Handel ludźmi – czyli jak się nabywa i sprzedaje kamienice z lokatorami

O postępowaniu właścicieli tak zwanych kamienic w wielu miastach Polski napisano wiele artykułów, telewizja pokazała sporo reportaży na temat sporów pomiędzy właścicielami a lokatorami mieszkającymi w tych kamienicach, których lokale mieszkalne w większości znacznie odbiegają od nowoczesnych standardów, ale dają w miarę solidny dach nad głową. Niestety, mimo upływu ponad 25 lat od chwili zgodnego z prawem przejmowania starych, zamieszkanych budynków przez spadkobierców dawnych właścicieli i uregulowań prawnych w tym zakresie, problem nadal jest kością niezgody i skłóca wielu obywateli. Czy można się temu dziwić, skoro wystarczy mieć odpowiednie pieniądze?  Należy też wykazać, że jest się potomkiem kogoś, kto od wielu lat nie żyje, a pozostawił po sobie duży budynek zamieszkiwany przez  liczne rodziny przez okres kilku pokoleń. Można również taki zamieszkany od lat dom odkupić od  władz miasta.

Pani Jola mieszka w Łodzi od dzieciństwa, tu dorastała, a potem wyszła za mąż i prowadzi dom rodzinny. Codzienna praca zawodowa połączona z funkcją gospodyni domowej i wychowywaniem dzieci nie pozostawia wiele czasu. Nieustająca krzątanina, ot jak w większości polskich rodzin, w których kobiety zabiegają o wiele codziennych potrzeb.

Pani Jola jest jednak w nietypowej sytuacji, bowiem jej syn urodził się z poważną wadą zdrowia, jest więc niepełnosprawny w stopniu znacznym i na co dzień wymaga stałej opieki.  Rodzina od lat zajmuje mieszkanie w starej kamienicy w Łodzi na ul. Nowomiejskiej tuż obok Placu Wolności. Czynsz za najem mieszkania, pani Jola wraz z mężem płacą regularnie, regulują też systematycznie rachunki za wodę, energię elektryczną i inne opłaty z tytułu  zajmowanego mieszkania.

Ale budynek jest stary i nadaje się do wyburzenia, lub do gruntownego remontu. Skutkiem takiego stanu rzeczy była ekspertyza  Inspektora Nadzoru Budowlanego w 2001 roku wyłączająca z użytkowania pomieszczenia  na parterze domu. Ale w 2006 roku lokatorzy dowiedzieli się oficjalnie , że władze miasta Łodzi sprzedały kamienicę nabywcy z Poznania panu Andrzejowi P. Nowy właściciel nie respektuje opinii Nadzoru Budowlanego i do pomieszczeń parterowych pozwala wprowadzić się lokatorom.

Zły stan techniczny budynku, brak rzetelnych remontów, podwyższanie czynszów to stare praktyki tak zwanych właścicieli kamienic. Kto by się przejmował ludźmi zwanymi lokatorami?  Owszem, można z nimi porozmawiać, ale tylko wtedy, gdy raz w miesiącu przychodzą zapłacić za wynajem mieszkania. Ich potrzeby i uwagi „właściciele” przeważnie mają w głębokim poważaniu. Powoli szala goryczy się jednak przelewa, mieszkańcy składają skargi, gdzie tylko możliwe, sprawą zainteresowali się też dziennikarze przybyli na miejsce z kamerą telewizyjną. Ciekawostką jest tu zapewne fakt, że  około 2010 roku nowy właściciel kamienicy poniósł finansową karę za wprowadzanie do pomieszczeń parterowych mieszkańców. Wszystko jednak wskazuje na to, że nie odczuł wymierzonej  kary, bowiem w 2013 roku dziwnym zbiegiem okoliczności kolejny inspektor Nadzoru  Budowlanego zostaje poproszony o opinię. Ku zdumieniu mieszkańców, tym razem werdykt jest odmienny : pomieszczenia parterowe  są w stanie pozwalającym na zamieszkanie i nikomu nie zagrażają.

W tym miejscu warto pokusić się o chwilę refleksji. Jak to możliwe, że Nadzór Budowlany wydaje dwie zupełnie sprzeczne decyzje w sprawie tych samych lokali, skoro po pierwszej z nich ( negatywnej ) przez kolejne ponad dziesięć lat nie były prowadzone żadne prace remontowe, ani zabezpieczające. Czyżby lokale cudownie same się odnowiły ? Która z tych dwóch decyzji była prawidłowa ? Przecież wszelkie opinie techniczne oparte są o określone normy, na podstawie których rzeczoznawcy dokonują oceny, chciałoby się powiedzieć: rzetelnej oceny. Już sam fakt wydania tak skrajnie  różnych ocen w stosunku do opisanego lokalu kwalifikuje się do zbadania sprawy przez prokuraturę. Dziwi mnie, że nikt takiego doniesienia nie złożył. Sądzę, że mieszkańcy uwikłani w codzienne sprawy,  nie uwierzyli w sens takiej skargi.

Tymczasem w lipcu 2016 roku do mieszkańców posesji, dociera nieoficjalna jeszcze wiadomość, że miasto odkupuje od pana Andrzeja P. kamienicę, a ściśle biorąc prawą oficynę. Natomiast 30 listopada 2016 roku właściciel domu informuje mieszkańców, że właśnie ta prawa część budynku będzie remontowana i w związku z tym, on zapewni lokatorom mieszkania zastępcze w lewej oficynie.

Spróbujmy sobie wyobrazić sytuację pani Joli.  Przeżywa traumę po nagłej, niedawnej śmierci męża, ma na głowie obowiązek codziennej opieki nad niepełnosprawnym  w stopniu znacznym synem, jest zima, a 9 stycznia 2017 roku otrzymuje od właściciela telefoniczną informację, że w ciągu trzech dni musi się wyprowadzić do wskazanego lokalu zastępczego. Warto nadmienić, że jest to już drugi wskazany lokal, bowiem pierwszy w żadnym wypadku nie nadawał się do jakiegokolwiek użytku na cele mieszkalne. Okazuje się, że i ten drugi jest w równie tragicznym stanie, odrapane i zawilgocone ściany, brak podłączenia gazu i przyłącza energii elektrycznej które można dopiero zacząć załatwiać, brak też możliwości korzystania z wody, bowiem armaturę wodno – kanalizacyjną należy dopiero zainstalować. Tym samym brak jakiejkolwiek możliwości instalacji ogrzewania zastępczego „mieszkania” , a w nocy temperatura spada do minus dwunastu stopni.

Czy pani Jola otrzymała zastępcze mieszkanie ? W żadnym wypadku, ta kobieta z przyczyn od siebie zupełnie niezależnych zostaje wygnana do czegoś, co może być przeznaczone na magazyn, lub ewentualnie oborę, choć nie wiadomo, czy zmieściłoby się to w normach unijnych opisujących niezbędne warunki dla hodowlanego bydła. W tym pomieszczeniu będącego rodzajem pakamery ma „zamieszkać” kobieta z niepełnosprawnym synem, bez możliwości otrzymania dłuższego terminu na przeprowadzenie niezbędnych prac w celu przystosowania lokalu do warunków nie urągających godności człowieka, pomijam fakt, że nikt tej kobiety nie pytał czy ma środki na takie wydatki.

Podobny los spotyka kilku innych lokatorów. W międzyczasie w drugim tygodniu nowego roku 2017  pan Andrzej P. pojawia się w towarzystwie dwóch kobiet i wyraża ponaglenie wyprowadzki. Pada groźba : – „Jeśli ktoś będzie opóźniał opuszczenia mieszkania, jego rzeczy zostaną usunięte siłą”. Kim były owe dwie kobiety – tego niestety nie wiadomo. W tym całym zamieszaniu i zrozumiałym zdenerwowaniu pani Jola wraz z innymi nie zapytała, z kim mają do czynienia. Teraz jedynie snuje domysły, że były to pracownice z Urzędu Miasta Łodzi, być może z Wydziału do Spraw Lokalowych.

W piątek 13  stycznia 2017 roku pani Jola rozmawia z urzędniczkami Urzędu Miasta Łodzi i oto w odpowiedzi na swoje zastrzeżenia słyszy :  – „ Pani już w dotychczasowym mieszkaniu nie powinno być”. Zwróćmy uwagę, że urzędników z Wydziału Lokalowego Urzędu Miasta zupełnie nie interesuje wyjątkowo krótki czas dany mieszkańcom na przeprowadzkę, ani też złe i niegodne człowieka warunki we wskazanym lokalu. Mieszkanie nie uwzględnia też potrzeb niepełnosprawnego syna pani Joli. Oczywiście, tak skandaliczne postępowanie odbywa się w majestacie prawa, zapewne z uwzględnieniem ustawy o ochronie lokatorów. Pani Jola i jej sąsiedzi boleśnie doświadczyli tej ochrony i praworządności.

Ciekawostką w tej sprawie jest to, że  opisana prawa oficyna najprawdopodobniej wcale nie będzie remontowana. Tak przynajmniej nieoficjalnie wiadomo. Tajemnicą Poliszynela jest, że Miasto odkupiło tę część budynku, aby ją wyburzyć, co wiąże się z planami zagospodarowania przestrzennego. Istotnie w pobliżu jakiś czas temu wyburzono stare budynki i trwają prace budowlane. Lokatorzy to rozumieją, przecież miasto trzeba unowocześniać, nikt tego nie neguje. Czy można jednak  w taki sposób traktować ludzi? Czy w majestacie prawa można wyrzucać mieszkańców niemal na bruk w środku zimy? Okazuje się, że można i pani Jola jest tego najlepszym przykładem. Ostatecznie lokatorzy powoli przystosowują zastępcze lokale do zamieszkania. Pani Joli pomaga rodzina i znajomi. Ale poczucie krzywdy i wielka niesprawiedliwość  pozostanie.

Dnia 26 stycznia 2017 roku pani Jola złożyła pismo do Urzędu Miasta Łodzi z wnioskiem o oddanie jej w najem innego mieszkania komunalnego z uwzględnieniem potrzeb przy sprawowaniu opieki nad synem niepełnosprawnym w stopniu znacznym. Jak długo będzie czekać na odpowiedź i kiedy Urząd  znajdzie dla niej odpowiednie mieszkanie, tego nie wie nikt, jak zresztą w wielu sprawach w naszym kraju.

O wykupywaniu i sprzedaży tak zwanych starych kamienic w Polsce dużo się mówi. Przedziwne jest to, że im więcej lat mija od zakończenia II wojny światowej, tym więcej odnajduje się rzekomych spadkobierców tych starych budynków. Nie sposób policzyć, ile w tym temacie zaszło oszustw i przekrętów. Pewne jest, że wielu ubogich w ludzi zostało skrzywdzonych i nikt za nimi nie stanął.  O aferach obrotu starymi kamienicami donoszą co jakiś czas media. Czy Państwo Polskie będzie stać na położenie kresu takim działaniom, a winni poniosą konsekwencje ? Czas pokaże, ale już teraz w świetle opisanej sprawy, można jedynie utwierdzić się w przekonaniu, że żyjemy w państwie prawa na papierze.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *