psychologii terroryzmu. Specjalista w szacowaniu i analizie ryzyka oraz modelowaniu systemów informatycznych pod kątem zarządzania. Certyfikowany „Project Manager”. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Emerytowany żołnierz wojsk specjalnych.
Posiadacz najwyższego wyróżnienia dedykowanego dla ludzi wdrażających ponadprzeciętne rozwiązania systemowe „Bright Idea”, przyznanego przez Dowódcę NATO Communication Service Agency.
Wady: Opracowywanie rozwiązań systemowych oraz zdolność przewidywania skutków i konsekwencji w ujęciu długofalowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *