Łuszczyca, cierpieniem człowieka i doskonałym biznesem dla korporacji

Od prawie 10 lat można zauważyć tendencje rozwojowe pewnych chorób, nawet takich, których jeszcze kilka lat temu można było pozbyć się niemal całkowicie. Utrzymanie niektórych chorób takich jak nowotwory, choroby reumatyczne i te najbardziej kłopotliwe choroby skórne na etapie ciągłych poszukiwań skutecznego leku, to najlepszy sposób zapewnienia sobie stałych dochodów i rozwoju firm farmaceutycznych na kolejne dekady. Zastanawiające jest dlaczego państwa tak niewiele robią w kierunku ochrony obywatela i likwidacji tego procederu. Jedną z takich idealnych chorób, która zapewnia stały dochód jest właśnie łuszczyca.

Państwa (nie tylko Polska) nie są zainteresowane zagłębieniem się w istotę tego problemu, a korporacje farmaceutyczne przy współpracy z niektórymi dermatologami znalazły sobie doskonały sposób na wygodne życie. W tym momencie chorzy się nie liczą, to jedynie siła napędowa, koło zamachowe ogromnej machiny korporacyjnej. Najważniejsze są zyski, zresztą podobne trendy widzimy w korporacjach o zupełnie innym profilu, schemat jest ten sam. Nie liczy się jednostka, zysk ponad wszystko.

Dlaczego polityka państw pozwala na takie działania – tego nie wiemy, ale możemy się domyślać, że jest to system naczyń połączonych. Dla panów i pań z Narodowego Funduszu Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia chorzy to jedynie anonimowi pacjenci, dzięki którym oni sami mają pracę. W tej strukturze nikt się nie wyłamie – bo i po co? Tutaj potrzebne są decyzje na najwyższym szczeblu, a tych brakuje niemal w każdej dziedzinie życia. Jedna choroba mniej czy więcej, to tylko poprawienie bądź pogorszenie statystyk. Dopóki choroba bezpośrednio nie zabija i nie zaraża pozostaje problemem pacjenta. Można śmiało powiedzieć, że w pogoni za zyskiem zaprzedaliśmy diabłu duszę.

Korporacje stale prowadzą badania nad chorobami trudnymi do wyleczenia. O dawana znamy cudowne właściwości niektórych roślin, krzewów czy nawet wód. Jeszcze kilkanaście lat temu niektóre z tych poważnych schorzeń, nawet nowotworowych można było na początkowym etapie uleczyć stosując znane od tysiącleci sposoby. Dzisiaj większość z tych terapii wycofano, a wiedzy o nich się nie upowszechnia. Nowe medykamenty mają nas leczyć lecz nie koniecznie wyleczyć. Mają nas doprowadzić do stanu akceptowalnego lecz kontrolowanego. W myśl zasady: „Nie ścina się kury, która znosi złote jaja”. Jej zadaniem jest wypracowywanie zysków.

Dlaczego lekarze w latach tej tak zwanej i wyszydzanej przez większość Polaków komuny leczyli ludzi całkiem skutecznie, a teraz na te same schorzenia nie znajdują odpowiedniego leku? (Oczywiste są tłumaczenia, że za mało jest pieniędzy przeznaczanych jest na samo leczenie i tym samym na leki – to piosenka stara jak świat. Informuję że pieniądze w budżecie są, tylko najzwyczajniej są źle rozporządzane.)

Odpowiedź jest stosunkowo prosta, bo w tamtych latach lekarz był na etacie. Podstawowym obowiązkiem lekarza było leczenie ludzi a jego prestiż zależał od jego skuteczności i wiedzy. Lekarz był też przyjacielem a nie bankierem. Pieniądze nie były duże (łapówki celowo pomijam- bo to jest inny temat), a pracę otrzymywał każdy lekarz, nawet ten po studiach mógł szybko awansować, bez ciągłych specjalizacji i koneksji. Teraz bycie lekarzem dobrze płatnej specjalizacji stało się sposobem na bogate i wygodne życie, co postawiło pacjenta w roli półproduktu stanowiącego bazę niezbędną do osiągania krociowych i niekontrolowanych zysków. Nikogo nie dziwi, że niektóre specjalizacje cieszą się większym a inne mniejszym zainteresowaniem na studiach medycznych. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie fakt, że nikt nad tym nie panuje. Z rozrachunków harmonogramów pracy wynika, że lekarz w ciągu doby wyrobił je już dwie. (Tutaj dotykam innego bolącego problemu). W wyniku takich spekulacji i kilku etatowej pracy, młodzi lekarze po studiach nie mają szansy przebić się przez to sito i uciekają zagranicę, zamiast wprowadzać innowacje i przyczyniać się do zwiększenia tzw. zdrowej konkurencji. Tymczasem nasi doświadczeni lekarze nie mają czasu leczyć i skupić się na dobru pacjenta, bo już na niego czeka dyżur w pogotowiu, bądź pacjenci w prywatnym gabinecie. Wszystko razem sprawia, że ci którzy założenia mają nam pomagać jedynie nas ukierunkowują (i to nie zawsze). Najlepiej jeśli do lekarza idziemy z gotowym pomysłem na wyleczenie schorzenia i z gotową listą leków.

Co się dzieje z tymi medykamentami które oferowane są lekarzom w ramach tzw. promocji? Zazwyczaj jest to proceder trudny do udowodnienia, bo lekarstwa te nie są w grupie antybiotyków, czy innych leków na które wymagana jest recepta. Znamy lekarzy którzy w zamian za promocję nowych leków (najczęściej suplementów) wyjeżdżają na atrakcyjne wakacje bądź weekend z rodziną. Pacjent, który w wyniku wyraźnej sugestii kupuje lek w aptece, jest w większości przypadków anonimowy. W ten sposób lekarze wspomagają proceder pod nazwą: „Jak wyleczyć z pieniędzy”. Tymczasem prawdziwie skuteczne medykamenty pozostają ukryte głęboko w szufladach pod rygorem ochrony tajemnicy i długo jeszcze nie ujrzą światła dziennego. Korporacje farmaceutyczne, co jakiś czas wprowadzają na rynek nową szczepionkę, bez której – co wpaja się nam z ogromną żarliwością – nie będziemy w stanie funkcjonować i która jest panaceum na nasze dolegliwości. Siejąc panikę wyciągają pieniądze z budżetu państwa w obawie przed epidemią – to kolejny świetny sposób na szybki wzrost zysków.

W Internecie aż się gotuje od ofert różnego rodzaju cudownych leków na trudne do wyleczenia choroby typu: „naukowcy potwierdzają że w ciągu 30 dni można łuszczycę wyleczyć ,…, albo,…., znalazł się cudowny przepis super doktora na likwidację kamieni nerkowych,…, albo ,…, chorobliwa otyłość nie jest już problemem ,…, etc. Oczywiście właśnie trafiliśmy na super obniżkę ceny, bo lek ten nie kosztuje już 500 złotych a jedyne 200. Zdesperowani ludzie chwytają się „okazji” i wydają ostanie pieniądze na zakup preparatu, który jedynie wpływa chwilowo na poprawę naszej psychiki. Firmy takie pojawiają się w Internecie niczym grzyby po deszczu, sprzedając placebo bazują na ludzkim nieszczęściu.

Od momentu powstania Internetu ludzie z trudnymi do wyleczenia chorobami łączą się na forach i udzielają sobie nawzajem rad, podpowiadając jak z tym problemem skutecznie walczyć i normalnie żyć. W takich działaniach upatruję szansę na zmuszenie koncernów do ujawnienia niektórych receptur, ponieważ świat „otwiera się” dzięki nowym środkom przekazu a tym samym mamy większą możliwość dzielenia się swoją wiedzą dotychczas skrzętnie skrywaną.

Na bazie chorób skórnych, zasadnym staje się pytanie dlaczego mamy tak mało oddziałów dermatologicznych i urologicznych? Jestem ciekawy opinii czytelników, tego w jaki sposób udało się Wam pozbyć bądź zmniejszyć dokuczliwy problem chorobowy? Piszcie do nas i dzielcie się swoim doświadczeniem i wiedzą. Jeśli dzięki temu pomożemy choć jednej osobie już odniesiemy sukces. Nagłaśniajcie problem i rozpowszechniajcie skuteczne leki. Kto wie może najlepszym lekarstwem na dotychczas nieuleczalne schorzenia okaże się Internet. Powtarzam z przekonaniem, że największym problemem służby zdrowia jest jej złe zarządzanie i rozbudowana sieć administracyjna. Nadal nie wiemy kiedy zostanie uruchomiony program, na który przeznaczono kilka milionów, a który okazał się bublem.

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do współpracy w tym zakresie. Zachęcam również do przedstawiania własnych propozycji, rozwiązań. Jeżeli nikomu z rządzących dotychczas nie udało się wyleczyć służby zdrowia, może wspólnie wypracujemy konkretny plan i program, który przełoży się na celowe i skuteczne działania. Zachęcam do zapoznania się z treścią wypowiedzi brytyjskiego lekarza którego słowa jedynie potwierdzają sens mojego artykułu chociaż dotyczą problemu guzów nowotworowych: https://www.facebook.com/profile.php?id=100005815872122#

886total visits,11visits today

Grzegorz Czuryło

„Ekspert ds. zarządzania – strateg, planowania oraz psychologii terroryzmu. Specjalista w szacowaniu i analizie ryzyka oraz modelowaniu systemów informatycznych pod kątem zarządzania. Certyfikowany „Project Manager”. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Emerytowany żołnierz wojsk specjalnych. Posiadacz najwyższego wyróżnienia dedykowanego dla ludzi wdrażających ponadprzeciętne rozwiązania systemowe „Bright Idea”, przyznanego przez Dowódcę NATO Communication Service Agency. Wady: Opracowywanie rozwiązań systemowych oraz zdolność przewidywania skutków i konsekwencji w ujęciu długofalowym.

4 thoughts on “Łuszczyca, cierpieniem człowieka i doskonałym biznesem dla korporacji

  • 18 lipca 2016 at 09:30
    Permalink

    Cywilizacja przemysłowa w pogoni za zyskiem wyeliminowała naturalną odporność organizmów , a stworzyła sztuczne zdrowie. Sztuczne zdrowie jest podtrzymywane nieprawdopodobną ilością specyfików ( przynoszących krocie „wtajemniczonym” i katastrofę dla człowieka.) Leczona jest choroba – nie człowiek. Człowiek jest znieczulany, ale nie leczony i wyleczony.

    Reply
    • 18 lipca 2016 at 10:25
      Permalink

      No i co możemy z tym fantem zrobić aby tą chorobę wyleczyć?
      i nie mówię tu sensu stricte o łuszczycy – tylko o chorobie zwanej służbą zdrowia aby zamiast marketingu po prostu zaczęli leczyć ludzi.

      Reply
  • 7 marca 2016 at 20:44
    Permalink

    Lekarze oraz Służba Zdrowia najbardziej boi się transparentności, bo wtedy mogłoby się okazać, że pieniędzy w systemie jest wystarczająco dużo, tylko są najzwyczajniej źle zarządzane.

    Reply
  • 6 marca 2016 at 19:45
    Permalink

    Problem naszej służby zdrowia jest chyba tak rozległy jak ona sama. Oczywiście problem komercjalizacji leczenia jest poważny, a zysk koncernów farmakologicznych ponad dobro pacjenta ogólnie zauważalny i chyba nawet zaczyna być „akceptowalny” społecznie. Z tymi trendami nie jest łatwo walczyć i wydaje mi się, że bez nastawienia rewolucyjnego jest niemożliwy do zmiany.
    Uważam, że główny problem naszej medycyny nie leży w stosowanych przez nią lekach czy sposobach leczenia, ale w podejściu do pacjenta. System opieki zdrowotnej traktuje chorego przedmiotowo, nie leczy człowieka ale jego ciało. Już Arystoteles sformułował stanowisko metafizyczne zwane hylemorfizmem. Ciało i duszę traktuje jako substancję zupełną. Skoro zatem człowiek to nie samo ciało zatem nie można go wyleczyć nie lecząc duszy. Wiele schorzeń ma swoje źródła w „chorobie duszy”, a jej objawy są jedynie widoczne na materialnym ciele. Jeśli współczesna medycyna tego nie zrozumie to nieuleczalne choroby pozostaną takimi na zawsze, niezależnie od postępów nauki.
    „To duch buduje sobie ciało” – stwierdził Friedrich Schiller – a każdy doświadczony człowiek może podać wiele przykładów na to, że także duch potrafi je naprawić.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *