Obrona Terytorialna – podejście jakościowe, czyli …. jakoś to będzie

Nie ukrywam, że od długiego czasu przyglądam się budowie systemu bezpieczeństwa Polski. Zresztą ostatnie 26 lat starałem się go tworzyć i wspomagać. Tylko w świecie mediów społecznościowych, a także marketingu politycznego wiedza i doświadczenie okazują się nieistotnymi. Po przeczytaniu koncepcji Obrony Terytorialnej, można dostrzec pod czyje dyktando była napisana. Po pierwsze wojskowi, którzy piastowali przez większość swojego życia stanowiska bardzo sztabowe i co jest wysoce prawdopodobnym, nigdy nawet nie uczestniczyli w poważnych ćwiczeniach jednostek bojowych jako dowódcy podejmujący i odpowiadający za swoje decyzje. Nie wspomnę już nawet o misjach bojowych (przepraszam Harcerzy, bo akurat do tej formacji mam duży sentyment). Więc Harcerzyki czyli cywile, którym spodobały się wojskowe mundury, chcą teraz legalnie pobawić się w wojsko, (pomijam fakt, że wcześniej z różnych względów się do niego nie nadawali lub zostali z niego usunięci). Tak mało istotne szczegóły nie rozpatruje się w podejmowaniu decyzji rzutującej na bezpieczeństwo całego narodu.

W tej koncepcji zapomniano lub celowo zbagatelizowano, przewidywanie konsekwencji w ujęciu długofalowym oraz zdolności optymalnego łączenia systemów.

Aby zrozumieć Obronę Terytorialną należy wiedzieć dlaczego w latach 90-tych nie miała ona racji bytu. Aktualnie jest wprost odwrotnie. System Bezpieczeństwa w tamtych latach bazował na jednostkach wojskowych, rozlokowanych po całej Polsce w ten sposób, aby zagwarantować nam bezpieczeństwo –podobnie jak w szachach. (Nie wszyscy wiedzą o fakcie celowego rozmontowania systemu bezpieczeństwa przez ówczesnych mocodawców począwszy od notorycznej likwidacji jednostek od roku 1992, co zapoczątkowało proces humanizacji armii. Następnie, w roku 2003 rozpoczynając proces pseudo-profesjonalizacji, czyli uzawodowienia armii, gdzie w konsekwencji w roku 2009 zrezygnowano całkowicie z obowiązkowej służby wojskowej i celowo pozbycia się z posiadania z wyszkolonych rezerw. Kolejnym niewypałem, było wdrożenie Narodowych Sil Rezerwowych, które do dziś ma miejsce. Konsekwencjami były: w latach 1995-97 odeszło 75tys. żołnierzy, a w latach 2009-12, odeszło 20tys. żołnierzy zawodowych głównie specjalistów.) W latach 90-tych Siły Zbrojne były zasilane obowiązkową służbę wojskową, która szkoliła żołnierzy, przygotowując ich do konkretnych funkcji w konkretnych jednostkach wojskowych. Po odbyciu takiej służby, każdy z żołnierzy stawał się żołnierzem rezerwy, a następnie otrzymywał przydział mobilizacyjny. (Przydział do konkretnej jednostki na wypadek wojny lub innego stanu kryzysowego. Tym procesem zarządzały Wojewódzkie Sztaby Wojskowe wraz z Wojskowymi Komendami Uzupełnień w porozumieniu z jednostkami bojowymi). Co jakiś czas każdy z tych żołnierzy, był przeszkalany w formie ćwiczeń jednodniowych lub krótkoterminowych. Ćwiczenia jednodniowe miały na celu głównie sprawdzenie stanu posiadania żołnierza rezerwy i jego kondycji fizycznej. Ważne było przestrzelenie broni oraz dopasowanie umundurowania (bo różnie z tym bywało, w tamtych latach całe bataliony bazowały – na tzw. worach) …., no i do domu. Często takie ćwiczenia rezerwy miały charakter integracyjny, spotkania kolegów z wojska i wspomnienia związane z tym okresem musiały być zakrapiane alkoholem, wówczas nie było tyle samochodów, do domu zazwyczaj wracało się publicznymi środkami lokomocji. Po wprowadzeniu pełnej profesjonalizacji (2009) zauważono brak wyszkolonych kadr. W efekcie proponowano coraz to nowsze rozwiązania. Tak powstały Narodowe Siły Rezerwowe (w wojsku potocznie nazywane – grupami rekonstrukcyjnymi), które zamiast gwarantować nam wzrost naszego bezpieczeństwa, dawały nam tylko liczbowe statystyki, dobre dla polityków a nie dla nas jako społeczeństwa. Dzisiejszy problem z szeregowymi, właśnie w tamtym okresie został wygenerowany.

Mówienie dzisiaj o posiadaniu 100 tys armii wcale nie oznacza, że tyle żołnierzy będzie walczyć, bo walczących jest jakieś 10% stanu ogólnego. Zaznaczam, że przelicznik 1 do 10 nie jest błędny, jest właściwy. W jednostkach lotniczych przelicznik wynosi 1 do 30, bo tylu żołnierzy zabezpieczenia i wsparcia potrzeba aby zabezpieczyć funkcjonowanie pilota. Owszem, sztaby są rozbudowane ale głównie w oddziałach niebojowych (finanse,  personalne i prawnicze). Oficerowie sztabowi, oddziałów operacyjnych a także wsparcia ćwiczą o wiele więcej aniżeli żołnierz jednostki liniowej, a bez ich pracy żołnierze walczący by się nawzajem pozabijali (to tak w bardzo skrótowej wersji wytłumaczenie sformułowania „Wodza i Indianina”).

Dla uzmysłowienia ludziom (skautom), którzy chcą się tylko w wojsko bawić, zadam takie proste pytania. Ile człowiek jest w stanie wytrzymać bez zabezpieczenia logistycznego w terenie przygodnym nie kradnąc? Ile człowiek jest wstanie przenieść ze sobą jedzenia, picia, amunicji, broni, środków opatrunkowych i medycznych? .. etc. Proszę sobie wyobrazić walkę takiego żołnierza – gdzieś tam,….. Nie mając żadnego wsparcia logistycznego, toalety, jedzenia, środków łączności, dostępu do internetu, możliwości naładowania bateryjek do swoich wypasionych komórek czy laptopów, które zostaną zabrane z domów. Wojsko i walka to nie plac zabaw dla rozpieszczonych dzieci (teoretycznie osoby dorosłe) oraz polityków (chcących wygrywać tylko wybory), to jest system powiązań i zależności pomiędzy sobą – to jest odpowiedzialność za kraj, to jest nasze bezpieczeństwo. Na to zwracam uwagę drodzy państwo.

To czego doświadczamy teraz, jest następnym etapem wdrażania czegoś przez kogoś, kto nie do końca czuje tematykę – cyferki i marketing polityczny są ważniejsze od naszego bezpieczeństwa. Przypominam nie walczą narysowane na mapach dywizje, brygady, pułki czy bataliony walczą ludzie i giną ludzie, o tym proszę pamiętać, a nie o statystykach.

Narodowe Centrum Studiów Strategicznych wydało koncepcję Obrony Terytorialnej w Polsce – niestety nie mogę jej skopiować lub publikować, ponieważ jest tam zapis wszelkie prawa zastrzeżoneto po co Ci ludzie wrzucali taki materiał do Internetu? Mam wrażenie, że chcieli pochwalić się naszym wrogom. A może to element marketingu politycznego, że niby to nasze bezpieczeństwo nagle wzrośnie? … Zauważyłem, że wycieli już ten materiał, ale kto miał go skopiować już dawno to zrobił.

Ja zachowałem się jak praworządny i odpowiedzialny obywatel i nie skopiowałem, przedmiotowego materiału, ale będę odnosił się do konkretnych zapisów tego opracowania.

Podzielona ona została na trzy koncepcje Obrony Terytorialnej w których określono obszary zadań.

Pierwsza: koncepcją terytorialna (lekka piechota) utworzenie regionalnych i lokalnych pododdziałów przypisanych do danych organów administracji państwowej.

Zagrożenia: wysokie prawdopodobieństwo funkcjonowania układów mafijnych w powiatach i gminach.

Uzasadnienie: Burmistrz,Wójt, Starosta mówi tak do żołnierzy OT: Jak na mnie zagłosujecie przy najbliższych wyborach, to zagwarantuję wam dodatkowe wsparcie, a dla aktywnych nagrody finansowe. Następny wariant gdy Burmistrz jest świadomy przegranej – to wysyła OT na ćwiczenia lub akcję typu „stanie przy pomniku„. Kolejny gdy Burmistrz i Dowódca OT są kolegami – to jeden drugiego może i nawet powinien wspierać. W przypadku gdy w wyborach ze sobą konkurują wiadomo, że ten co posiada siłę może wymóc w różny sposób na swoich podwładnych odpowiednie decyzje przy urnie wyborczej. Oczywiście mogą być protesty w trybie wyborczym, ale ilu ludzi realnie pójdzie do sądu aby złożyć wniosek? A jakie to będzie miało znaczenie – żadne. Tak czy siak, wygra ten co ma siłę. Niepokornych można odstraszyć faktem, że po wyborach przypomnimy sobie o ich braku lojalności.
Należy uwzględnić słabość ludzi spowodowaną brakiem pracy, niepewnością jutra i ciągłego poszukiwania możliwości zarobkowania. Są to argumenty dzięki którym rozumiem zachowania Polaków ale ich nie akceptuję.

Pracodawca użyczający swój sprzęt dla celów bojowych będzie chciał uzyskać jak największe profity (pojazdy, sprzęt inżynieryjny etc.). Jak to może wyglądać? Polacy są wyjątkowo kreatywnym narodem, a szczególnie w kwestii wyłudzeń. Podstawienie rzekomo sprawnego samochodu a następnie wymuszenia podpisania, że pojazd był sprawny może być normą. Pozostaje uzyskanie od budżetu państwa odszkodowania wynikającego z kosztów naprawy pojazdu i podzielenie się z człowiekiem poręczającym wcześniej sprawność sprzętu. Jak pojazd się spali – to nawet i lepiej, bo śladów nie będzie. Państwo przecież głupie – to zapłaci.
Drugim obszarem
w ramach tej koncepcji jest płacenie za utrzymywanie gotowości bojowej ludzi. Łatwo się domyślić, że jeżeli przedsiębiorca będzie musiał utrzymywać sprzęt i zasoby ludzkie w gotowości do użycia, będzie chciał otrzymywać za to gratyfikację finansową (może nawet odliczanie od podatku, lub wszystko razem).
Kolejnym obszarem wyst
ępowania sytuacji korupcjogennej, jest możliwość, że pracodawca jest podległym swojego pracownika w OT . Znając wojsko, rozwiązanie będzie bardzo proste – mianuje się wszystkich pracodawców na stopnie oficerskie i według wojska wyeliminuje się problem. Nie jest ważnym czy prezes ma doświadczenie czy też nie, ważne jest, że ręka rękę będzie dalej myć. W przypadku dowódców jednostek OT, władz samorządowych oraz ich połączeń w bezpośrednich relacjach zależności i dowodzenia, należy być świadomym, że wygeneruje jeszcze większe patologie aniżeli dzisiejszy system lub system rodem z PRL-u. Zresztą mamy już bogate doświadczenie. Dobrze byłoby żeby wówczas społeczeństwo i politycy nie rozprawiali o nepotyzmie, kolesiostwie i innych rażących zachowaniach. Przecież sami to sobie z pełnym rozmysłem planujemy. Nawoływanie do uczciwości nic nie da, bo wszystko realizowane będzie zgodnie z przepisami, więc w świetle prawa będzie ze wszech miar uczciwie. Czy w tym przypadku można ograniczyć wolność słowa? Oczywiście, że tak. I to bardzo prosto – wystarczy, że każdego żołnierzyka z Obrony Terytorialnej ubierze się w mundur i zwróci mu się delikatnie uwagę na jego przyszłe postępowanie. Właśnie w ten sposób założymy sobie kaganiec na twarz i tak skończy się demokracja i wolność słowa.

Pozostałe kwestie, jak uzbrojenie czy system szkolenia są do zaakceptowania, chociaż całkowicie pominięto system dowodzenia i łączności. Pomimo szeregu wad, powyższy wariant przy odpowiednim dostosowaniu ma największe szanse do optymalnego jego rozwinięcia.

Druga: koncepcja zmechanizowana, utworzenie kolejnych brygad pancerno-zmechanizowanych, obsadzonych kadrowo przez niezawodowych żołnierzy OT.

Jeżeli ma ona zostać wdrożona to dlaczego tego nie realizują żołnierze rezerwy i jednostki liniowe o niższych kategoriach zdolności bojowej, tylko mają to realizować cywile? Może lepiej wróćmy do obowiązkowej służby wojskowej i skończą się te dziwne przepychanki. Przynajmniej kobiety będą miały normalnych mężczyzn, a nie ich substytuty. W tym przypadku należy być świadomym, że będą oni wykonywać zadania na sprzęcie trochę starszym (to akurat jest bardzo logiczne i rozsądne z punktu widzenia zarządzania logistycznego i gospodarowania sprzętem wojskowym). Nowszy sprzęt powinien być zawsze w jednostkach o najwyższej kategorii zdolności bojowych. Podkreślam tak jest na całym cywilizowanym świecie, że jednostki niższych kategorii gotowości bojowej posiadają i używają nieco starszy sprzęt i uzbrojenie. Tłumacząc ten aspekt dla płatników podatków na terenie Polski – najzwyczajniej nas na tą rozrzutność nie jest stać. Do nauki (ćwiczeń) ma służyć sprzęt nowoczesny i sprawny niekoniecznie prosto z taśmy fabrycznej. To tak jakby dać kucharzowi najnowocześniejsze kamizelki operacyjne ze świadomością, że on ich nigdy nie założy. Przyjmijmy wariant, że najnowszy sprzęt wojskowy otrzyma OT. Oznacza to, że nie ma żadnej rotacji wewnątrz i sprzęt sprawny choć trochę starszy będzie niszczony, bo gadżeciarze będą chcieli posiadać najnowszy sprzęt, który widzieli np. w gazetach dla komandosów lub u amerykanów.

Trzecia: koncepcja milicyjna (a czemu nie policyjna – czyżby stare czasy się towarzyszom przypomniały?). Zbliżona jest do koncepcji terytorialnej – czyli tłumacząc marketingowo, prawie jak żołnierze, a poziom bezpieczeństwa też będzie prawie 🙂 Problemy będą takie same jak ze strażą miejską strażnicy udają policjantów, a Gminy udają, że im płacą. To może lepiej nie udawać a być?

Podchodząc do problemu bezpieczeństwa, który musimy jakoś rozwiązać, bo nikt za nas tego nie zrobi, uważam, że wszystkie koncepcje są dobre i złe jednocześnie?

W mojej ocenie są złe, gdy każdą chce się zastosować na siłę i osobno, a dobre, gdy umiejętnie się wyciągnie się z nich pojedyncze elementy. Istnieje pewna szansa na stworzenie całkiem porządnego systemu bezpieczeństwa dla Polski i nas Polaków.

Natomiast, inną kwestią są zadania dla żołnierzy OT. Mam nieodparte wrażenie, że tym niedoświadczonym ludziom chce się wmówić, że będą komandosami, antyterrorystami, agentami jak James Bond lub Tommee Lee Jones w „Ściganym . i g jeszcze wie kim. Teraz jest tylko kwestia ustalenia kto tego chce, politycy i ludzie z organizacji pro-obronnych jako zabezpieczenie swojej próżności i elektoratu wyborczego, czy zdroworozsądkowe społeczeństwo, które zna się na bezpieczeństwie i go rozumie. Czemu nikt nie chce powiedzieć tym ludziom i cywilnym dowódcom grup pro-obronnych, że mówią bzdury? OT nie jest w stanie prowadzić walki w miejscach zurbanizowanych i w konsekwencji odbijać zakładników, prowadzić działań anty-dywersyjnych, działać w działaniach głębokich w ugrupowaniu przeciwnika. Nie są też w stanie prowadzić rozpoznania specjalnego za pomocą bezzałogowych samolotów rozpoznawczych, czy też prowadzić normalnej walki w pierwszych dniach konfliktu bo to tylko świadczyć będzie, że chcemy pozabijać swoich ludzi, jeszcze przed rozpoczęciem konfliktu. 

Uzasadniam punkty które dla większości społeczeństwa są niezrozumiałe:

Odbijanie zakładników, pokrótce realizowane jest tylko i wyłącznie przez odpowiednio dobrany i wyselekcjonowany personel (pomijając fakt zgrywania sekcji/grupy ok 3 lat, po kilka godzin dziennie) z odpowiednim profilem psychologicznym (neurotyzm, ekstrawertyzm – eliminuje ludzi do takiego rodzaju działań, bo mógłby narazić grupę na śmierć lub innych osób). Odbijanie zakładników realizowane dla zabawy w czasie szkoleń z amunicją FX, ma się nijak do rzeczywistego wykonywania zadania. Nawet te 150 dni szkoleniowych przeznaczonych dla OT (zgodnie z koncepcją – bo tyle ma trwać okres szkoleniowy)– nie jest możliwe przygotowanie całych elementów do realizowania takiego rodzaju działań.

Działania głębokie – czyli co najmniej 300 km w ugrupowaniu przeciwnika – pytanie, czym pojadą honkerami, kładami czy Starami? Jak tam przetrwają? (takie operacje realizowane są bardzo dokładnie, ze wszystkimi elementami włączając w to ewakuację). Trening żołnierza do działań głębokich zajmuje co najmniej kilka lat. W działaniach głębokich, życie żołnierza oblicza się na 7dni. Działania głębokie są dedykowane dla grup dywersyjno-rozpoznawczych oraz grup specjalnych, do eliminacji celów wysokowartościowych oraz odbijania zakładników (przy spełnieniu odpowiednich wymagań).

Czytając całą koncepcję, zastanawiającym jest, w jakim celu było umieszczenie planu ćwiczeń „Stowarzyszenia Obrona Narodowa” w Siedlcach? Przecież, tematem wiodącym jest koncepcja obrony terytorialnej Polski a nie promocja Stowarzyszenia pro-obronnego. Ponadto, planowanie ćwiczeń oraz pokazywanie, że potrafi się narysować batalion czołgów czy zmechanizowany w obronie za pomocą programu ERDAS, ARCGIS lub innego przez wojsko niecertyfikowanego – nie ma racjonalnego uzasadnienia. Dla uzmysłowienia, w czasie działań, praca na innym oprogramowaniu nie ma sensu, gdyż nie są one kompatybilne z narodowym systemem grafiki operacyjnej (PGO) oraz wymianą informacji w sieci przeznaczonej dla wojska. No chyba, że chce się wpłynąć na podpisanie przetargów z firmami zachodnimi sprzedającymi te aplikacje aby wdrożyć takie oprogramowanie operacyjne w wojsku?

Następną kwestią, która jest bardzo niebezpieczna dla wojska, jest używanie takiego samego umundurowania (kamuflażu) przez inne organizacje pro-obronne, włączając w to OT. Jest to podyktowane tym, że może dojść do sytuacji, które nadszarpną wizerunek wojska w społecznościach lokalnych, wówczas ci ludzie nie będą mieli szansy zweryfikować, czy był to żołnierz czy osoba cywilna ubrana w mundur żołnierza. Nadmieniam, że oznaka rozpoznawcza czy kolor beretu społeczności cywilnej za dużo nie mówią.

Po doświadczeniu wojskowym, wiem jedno Jak człowiek nie zna się na niczym, na pewno zna się na regulaminie, musztrze i porządkach. Czyli potencjalni kandydaci na dowódców tych jednostek, będą właśnie na tym najlepiej się znać, jest to wysoce prawdopodobne. Zamiast szkolić żołnierzy OT będą uczyć musztry, oddawania honorów, regulaminu ogólnego, oraz stania na placach podczas uroczystości państwowych (a ludzie będą myśleli, że jak ładnie stoją, to poziom bezpieczeństwa nam w ten sposób wzrośnie?) czyli miało być tak dobrze, a wyjdzie jak zazwyczaj. Piszę to już teraz, jako przestrogę, bo możemy stworzyć naprawdę dobry system tylko trzeba na to spojrzeć wielopłaszczyznowo, a przede wszystkim pracować z ludźmi, którzy się na tym znają.

Propozycja – proszę sobie wziąć osoby, które zajmowały się planowaniem operacyjnym oraz gotowością bojową w latach 90-tych (poziom sztabu Dywizji lub Okręgu Wojskowego, bo tam byli wyrobnicy i specjaliści – dopóki jeszcze żyją), to może Państwu wytłumaczą o co w tym wszystkim chodzi.

Bastion Dialogu, mając na względzie bezpieczeństwo Polski zgłasza ofertę pomocy w tym zakresie.

W przypadku zainteresowania, proszę wysłać zapotrzebowanie na adres: zarzad@bastiondialogu.pl

6 thoughts on “Obrona Terytorialna – podejście jakościowe, czyli …. jakoś to będzie

  • 11 sierpnia 2016 at 17:47
    Permalink

    Kilka kwestii, ale po kolei.
    Co do ustabilizowanych życiowo zapaleńców, nie twierdziłem, że ktoś jest przez to lepszym żołnierzem. Chodziło mi o to, że to dorośli ludzie, którzy podchodzą poważnie, odpowiedzialnie i świadomie do tematu. I oczekują realnej formacji która wykorzysta ich potencjał i możliwości. Dlatego użyte na wstępie artykułu określenie, że to „Harcerzyki – którym spodobały się wojskowe mundury, chcą (…) pobawić się w wojsko uważam za niesłuszne i krzywdzące. Sprawa dyspozycyjności tych osób kiedy byli by potrzebni nie tylko w weekendy budzi również moje obawy ale to już inny temat.

    Co do koncepcji zmechanizowanej. Pisał Pan, że w tym projekcie jako członków zmechanizowanych brygad żołnierzy ochotników można z powodzeniem zastąpić żołnierzami rezerwy. Po pierwsze moje niskie zdanie o poziomie żołnierzy rezerwy już opisałem. Po drugie w obecnej formule członkowie OT deklarowali by poświęcenie co najmniej 30 dni rocznie na udział w ćwiczeniach. Rezerwiści chyba by się na to nie zgodzili. Choć nic nie broni im wstępowania do wojsk OT.
    Po trzecie faktycznie rozpatruje żołnierzy rezerwy głównie jako byłych żołnierzy ZSW. Z mojego doświadczenia wynika, że żołnierze zawodowi (wspominani przez Pana specjaliści w pracy na sprzęcie) służą co najmniej do uzyskania uprawnień emerytalnych a w większości dłużej (20-25 lat). Po tym okresie odchodząc do cywila nie mają i nie chcą mieć już nic wspólnego z wojskiem (choćby ze względu na wiek, stan zdrowie itd.). Zresztą nawet w wariancie zmechanizowanym miejsce dla „weekendowych” żołnierzy widział bym jako członków załóg desantu (np. w BWP ). Etaty kierowców pojazdów gąsienicowych, czy działonowych obsadził bym jednak żołnierzami zawodowymi.

    Wracając jeszcze do porównania starszego „specjalisty” od sprzętu od żołnierza ochotnika to uważam je za bezcelowe. W kwestii wojsk OT uważam że najbardziej realną jest koncepcja lekkiej piechoty (zresztą najczęściej lobbowana przez środowisko stowarzyszeń paramilitarnych min obronanarodowa.pl). Zgodnie z jej założeniami mają być to siły lekkie, uzbrojone w broń strzelecką, lekką broń ppanc i pojazdy nieopancerzone czy lekko opancerzone. W tej wersji więcej będzie potrzebnych tych młodych, sprawnych niż starszych specjalistów od „stacji naprowadzania”. Pomijając już, że jakiś postęp w dziedzinie sprzętu wojskowego mamy i wiedza specjalisty sprzed 10-15 lat może być nieco przeterminowana.

    Co do odbijania zakładników i działań głębokich. Nie było o nich mowa ani w kwietniu ani dziś więc nie wiem skąd ten pomysł. Zresztą np. dalekie rozpoznanie na tyłach przeciwnika to kwestia względna. W przypadku zajęcia części naszego terytorium przez przeciwnika może się okazać że teren działania danej kompani OT może być „ w głębi” biorąc pod uwagę odległość od linii frontu.

    A co do Pana Pytania to byłem w służbie zasadniczej, nadterminowej, kontraktowej i stałej.
    A o asymetrii działań czy SERE zawsze można rozmawiać. Temat dotyczył OT więc o tym pisałem.

    Reply
    • 12 sierpnia 2016 at 14:31
      Permalink

      „Pisał Pan, że w tym projekcie jako członków zmechanizowanych brygad żołnierzy ochotników można z powodzeniem zastąpić żołnierzami rezerwy” – Proszę Pana nie można a trzeba!!!!!! 🙂
      Pisze pan że „Rezerwiści w kontekście ćwiczeń chyba by się nie zgodzili” Informuję pana że zgodnie z ustawą dotyczącą służby wojskowej i jej aktualizacjami z roku 1967, 1997, 2003 – obowiązek obrony Polski ciąży na każdym z obywateli. To nie jest tak, że ktoś chce lub nie – to jest nasz zasr…y obowiązek!!!
      Jeżeli był pan w wojsku to posiada pan przydział mobilizacyjny. Kto takiego przydziału nie posiada, a był w wojsku, świadczy to tylko o tym że albo w jego specjalności jest nadwyżka albo jest im niepotrzebny.
      Przyglądając się po tych chłopakach-rezerwistach, którzy byli w zasadniczej służbie wojskowej, większość z nich nie widzi w tym żadnego problemu aby pójść na ćwiczenia rezerwy – oby tylko były one organizowane. Większość ludzi z rocznika pow. 1980 – krzyczała w roku 2008 że zasadnicza służba wojskowa jest nam nie potrzebna – to są właśnie te neolewicowe i liberalne wychowania.
      Jeszcze w latach 90-tych ćwiczenia rezerwy odbywały się kilka razy w roku (jednodniowe, 3 dniowe i 30 dniowe) i czy chcieli czy też nie – musieli na nich być. Jak ich nie było mogli być ukarani grzywną, a nawet zostać ukaranym aresztem. Szkoda słów – bo polityków, którzy to zrobili powinno postawić się przed Trybunałem Stanu.
      Co do portalu obronynarodowej.pl oraz liderów, znam większość ludzi z tego obszaru oraz obu panów pułkowników „Guru od OT” prezesa a nawet panią poseł Annę. Sam w pewnym momencie z nimi bardzo blisko współpracowałem – dlatego uważam że moja wiedza akurat w tym obszarze jest na tyle duża aby móc w sposób jawny się w tej sprawie wypowiadać.
      Zauważyłem że pan „jeszcze” funkcjonuje na poziomie wyszkolenia pojedynczego żołnierza, albo był pan oficerem wychowawczym SPR (dlatego są poruszane tylko aspekty psychologiczne a nie operacyjne) i dlatego kwestie o których ja opisuję, najzwyczajniej Pan ich nie rozumie.
      Jestem przekonany że za kilka lat, będzie pan mówił całkowicie inaczej – to jedynie kwestia czasu i ułożenia pana wiedzy specjalistycznej 🙂
      Na podstawie pana wypowiedzi, też twierdzę, że nigdy Pan nie zaliczył prawdziwych ćwiczeń dowódczo-sztabowych na poziomie powyżej batalionu. Jak macie ćwiczenia – to mogę wam napisać pełny scenariusz ćwiczeń – mam do tego przygotowanych specjalistów.

      Tak więc – pod względem zapału do wojska oraz chęci noszenia mundurka – to z Panem się w 100% się zgadzam – lepszym żołnierzem jest człowiek z OT lub organizacji proobronnej aniżeli żołnierz rezerwy.
      Jednak aby oceniać tą formację – może to nastąpić dopiero za jakieś kilka lat – tak więc nasz dialog w tym aspekcie jest zwykłym biciem piany – nic więcej.
      Porozmawiajmy lepiej o czymś bardziej twórczym jak wcześniej sugerowałem – a tą sprawę sobie zostawmy do analizy za jakieś 3 do 5 lat (nie kasuję) – wtedy powie mi Pan że się myliłem, lub odwrotnie – OK?

      Reply
      • 18 sierpnia 2016 at 00:27
        Permalink

        Ponownie, po kolei. Co to ćwiczeń rezerwy będących ich „zas…m” obowiązkiem. Znowu wracamy do podejścia z poprzedniej epoki. I po raz kolejny uważam, że nie ma pożytku z osoby która została do czegoś zmuszona, grzywną ustawą czy czymkolwiek innym. Zresztą widuje rezerwistów na poligonach i jakoś nie wydaje mi się aby to byli wszyscy, którzy dostali wezwanie a jedynie ci którzy nie mieli nic innego do roboty. Po drugie kilkudniowe ćwiczenia raz na kilka lat a regularne odświeżanie i utrwalanie wiedzy i umiejętności to drugie. Mam wątpliwości czy takie „przeszkalanie” od czasu do czasu rezerwistów ma sens.
        Z drugiej strony pod pewnymi względami niezawodowi członkowie OT będą właśnie takimi rezerwistami. Będą po podstawowym przeszkoleniu i będą regularnie, kilka-kilkanaście razy w roku poszerzać i podnosić swoje kwalifikacje. Różnica będzie polegać na tym że nie będą ściągani z drugiego końca polski na swój przydział mobilizacyjny i będą robili to z własnej nieprzymuszonej woli. Będą lepiej wyposażeniu bo wielu już teraz sama kupuje sobie oporządzenie indywidualne lepsze niż to którym dysponują żołnierze zawodowi.
        Po trzecie powstanie OT wcale nie oznacza, że mamy zrezygnować ze szkolenia rezerwistów więc w czym problem?
        Co do „funkcjonowania na poziomie wyszkolenia pojedynczego żołnierza”. Jestem nadal żołnierzem zawodowym, podoficerem i nie ukrywam, że faktycznie bliższy mi jest poziom drużyny, plutonu, kompanii. A poziom ćwiczeń dowódczo-sztabowych znam jedynie o tyle, że często je zabezpieczam.
        Może więc faktycznie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja swój cenie o tyle, że widzę w praktyce jak sztabowe teorie, słupki, cyferki i statystyki oraz sztabowe decyzje wypadają w realnym działaniu na poziomie wykonania zadania. Z punktu widzenia sztabu rezerwista i „cywil” pasjonat pewnie wygląda tak samo – na najniższym poziomie już nie.
        Polemikę chyba faktycznie trzeba i warto odłożyć aż zobaczymy efekty prac nad OT choć przyznam się szczerze, że ponownie przeczytałem Pana artykuł i w zasadzie nie dowiedziałem się w czym jest problem? Po w sprawach dotyczących zabezpieczenia logistycznego, proporcji walczących do wspierających, o rotacji starszego sprzętu, o tym że ludzie giną naprawdę, o planowaniu operacyjnym itd. Chyba się zgadzamy. Tylko co to wszystko ma do koncepcji OT ? Nie wiem.

        A co do innych tematów to w takim razie czekam na następne artykuły. Pozdrawiam.

        Reply
        • 19 sierpnia 2016 at 22:23
          Permalink

          Dziękuję Panu za odpowiedź. Aby ocenić OT – niestety musimy poczekać – przynajmniej kilka lat, bo po tym czasie możemy mówić o zaimplementowaniu pełnego procesu szkoleniowego i sprawdzenia – a to jest co najmniej trzy lata. Na razie to jest takie gadanie dwóch pozytywnie zakręconych ludzi.

          Ja nie napisałem że OT jest bez sensu – napisałem tylko to, że koncepcje są niespójne i mają szereg wad, które na etapie koncepcji powinny być wyeliminowane lub przynajmniej ponownie przeanalizowane.

          Podtrzymuje tezę związaną z obowiązkiem obrony, ponieważ ten aspekt nie jest fakultatywny. Zaliczyłem w swoim życiu trochę wycieczek krajoznawczych do krajów nieprzychylnych nam i zgadzam się z Panem, że lepiej mieć ludzi zdeterminowanych do pracy ale to wcale nie oznacza ze tylko Ci mają nas bronić.
          Dlaczego tak uważam?
          Niech pan przypatrzy się tym Syryjczykom co idą do nas. Dla nas jest to nie do pomyślenia aby uciekać ze swojego kraju, go nie broniąc. To są właśnie tacy bohaterowie. U nas dzieci w czasie Powstania Warszawskiego ginęły. Przyjdą do nas będą mówić, żeby ich bronić ale będą mieli w czterech literach aby samego siebie narażać (dotyczy to też naszych pseudo-bohaterów … tro ci co siedzą od 27 lat w rządzie) – najzwyklejsze tchórze i społeczne mendy. W momencie kiedy my zdecydujemy się im pomóc oni tu zostaną,…, my stracimy swoje życie a nasza kobiety będą przez tych bohaterów gwałcone a dzieci poniżane. Patrząc tylko na ten aspekt – właśnie dlatego jestem za tym aby wszyscy szli do wojska (bez względu na płeć). Nie możemy dopuścić nigdy do tego, że osoby odważne będą ginąć lub wrócą kalekami, a tchórze bez honoru, którzy się migają od obowiązku będą nami rządzić i mieć nas generalnie gdzieś.
          Mnie osobiście to nie odpowiada i dlatego jestem za tym aby ta służba była obowiązkowa – żadnych taryf ulgowych. Jak nie był w wojsku, i nie był kaleką – to nie może pełnić funkcji państwowych ani kierowniczych funkcji z przedsiębiorstwach o charakterze państwowym. (coś za coś). Widzi pan w rządzie co się dzieje – jakby kazał Pan przynieść posłom książeczki wojskowe z ich przydziałami mobilizacyjnymi – to okazałoby się że większość tej służby unikała, większość ma żółte papiery – a teraz garną się do pełnienia funkcji w resorcie Obrony Narodowej (wystarczy tylko sprawdzić samych liderów partii – wtedy pan zobaczy)
          W kwestiach sztabów i słupków. Tak rzeczywiście są słupki i analizy ale za tymi słupkami są ludzie. Oczywiście w sztabie nie można dowodzić z imienia i nazwiska, bo najzwyczajniej by się nie dało – na tym polega dowodzenie dużymi zespołami ludzkimi. Do 7 osób może pan dowodzić z imienia i nazwiska – powyżej tej liczy są już tylko numery ale (gwarantuję) bardzo istotnie. W sztabach ludzie, pracujący to nie są psychopaci, dla, których ludzie się nie liczą – proszę o tym pamiętać. Nie można też podchodzić że sztaby są niepotrzebne. Wie pan te opowiadania Wodzowie i Indianie. tak częściowo to jest racja, ale będąc w sztabie zaliczałem w roku 8-10 poligonów i to w polu. Może nie spałem pod drzewem ale niejeden wolałby właśnie być pod tym drzewem niż podejmować trudne decyzje … i za nie odpowiadać. Jeżeli doprowadzi się do anomalii czyli zmieni się środek ciężkości w którąkolwiek ze stron i tak jest wszyscy przegrają. To właśnie w sztabie widzi się rzeczy, których nie widać w polu. Niezmiernie rzadko (wcale) się zdarza aby nawet najlepszy działonowy czy strzelec wyborowy, był dobrym strategiem – chociaż jedni i drudzy są potrzebni. Tak wiec najlepiej jak będziemy kierować się zdrowym rozsądkiem i wiedzą a nie naszymi wyobrażeniami i marzeniami o idealnych ludziach, wojsku czy świecie, którego nigdy nie będzie.

          Reply
  • 8 sierpnia 2016 at 22:30
    Permalink

    Napisał bym, że artykuł jest kłamliwy i tendencyjny ale ponoć to miejsce dialogu więc napiszę jedynie że mija się z prawdą.

    Po pierwsze omawiane koncepcje OT to trzy różne POROJEKTY instytucji POZARZĄDOWEJ a autor tekstu krytykuje je jak by to była ostateczna wersja wprowadzana przez MON.

    Po drugie entuzjaści i lobbyści OT zostali pejoratywnie określeni jako „harcerzyki” bawiący się w wojsko. To często osoby w wieku 25-40 lat, zajmujący odpowiedzialne stanowiska służbowe o ustabilizowanej sytuacji rodzinnej którzy świadomie poświęcają dużo czasu i pieniędzy na własne szkolenie i wyposażenie. Dlatego typu krzywdzące porównania uważam nie tylko za krzywdzące ale i świadczące o kompletnej nie znajomości tego środowiska.

    W dodatku zestawianie ww. opisanych ochotników z rezerwistami, którzy jakby równie dobrze mogli by się sprawdzić w koncepcji „zmechanizowanej” uważam za równie nieprawdziwe co śmieszne. Jako żołnierz zawodowy, który zaczynał karierę w czasach służby zasadniczej i rezerwistów właśnie. Wiem o czym mówię. Porównując dzisiejszych „cywilnych” pasjonatów wojska poświęcających kilkadziesiąt dni w roku na szkolenie. Oraz rezerwistów, którzy kilkanaście lat temu siłą zostali wcieleni i przeszkoleni (często głównie w porządkowaniu rejonów) i przez ten czas nie mieli nic wspólnego z armią a teraz mieli by byś wcielani na szkolenia rezerw w pasoszelkach i stalowych hełmach. Cóż zdanie na ten temat mam wyrobione.

    Z kolei argumenty o rzekomo korupcjogennych i patologicznych relacjach OT administracja – lokalna? Równie śmieszne co nieprawdziwe. Jakie znaczenie w wyborach, w przykładowo kilkudziesięciotysięcznym powiecie miały by mieć głosy stu osobowej kompanii OT? Poza tym równie dobrze dany burmistrz czy wójt mógłby zmuszać do głosowania na siebie również podległych urzędników, straż miejską czy pracowników oświaty.

    Tezy o działaniach głębokich czy przysłowiowym „odbijaniu zakładników” trudno nawet komentować. Poważne osoby od lat zajmujące się tematem i lobbujące za utworzeniem OT mówią o punktach kontrolnych, patrolowaniu, ochronie infrastruktury krytycznej, rozpoznaniu. Wkładanie im w usta tez o leśnej partyzantce czy działań zarezerwowanych dla sił specjalnych jest daleko idącym nadużyciem. A wrzucanie definicji i cytowanie instrukcji nie zmienia niestety wrażenia, że autor ze z góry postawioną tezą, widzę o planowanej OT i osobach mająych byś jej członkami czerpie chyba z filmików grup ASG zamieszczanych na youtube. pozdrawiam

    Reply
    • 9 sierpnia 2016 at 00:44
      Permalink

      Bardzo dziękuję Panu za komentarz.
      Nadmieniam że ten tekst pisałem, jeszcze przed jakimikolwiek decyzjami MON , tak więc nie wiedziałem jaka wersja wejdzie. Proszę przeczytać datę kiedy to było pisane – specjalnie tego nie kasuję żebyśmy widzieli czy się to sprawdzi czy będzie tylko moim stanem paranoidalnym – zobaczymy 🙂

      Tekst był pisany na etapie koncepcji, która notabene była opublikowana przez NCSS dosłownie na kilka dni w kwietniu. Później zniknęła – jak kamfora. Temat dość dobrze znam, bo zajmowałem się zawodowo ćwiczeniami na poziomie rodzajów sił i to tych najlepszych.
      To że bawią się zapaleńcy – sprawa jasna. Nie ma tu aż takiego wielkiego znaczenia, że osoba bawiąca się w wojsko mająca uregulowaną sytuację rodzinną i zajmująca stanowiska kierownicze przekłada się na bycie lepszym żołnierzem. Jedyny plus to to, że jeżeli ma stabilną sytuację rodzinną nie włączy mu się w czasie kontaktu ogniowego funkcja nieśmiertelności. Ale w tej kwestii wolałbym poczekać aż zaczną ci żołnierze OT ćwiczyć jako nakaz – wtedy zobaczymy ile będą warci. (na pewno nie dzisiaj ani nawet za rok). Zobaczymy też jak zostanie rozwiązana Zasadnicza Służba Wojskowa w roku 2018.
      Jakby zwrócił pan uwagę – pomimo największej krytyki pierwszej koncepcji i tak ją rekomendowałem.

      Proszę pana w kwestii zmechanizowanej – pisze pan i myli pan troszkę pojęcia, najpierw pisze pan o żołnierzu rezerwy tworzonym z zasadniczej służby wojskowej i nadaje mu miano żołnierza zawodowego – to jest nieporozumienie – błąd. Był pan w ogóle w służbie zawodowej – bo mam wrażenie że nie. Owszem żołnierz, czy to po ZSW czy po czynnej służbie -niby obydwaj żołnierze, a każdy co innego robi i inne stanowisko piastuje. Żołnierz zawodowy jest zazwyczaj specjalistą na danym sprzęcie specjalistycznym. Jeszcze nie widziałem żeby np. sierżant zajmował się bieganiem – no chyba że skończył służbę zawodową na stanowisko dowódca drużyny zmechanizowanej – co jest prawie niemożliwe. On wcale nie musi biegać, wspinać się na murki, maskować i strzelać spod kolana, on ma obsługiwać sprzęt.
      A żołnierz zasadniczej służby wojskowej jest zwykłym żołnierzykiem (chociaż teraz ma 40 lat i więcej) – zwanym karabinkiem .. i tu zgadzam się z Panem że zapaleńcy są 100 razy lepsi od tych ludzi. Jedni to robią z zamiłowania, a inni z przymusu. Tylko jak postawimy żołnierza zawodowego nawet z brzuchem, który był specjalistą przez ostatnie 20 lat np. od stacji naprowadzania i tego waszego ludka (nawet po półrocznym kursie) – to ten gruby człowiek, ułomny fizycznie, wciągnie tego waszego wysportowanego ludka nosem – tu mówię o specjalizacji której nie zapomina się nawet po 15 latach na emeryturze. Dlatego właśnie każdy z żołnierzy zawodowych posiada przydział mobilizacyjny.

      Co do kwestii korupcjogennych – to sformułowanie nawiązuje do przyszłości w ujęciu co najmniej 5-ciu lat i ani Pan ani Ja na 100% nie możemy tego oceniać przynajmniej na dzień dzisiejszy – zobaczymy za 3 lata, kto miał rację, bo wtedy dopiero się to może sprawdzić. I chciałbym w tej kwestii się w 100% mylić.

      Ostatnia kwestia – działania głębokie – cieszy mnie to, że już w końcu ktoś zmądrzał i wybił z głowy ten rodzaj działań dla OT- jak to pisałem, to jeszcze w koncepcji było. Przecież nie będę wykreślał z tekstu swoich słów bo jakiś punkt został zmieniony kilka miesięcy później.

      Nie wiem co to oznacza ASG – bo nigdy z takimi sprawami nie miałem do czynienia. Ale jeżeli się domyślam to może chodzić Panu o te pompki dla dzieci – jeżeli tak – to proszę o trochę powagi – za stary jestem na zabawki dla dzieci. Ja jak się bawiłem w wojsko z kijami to większość z nas była Jankiem z czterech pancernych 🙂 . Wiedzę też nie pozyskiwałem z youtuba czy portali internetowych – jakoś wyszło że skończyłem szkołę wojskową i później jeszcze pobawiłem się dwadzieścia pięć lat.

      Jeszcze raz dziękuję za komentarz i czekam na może trochę bardziej kreatywną konwersację aniżeli tworzenie OT. Osobiście twierdzę że nie jest to kreatywna rozmowa. Wolałbym np. porozmawiać na temat asymetrii działań, dekonfliktacji w czasie realizacji zadań czy SERE. Bo są to, o wiele bardziej interesujące tematy. Jeszcze raz dziękuję i …
      pozdrawiam serdecznie

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *