Leczymy służbę zdrowia – piszemy receptę na sukces?

W poniedziałek tj.30.11.2017 r. lekarze rezydenci zakończyli trwający od 29 dni strajk głodowy. Byliśmy niemymi świadkami wielkiej desperacji  jakiej dopuścili się młodzi lekarze z przekonaniem, że jest jedyną formą, która może przekonać rządzących do ich racji i rzucić nowe spojrzenie na problemy służby zdrowia. Początkowy bunt niewielkiej grupki lekarzy przybrał na sile i dzisiaj już większość Polaków solidaryzuje się ze strajkującymi i niemal cała służba zdrowia popiera ten zmieniony lecz wciąż aktualny protest, a do samych protestujących dołączają kolejni, rozlokowani w szpitalach bądź klinikach w różnych miastach Polski.

Podwyżki wynagrodzenia ale skąd pieniądze?

Rezydenci domagają się podwyżek wynagrodzenia, które uznają za żenująco niskie oraz zwiększenia nakładów na Służbę Zdrowia w ogóle i te roszczenia uznajemy i akceptujemy. Jednak w ślad za strajkami, media tworzą swoją politykę prowokując zmiany kadrowe w rządzie. Każdego dnia, pojawiają się informacje o restrukturyzacji ministerstw, co pozwala odwrócić uwagę od spraw istotnych przyćmiewając nieco ów protest i wielkość problemu.

Każdy z pracujących chciałby zarabiać godnie, a kończący studia stażyści różnych zawodów, czują się wręcz zażenowani propozycją darmowego stażu, bądź za minimalne wynagrodzenie nie wystarczające na tygodniowe utrzymanie się w dużym mieście. Z informacji medialnych wynika, że Polska gospodarka rozwija się w iście błyskawicznym tempie co rozbudziło roszczenia i ambicje wielu grup społecznych i wielu zawodów. Nic dziwnego, że młodzi lekarze stażyści też domagają się dla siebie lepszego startu zwłaszcza,  że przed nimi jeszcze długa droga do specjalizacji  a na tej drodze wydatki, które bez pomocy rodziny trudno byłoby pokryć. W tym kontekście trudno byłoby nie poprzeć protestu i nie uznać racji młodych ludzi. Należy jednak wypracować konstruktywne rozwiązania. Podniesienie odpisu dochodu krajowego brutto do 6,8% na pewno przez jakiś czas przyczyniłoby się do poprawy w tym zakresie ale czy na długo? Odnoszę nieodparte wrażenie, że pieniądze będą przeszkodą a nie wymiernym wskaźnikiem naprawy chorego systemu .

Dyżury wpisane w normalne godziny pracy, receptą na normalność

Jak donoszą media , lekarze specjaliści z pensją adekwatną do specjalizacji i stażu pracy , proponują rezydentom bojkot i pracę  zgodną z kodeksem pracy tj. 48 godzin,  a nie dwukrotnie więcej.  Zatem mam pytania:

Kto płaci za dodatkową pracę sumującą się do 100h w tygodniu o czym wspominają sami rezydenci? 

Jak to się dzieje, że szpitale nie posiadają środków finansowych na staże, ale już za dodatkowe dyżury płacą potrójnie?

Jak to możliwe, że człowiek kończący medycynę, ma tak wielki problem z otrzymaniem  stażu w szpitalu zwłaszcza w popularnych specjalizacjach, ale gdy już go otrzyma to, najlepiej gdyby w ogóle z niego nie wychodził  a do domu wracał jedynie po zmianę odzieży?

Kto limituje staże i w jakim celu? Mamy odczuwalne braki w lekarzach czy nie – bo tutaj widać znaczną sprzeczność.

Jak to się dzieje, że na te wszystkie godziny i dodatkowe płatności są pieniądze, a na płacę podstawową brak ?

Dostrzegamy tutaj oczywisty paradoks.  Jeśli szpitale są w stanie płacić potrójnie za dyżury to wystarczy, że zatrudnią po studiach odpowiednią ilość lekarzy, zapewnią im wynagrodzenie na poziomie 4000-5000zł. netto. a dyżury wpiszą w grafik w ramach 48h/tygodniowych godzin pracy. W takim harmonogramie  pieniądze w budżecie szpitala jeszcze zostaną i  nikt nie będzie zmuszany do okupowania szpitali, żeby zawalczyć już nie tylko o godność ale o byt. Co ważniejsze takie rozwiązania przywrócą normalność i powstrzymają łowczy pęd po pieniądze.

Praca uszlachetnia

Człowiek ze swej natury jest zachłanny , jeśli może się zapracować,  bo ma możliwość zarobić 10tys. -25tys/miesięcznie (w zależności od ilości dyżurów i umów) to będzie pracował. Każdy dodatkowy miesiąc to możliwość kupna własnego mieszkania, samochodu i innych dóbr. Najczęściej jest to dobrowolny wybór i wola każdego pracującego. I tutaj mam kolejne pytania do kierownictwa NFZ.

Jak to możliwe, że z jednym lekarzem podpisuje się umowy, których realizacja przekroczyła by limit dobowy bądź znacznie by się do tego limitu zbliżyła? Czy w NFZ Kodeks Pracy to tabula rasa. 

Powszechnie wiadomo i ten fakt odczuwają pacjenci w każdym szpitalu, że zatrudniony na etacie lekarz specjalista pracuje na nim częściowo, a na dyżurach często dosypia – bo przecież kiedyś wyspać się musi. Za ten stan winię chory system. Tymczasem słyszymy standardowe, populistyczne hasła dotyczące opieki chorego:536

  • Więcej pieniędzy na Służbę Zdrowia,
  • Łatwy dostęp do specjalistów;
  • Zmniejszenie limitów na wszelkie usługi i zabiegi operacyjne;
  • Poprawa warunków w szpitalach i klinikach i temu podobne, …….

Dzisiejsi strajkujący powielają te maksymy, zarazem nie podają żadnych konstruktywnych rozwiązań/propozycji. Procentowo wyższy odpis budżetowy ma być jedyną receptą na sukces. Już po mojej krótkiej analizie widać, że problem tkwi w złym zarządzaniu . Kto podpisuje umowy z lekarzem, który pracuje na kilku etatach i jeszcze nie kończąc jednej pracy biegnie do drugiej? W takim działaniu nie ma ani rozsądku ani logiki. Jednym blokuje się drogę do odbycia stażu i zrobienia specjalizacji, a innym w ramach prawa pozwala się na bylejakość. Nie potrafię zrozumieć, że w swoich postulatach strajkujący nie poruszają właśnie tych tematów.

Każdego roku w Polsce kończy medycynę około 4000 absolwentów (pomijając tych, którzy skończyli studia za granicą, a chcą pracować w kraju), a stażystów w 2016-2017 jest 4136!!! (Podaje za BML).

Portale społecznościowe zawrzały po opublikowaniu wiadomości o przyznaniu o 3000 mniej miejsc rezydenckich na 2017rok, niż w roku 2016 (O tym cisza).

  • W marcu 2016 przyznano 1901 miejsc rezydenckich, a  w marcu 2017 roku miało ich być tylko 600;
  • We wrześniu 2016 przyznano 4037 miejsc, we wrześniu 2017 to już tylko 3600;

Dla porównania: we wrześniu 2015 miejsc rezydenckich było 5746, a w całym 2015 aż 6500. Zatem w 2017 roku mieliśmy 1738 miejsc mniej niż w 2016 i 2300 mniej niż w 2015 roku. Liczba miejsc przyznanych do rekrutacji, nie uwzględnia tych przyznanych „z odwołania”, wówczas będzie nieco większa.

To oznacza, że w jesiennym naborze 2017 co najmniej 536 z kończących medycynę nie dostało się na rezydenturę, a będzie gorzej.  Wprowadzenie tak dużych limitów to ograniczenia w dostępie do awansu zawodowego i przede wszystkim usilne przetrzymywanie na etatach starych i wysłużonych lekarzy, którzy dawno już powinni odejść na emerytury, bo już nie pomagają, a zaczynają szkodzić. W tych działaniach brak zdrowej logiki.

Instytucja lekarza rodzinnego to generowanie kosztów

Tymczasem już sama instytucja lekarza rodzinnego to generowanie kosztów na masową skalę. Pacjent nie może sam zapisać się do specjalisty, tylko czy chce czy nie, musi biec po skierowanie do lekarza rodzinnego . Ten przy dobrej woli skierowanie da, ale woli mieć nie musi, bo skierowanie, to dla niego koszt – po co ma sobie generować koszty. W efekcie pacjent korzysta z gabinetu prywatnego. Ten sam pacjent kierując się do gabinetu wie, że jeśli ma problem ze skórą to musi udać się do dermatologa, a jak z żołądkiem to do gastrologa etc. Okazuje się, że świadczenia prywatne wzmagają poziom inteligencji. Żeby było śmieszniej, jeśli otrzyma skierowanie np. do chirurga z ręką , to już na kolano poskarżyć się nie może, bo na skierowaniu takiego problemu brak, zatem wróci do lekarza rodzinnego po kolejne skierowanie z znów odczeka i jeśli będzie miał szczęście to nie będzie musiał wracać po trzecie. To tylko wierzchołek góry lodowej . Z naszego wynagrodzenia płacimy składkę zdrowotną   której wysokość jest naliczana procentowo i jest różna w zależności od wynagrodzenia  w  2017 to minimum 297,28 zł. Płacąc takie „minimum” na niewiele możemy liczyć i jeśli już bardzo chcemy poczynić oszczędności w swoim portfelu to po kilku miesiącach oczekiwań w końcu uda nam się zrobić odpowiednie badania i doczekać na wizytę u specjalisty. Cud wydarza się kiedy płacimy składkę prywatnie nie większą jak 60,00-100,00zł. miesięcznie . Taka opłata otwiera nam furtki do wszystkich możliwych badań dostępnych w terminie co najwyżej dwóch tygodni. Na czy polega ten fenomen? – To pytanie ślę do Ministra Zdrowia.

Przykład racjonalnego wykorzystania środków

Szpital powiatowy w Drawsku Pomorskim jak większość szpitali boryka się z problemami finansowymi ale już oddział kardiologiczny tego szpitala przenosi nas w XXII wiek. Każdy kto otrzyma skierowanie na kardiologię, może się umówić i trafić na ten oddział korzystając ze środków  z NFZ, tam zostanie przebadany na najnowszym sprzęcie przez najlepszych specjalistów , przy czym personel medyczny to przykład reklamowego podejścia do pacjenta i człowieka w ogóle. Mam zatem kolejne pytanie do Ministra Zdrowia:

Dlaczego oddział zarządzany prywatnie może być przykładem gospodarności dla całej Polski, a taki sam zarządzany z zewnątrz generuje ogromne długi?

Odpowiem – bo przerośnięte struktury administracyjne pożerają lwią część naszych składek. Dla przykładu w Holandii liczba urzędników w stosunku do naszych to jest 1 do 10.  ZUS i NFZ wydały masę naszych pieniędzy na informatyzację z której korzystają częściowo, bo nadal królują formy papierowe, które dublują zawartość komputerów. Długo można by było wyliczać . NFZ to przykład klasycznej niegospodarności, fatalnego zarządzania powierzonymi pieniędzmi wskutek przerośniętej administracji, a szpitale prowadzone przez spółki ze siedzibą oddaloną o 300-1000km.  to sprawy dla reportera.

Czy medycyna to również nauka ekonomii?

Bardzo często zarządzającymi szpitalami są sami lekarze, swoją drogą muszą to być ci, którzy przez studia medyczne ledwie przemknęli.  Ekonomista nie próbuje leczyć i nawet jeśli takie zakusy posiada (jak większość z nas) to wykorzystuje je we własnej rodzinie,  zatem dlaczego lekarz próbuje wyręczać ekonomistę, który też skończył trudne studia, żeby posiąść określoną wiedzę? Ja wiem, że w Polakach pokutuje przekonanie , że musimy się znać na wszystkim ale powraca stara prawda mówiąca, że kto jest dobry ze wszystkiego nie jest dobry z niczego. Dlatego byłoby wskazane żeby szpitalami zarządzali ci, którzy mają odpowiednie kwalifikacje, lekarze powinni być organem doradczym a nie głównym decydentem.

Pieniądze trywializują fakty

Na koniec poruszę jeszcze jeden wątek. Podczas ostatniego pobytu w szpitalu miałam okazję poznać i porozmawiać z wieloma kobietami na których dokonano zabiegu operacyjnego histerektomii. Zapytane, czy był to konieczny zabieg i z jakimi problemami się łączył dwie z nich odpowiedziały, że nie był, lekarz im to zasugerował, żeby nie miały problemów w przyszłości a rodzić i tak już nie będą.  Zszokowana tą odpowiedzią, dociekałam jaki interes może mieć lekarz w okaleczeniu kobiety. Otóż ma, jedna z pielęgniarek  powiedziała mi, że takie zabiegi są lepiej opłacane przez NFZ, to po prostu biznes.

Obserwując dotychczasowe działania mam wrażenie, że jakiekolwiek pieniądze byśmy nie przeznaczyli pójdą one w błoto. Brak logicznych, pragmatycznych rozwiązań z pełnym wykorzystaniem pracownika, nowoczesnego sprzętu medycznego i możliwości jakie stworzył rozwój informatyki to podstawowe błędy w całej służbie zdrowia. Do tego należy dołączyć wszystkie zbędne rozporządzenia utrudniające pracę, a jedynie zapewniające godne uposażenie zwolennikom partii rządzącej. Tymczasem ilość rezydentów w szpitalach będzie się celowo zmniejszać z roku na rok, co w efekcie skutkuje wielkimi narastającymi brakami kadrowymi. Nie pozostanie nic innego jak ogłosić Polakom – co mamy zrobić, nie mamy wyjścia, musimy przyjąć do pracy specjalistów z Ukrainy , bo nie jesteśmy w stanie sprostać oczekiwaniom płacowym naszych polskich studentów, ci widzą dla siebie większe szanse w krajach UE.

Zdrowie naszym wspólnym dobrem – zawalczmy o nie

 Mam świadomość, że jedynie dotknęłam problemu i dlatego zachęcam już nie tylko do komentarzy ale do opisywania swoich konkretnych doświadczeń , poddawania własnych propozycji rozwiązań i wskazywania błędów jakie są popełniane w całej służbie zdrowia. W szczególności zachęcam do tej dyskusji pracowników służby zdrowia którzy najlepiej wiedzą co należy zmienić i gdzie potrzebne są zmiany. W ten sposób uda nam się wypracować schemat kompleksowych rozwiązań, które przy zwiększonym wsparciu finansowym pozwolą na normalność pacjentom i znacznie ułatwią życie wszystkim pracownikom służby zdrowia a młodym lekarzom pozwolą na ich osobisty rozwój.

Na podstawie Waszych doświadczeń i propozycji opublikujemy listę zarzutów i propozycji do której będziemy dopisywać nowe i je upowszechniać. Liczę na to, że w tak poważnym temacie dotykającym każdego z nas nie zabraknie zaangażowania i jedności o którą od dawna prosimy.

2735total visits,7visits today

9 thoughts on “Leczymy służbę zdrowia – piszemy receptę na sukces?

  • 4 listopada 2017 at 22:00
    Permalink

    Małgosia ” Niestety, podczas każdego z protestów pracownicy ochrony zdrowia spotykają się z hejtem ze strony społeczeństwa.” – No właśnie a z czego to wynika? Z tego , że pracownicy ochrony zdrowia mają społeczeństwo w dalekim poważaniu. Przede wszystkim społeczeństwo wie na czym to polega. Jednemu w kieszeń, drugiemu do ręki, a jak nie dasz , to bądź pozdrowiony.

    Reply
    • 4 listopada 2017 at 22:11
      Permalink

      To wszystko prawda ale My powinniśmy domagać się zmian w MZ. Nasz apel i nasze hasła powinny iść w tym kierunku – bo to na szczycie zapadają niekorzystne dla nas decyzje pozwalające na takie, a nie inne zachowania. Należy wspierać młodych lekarzy bo oni jeszcze nie są zdeprawowani i jeszcze chcą leczyć. Starym rutyniarzom należy ukrócić znaczną część ich przywilejów ale to wciąż nasza walka, lekarze o to nie zawalczą z prostego powodu im jest bardzo dobrze.

      Reply
    • 5 listopada 2017 at 13:56
      Permalink

      Szanowna Pani Małgorzato – hejt środowiska służby zdrowia ma co najmniej podwójne dno. Niech pani przeczyta na czym polega zarządzanie szpitalami poprzez wdrażanie outsourcingu i ustawy kominowej. Zapraszam do przeczytania tekstu, który dokładnie to opisuje: http://bastiondialogu.pl/outsourcing/
      Idąc dalej, Ci młodzi lekarze będąc nieświadomymi tej politycznej gry wpadają w pułapkę przygotowaną przez ich starszych kolegów i populistycznych haseł. Informuję że służba zdrowia posiada wystarczająco dużo pieniędzy – tylko one są niewłaściwie zarządzane!!!
      Jednym zdaniem – Pieniądze oraz punkty przeszkadzają lekarzom w leczeniu.
      Dlaczego lekarze-rezydenci zarabiają mało? Bo ich (bardzo) starsi koledzy i koleżanki zachłanni na pieniądze nie pozwolą im aby mogli zarabiać więcej, a wdrożenie nowego-starego systemu jest tym (starym i cwanym) lekarzom kompletnie nie na rękę.
      Według naszych wyliczeń, przy aktualnym współczynniku wsparcia służby zdrowia, na państwowych posadach, lekarze zarabialiby od 7 tys do 45 tys zł rocznie, a pielęgniarki od 3 tys zł do8 tys zł.
      Więc pojawia się pytanie dlaczego nikt nie chce takiego systemu wdrożyć?
      Bo jest on nie na rękę pewnym środowiskom około-medycznym i jest pełnym systemem zarządzania. Zaznaczam że nasza Polska służba zdrowia, nie jest zarządzana, ona jest systemem wsparcia kolegów królika.
      Odpowiadam dlaczego jest taki duży społeczny hejt. Wynika z tego że aktualna służba zdrowia zapomniała do czego jest przeznaczona,bo zamiast leczyć ludzi chorych, zaczęła na siłę leczyć ludzi zdrowych.
      Dla przykładu, do sanatoriów jeżdżą ludzie którzy traktują je jako swoiste darmowe i rodzinne wakacje na koszt państwa (czyli na nasz koszt). A Ministerstwo Zdrowia oraz NFZ zamiast to ukrócić ta patologię to jeszcze bardziej ją promuje. Czy ktoś widział aby w sanatorium, przebywali ludzie chorzy?
      W ten sposób to nawet gdybyśmy przeznaczyli 100% naszej wypłaty jako ubezpieczenie zdrowotne – to i tak byłoby mało.

      Reply
      • 5 listopada 2017 at 17:10
        Permalink

        A czy można wiedzieć jaki to system który pozwala zarabiać więcej niż na zachodzie? Co do sanatorium kompletnie się nie zgadzam. W sanatorium przebywają zazwyczaj ludzie sprawni, bo takich jeszcze można rehabilitować i u takich widać efekty tej rehabilitacji. Sanatoria to właśnie skuteczny sposób na unikanie kalectwa, gdzie na leczenie jest już często za późno i na efekty trzeba długo czekać jeśli w ogóle są. To prawda, że często w sanatorium są małżonkowie (mąż i żona) co nie oznacza, że są zdrowi. Na ulicach wszyscy jesteśmy zdrowi i wyglądamy kwitnąco.

        Reply
        • 5 listopada 2017 at 20:54
          Permalink

          Pani Tamaro, co do sanatoriów – moja krytyczna ocena wynika z subiektywnego doświadczenia. Może kiedyś to opiszę ale muszę podejść do tego tematu na chłodno.
          W kwestii zwiększenia zarobków lekarzy. Oczywiście że jest to możliwe i jako Bastion mamy to już od dawna opracowane jako nasz program. Z oczywistych względów nie mogę i nie chcę tego publikować na portalu, bo Polska to kraj złodziei, jedynie udających biznesmenów i polityków. … Ale powiem pani tak …. Polska ma najwyższe składki ubezpieczenia zdrowotnego w Europie – to pytam się gdzie są te pieniądze?
          Służba zdrowia ma jeden problem i nie jest to poziom leczących nas lekarzy – jest bardzo źle zarządzana … i nic więcej.

          Reply
    • 5 listopada 2017 at 17:29
      Permalink

      Beato, dziękuję za komentarz, ale nie zgadzam się, że pracownicy służby zdrowia mają gdzieś społeczeństwo, czyli nas pacjentów. Na problem trzeba spojrzeć całościowo , a nie wybiórczo. Trzeba pamiętać , że w ogromnej większości nasi lekarze są bardzo oddani swoim pacjentom, a do tego pamiętajmy, że swoją wiedzą należą do najlepszych specjalistów cenionych w świecie. Mało kto wie, że polscy lekarze należą do nielicznych w skali wielu krajów, którzy już za pomocą stetoskopu osłuchując pacjenta potrafią stawiać najtrafniejsze diagnozy i kierują na właściwe badania. A to, że i w tym środowisku trafią się niewłaściwe osoby, to zdarza się w każdej grupie zawodowej. Popełniają błędy i zaniedbania ? Tak, to także może się zdarzyć, jak wszędzie. Natomiast chory jest system opieki zdrowotnej i to wymaga głębokich zmian! Bardzo wadliwy jest system zarządzania funduszami na ochronę zdrowia. Skutki tego stanu rzeczy są fatalne. Podam dwa przykłady znane mi osobiście ( bo dobrze znam pacjentów ). Jeden z nich potrzebuje zabiegu operacyjnego związanego z kręgosłupem, innego ratunku nie ma. Począwszy od września pacjent ma wyznaczony termin na zabieg na kwiecień przyszłego roku. A co do tego czasu ? Cały czas jest na prochach przeciwbólowych, bo…… brak wcześniejszego terminu ! Jeśli zapłaci 10000 złotych, to może być operowany w klinice prywatnej . Ale to nie lekarze świadomie trują pacjenta lekami przeciwbólowymi, winny jest system organizacji i finansowania służby zdrowia. Drugi przykład, pacjentka w Kędzierzynie Koźlu stara się od trzech miesięcy w swojej przychodni o skierowanie do specjalisty. Już kilka razy odesłano ją z kwitkiem, bo w danym miesiącu brak zapisów, a w następnym brak potwierdzenia z NFZ o przekazaniu środków itp…..a pacjentka niech się leczy sama. W tym samym mieście brak lekarza ( choćby jednego ) specjalisty reumatologa, więc kolejni pacjenci muszą go sobie poszukać w Opolu oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów. Przykłady takich absurdów można mnożyć. To wszystko widzą lekarze, także ci rezydenci. Z całego serca ich popieram, bo wiem, że oni chcą leczyć ! A że społeczeństwo hejtuje ? Tak, bo wielu z tych hejtujących nie ma pojęcia, o czym mówią lekarze. Wielu z tych facebookowych demagogów w odróżnieniu od lekarzy – którzy dawno ukończyli akademię medyczną – sami zaliczyli co najwyżej akademię pierwszomajową,a teraz się mądrują. Chcę zobaczyć tych „mądrusiów” gdy dopadnie ich poważna choroba. To nie lekarze są źli, to cały system służby zdrowia jest taki, że go o kant dupy potłuc Popierajmy lekarzy, solidaryzujmy się z nimi, zwłaszcza tymi, którzy naprawdę dobro pacjenta mają ponad własny interes – takich lekarzy Polska ma najwięcej. Pozdrawiam.

      Reply
  • 4 listopada 2017 at 21:19
    Permalink

    Cukrzyk w szpitalu z niegojaca sie stopa . Ilosc punktow za obciecie stopy jest wieksza od ilosci punktow za jej leczenei bo tak okreslono przy wspolpracy zwiazkow lekarskich. Proporcjonalnei do punktow jest wyplacana kasa z NFZ . Co zrobia w szpitalu odetna za co wiecej punktow czy leczyc beda co mneij punktow daje i kosztowneijsze dla szpitala jest . NIe liczy sie pacjet, tylko punkty, dlatego tylu bez nog w kolo

    Reply
  • 4 listopada 2017 at 21:07
    Permalink

    Zlikwidowac punkty co nasze choroby określają i ich powiązanie z kasa co za te punkty maja nie za nas nie ma powiazania miedzy czlowiekiem a punktami . Pora wymusic na lekarzach ze to ludzie do nich przychodza nie punkty

    Reply
  • 4 listopada 2017 at 21:04
    Permalink

    Niestety, podczas każdego z protestów pracownicy ochrony zdrowia spotykają się z hejtem ze strony społeczeństwa. Pacjenci, obecni i potencjalni (wcześniej czy później wszyscy będziemy pacjentami) nie tylko nie przyłączają się do protestów ale też sami nie organizują ich aby wyrazić dezaprobatę dla tego co się dzieje w ochronie zdrowia. Dopóki społeczeństwo nie wymusi na rządzie reform nie będzie ich. Proszę zwrócić uwagę na to, że rząd, politycy nie korzystają z placówek w regionie w których mieszkają, bo albo korzystają ze szpitala tzw rządowego albo korzystają ze swojej pozycji i wszystko mają poza kolejnością.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *