Grupa Wyszehradzka, czyli słowiańska reaktywacja

Ostatnie zmiany na scenie politycznej Czech oraz wcześniejsze w Polsce i na Węgrzech spowodowały ponowną dyskusję co do roli państw rejonu Europy Środkowej w UE. Ta część naszego kontynentu dotychczas marginalizowana i traktowana jako zaplecze przemysłowe i rynki zbytu dla rozwiniętych gospodarek Europy Zachodniej, zaczyna głośno upominać się o należne jej miejsce. Społeczeństwa państw Grupy Wyszehradzkiej, jasno dały do zrozumienia, że nie godzą się już na traktowanie ich, jak obywateli drugiej kategorii w UE.

Siła kontra tradycja – konfrontacja

Państwa zachodnie od zawsze starały się narzucić Słowianom swoją mentalność i wartości, ukazując swoją wyższość. Zniewalając nasze narody próbowali zniszczyć naszą tożsamość narodową i dziedzictwo ogólnosłowiańskie poprzez działania siłowe, propagandowe, naukowe czy kulturowe. Wykorzystywali  wszystkie dostępne metody, by rozwiązać jak to określano „problem słowiański”, a gdy te działania nie przyniosły zadowalających efektów, sięgnięto do rozwiązań ostatecznych – fizycznej eksterminacji opornych i wynaradawiania bardziej podatnych w czasie II wojny światowej. Pomimo upływu  wielu dziesięcioleci przedstawiona sytuacja nie uległa wielkiej zmianie i w momencie przyjęcia nas do UE nadal traktowani byliśmy jak ubodzy krewni, by nie powiedzieć, jak gorszy sort. Słynne już słowa Prezydenta Francji do państw naszego regionu: „… zmarnowali oni  okazje, by siedzieć cicho….”, tylko potwierdziły stosunek Zachodu do państw Europy Środkowej.

Próba sił – krucha równowaga

Pomimo, iż od wypowiedzenia tych pamiętnych słów minęło już kilkanaście lat, sytuacja niewiele się zmieniła. Tony komentarzy w zachodnich mediach po wypowiedzeniu przez Kaczyńskiego i Orbana (na forum ekonomicznym w Krynicy) apelu do przywódców UE o przywrócenie w Europie tradycyjnych wartości były nadal dalekie od obiektywnych. Można wnioskować, że nadal traktowani jesteśmy jako tło dla Paryża, Brukseli i Berlina. To tam mają zapadać najważniejsze decyzje, a reszta członków UE ma się na ich pomysły zgadzać i to bez mrugnięcia okiem. Kraje naszego regionu mogą co najwyżej polemizować między sobą, ale nie do pomyślenia jest, aby idee dla całej Wspólnoty mogły powstawać gdzieś na jej peryferiach, a już tym bardziej nie w pobliżu jej wschodnich granic. Ta rola jest już w UE zarezerwowana i nie podlega żadnej polemice. Takie stanowisko decydentów UE nie podlega dyskusji, a kolejne spotkania przywódców państw członkowskich tylko utwierdzają nas  w tych spostrzeżeniach.

Przelana czara goryczy – odrodzenie wartości

Przez ostatnie lata jednak, państwa naszego regionu okrzepły i dotarło do ich obywateli oraz elit rządzących, iż stanowią realną siłę nie tylko w strukturach politycznych UE, ale także w gospodarce. To właśnie rosnąca pozycja ekonomiczna tej części Europy sprawia, że odradza się w tych krajach świadomość własnej wartości i dumy narodowej oraz rodzą się idee zmierzające do tworzenia wspólnoty  państw słowiańskich. Ta tendencja wzrostowa jest zauważana, także na Zachodzie, a przekłada się ona na powolną, ale systematyczną zmianę relacji międzypaństwowych. Niedawny (co prawda jeszcze nie oficjalny) apel nowych władz Austrii o rozważenie możliwości przyjęcia ich kraju w poczet państw V4, jasno dowodzi, że stanowcza polityka krajów członkowskich Grupy Wyszehradzkiej zaczyna być dostrzegana, a co najważniejsze popierana przez niektórych, także starszych członków UE.

Rosnąca siła grupy V4 nie może być zaprzepaszczona, gdyż jest szansą dla krajów naszej części Europy do wyjścia z cienia historii, a co najważniejsze do poprawy życia zwykłych obywateli. Jeśli władze krajów V4 to zrozumieją i dojdą do porozumienia skupiając swoje działania na tym co prawe i słuszne, co może ponownie połączyć słowiańszczyznę, to nowe serce Europy zacznie bić spokojnym, miarowym rytmem.

1125total visits,6visits today

3 thoughts on “Grupa Wyszehradzka, czyli słowiańska reaktywacja

  • 31 października 2017 at 22:33
    Permalink

    Nie było spójnej polityki niemieckiej wobec Słowiańszczyzny w czasie pierwszych Piastów. Ówcześni ludzie nie posługiwali się bowiem kryteriami etnicznymi. Co najwyżej językowi, czemu dowodzą opowieści o świętym Wojciechu, z którego akcentu się śmiano i sama nazwa „Niemcy”, albo plemiennymi, opisanymi swojego czasu w „Barbarzyńskiej Europie” przez Modzelewskiego (z zastrzeżeniem, że nie dotyczyło to konkretnie Słowian, ale plemion barbarzyńskich jako takich i chronologia nie do końca się zgadza). Ale podstawowe kryterium stanowiły względy rodzinne i religia.

    Nasuwa się wniosek, że plemiona słowiańskie, które kontrolowały między innymi tereny, na których dzisiaj jest Berlin, były podbijane ze względu na pogaństwo, a nie swoje słowiańskie pochodzenie. Dowodzi tego fakt, że Mieszko czy Bolesław Chrobry, spokrewnieni z wpływowymi rodzinami w Niemczech, włączali się na równi z nimi w tamtejsze rozgrywki polityczne, w tym w wybór cesarza. Tym niemniej trzeba przyznać, że zdarzały się zarówno sojusze Niemców z tymi plemionami przeciw polskim władcom, jak i odwrotnie. Pierwszą rolę grały w tym wypadku względy polityczne i militarne.

    Polityka niemiecka wobec Słowian była zatem bardzo niespójna i niekonsekwentna. Z jednej strony były pomysły wejścia z nią w sojusz (koncepcja Ottona III), a z drugiej próby militarnego podporządkowania. Inną politykę prowadził do tego cesarz, a inną marchia brandenburska. Teza, że Słowiańszczyzna była jedynie terenem do ekspansji jest moim zdaniem zbyt śmiała. Polska czy inne kraje były traktowane normalnie jako sąsiedzi przez imperium, jakim było wówczas cesarstwo: raz jak partnerzy, a kiedy indziej jak wrogowie.

    Co do rozbicia dzielnicowego, nie było ono w ówczesnej Europie niczym szczególnym. Nie znam badań, o których Pan wspomina i dlatego ciężko mi się odnieść do testamentu Krzywoustego. Jednak nawet jeśli naciski Watykanu były bezpośrednią przyczyną podziału kraju, to miałby on prawdopodobnie miejsce i tak. To że rozbicie dzielnicowe trwało tak długo wynika bowiem ze skomplikowanej gry idei i interesów, a także (a może przede wszystkim) przemian społeczno-ekonomicznych i z udziałem papiestwa czy bez one dałyby o sobie moim zdaniem znać. Szczegółowo porusza te problemy J. Baszkiewicz w swojej pracy o odbudowie Polski w trakcie rozbicia. Pokazuje, jak sytuacja dojrzewała powoli do pojawienia się takiego Łokietka.

    Stosunki władców z Kościołem w średniowieczu to temat rzeka, dlatego postaram się odpowiedzieć w ogromnym skrócie. Polska nie była tu traktowana jakoś szczególnie. Działania poszczególnych władców wpisywały się w ogólnoeuropejski spór o inwestyturę, a wpływ Niemiec i Francji na papieży wynikał po prostu z geografii. To czynnik oczywisty, którego zmienić nie sposób. Ale warto wspomnieć, że Polacy nie byli wyłączeni z życia Kościoła. Przeciwnie – mieli w nim ogromny udział. Wymienię choćby Pawła Włodkowica i jego koncepcję wojny sprawiedliwej przedstawioną na soborze w Konstancji. Wybitny Polak przeciwstawił się propagandzie wojennej Krzyżaków i osiągnął sukces, a krzyżacka idea dzielenia chrześcijan na lepszych i gorszych upadła. Upadła, bo była to idea głoszona z bieżących powodów politycznych. Krzyżacy potrzebowali uzasadnienia do istnienia swojego państwa i w niej właśnie ten powód znaleźli.

    Nie wiem natomiast, dlaczego Napoleon miałby coś robić dla Polski. Był francuskim władcą i działał w interesie Francji i ja to rozumiem. W przeciwieństwie do ludzi o mentalności kolonialnej, którzy liczą, że ktoś da im wolność. To bzdura. O nią trzeba walczyć samemu. W ten sposób, jak robili to Dmowski czy Piłsudski, którzy najpierw tworzyli polskie struktury, a dopiero później przystępowali do negocjacji. I to właśnie im udało się wywalczyć niepodległość. Ciekawe dlaczego…

    W czasie i po II wojnie światowej Francja i Wielka Brytania potraktowały polskiego sojusznika poniżej wszelkiego poziomu krytyki: nie tylko niemoralnie, ale również głupio, bo wbrew własnym oczywistym interesom. Tu się w pełni zgadzam. Jednak brak jest dowodów, że gdyby na miejscu Polski znalazł się jakikolwiek niesłowiański kraj, to byłby potraktowany inaczej.

    Zgadzam się oczywiście, że współpraca polsko-węgierska ma silne tradycje i historyczne podstawy. Może wymienię tematy, które warto poruszyć:
    1. unie polsko-węgierskie: udział węgierskich królów w zjednoczeniu rozbitej na dzielnice Polski, Jagiellonowie na tronie Węgier, postać Stefana Batorego (wspaniała postać na wzór polityka),
    2. wspólna walka o wolność: Wiosna Ludów,
    3. wojna polsko-bolszewicka i węgierska pomoc,
    4. rok 1956 i polskie wsparcie napadniętych przez Sowietów Węgrów.

    Po przytoczeniu faktów w tej dziedzinie można zacząć budować program współpracy: wspólna obrona przed imigracją czy wpływami UE, wspólne projekty gospodarcze, dążenie do unii/ściślejszego sojuszu pomiędzy naszymi krajami (forma do dyskusji), współpraca militarna – można zacząć od jakichś wspólnych jednostek. Powołując się na casus 1920 r. odwdzięczyć się Węgrom pomocą przy następnej fali migracji w postaci sił policyjnych, wojskowych czy straży granicznej, a potem dążyć do stworzenia wspólnej armii jako podstawy współpracy naszych Narodów. Wszystko powoli, bez pośpiechu i żadnego przymusu. Należy podkreślać, że zachowujemy się wobec siebie fair, jak przyjaciele, jak to było w przytoczonych przykładach z historii.

    Poruszyłbym także najgorszy moment w historii Węgier od katastrofy tego państwa w XVI w. – traktat w Triannon. Jako że na jego anulowanie nie ma obecnie praktycznych szans, można przedstawić perspektywę likwidacji jego skutków przez pojednanie Węgier z sąsiadami, na przykład w formie zbliżonej do V4. Podkreślać, że Polska została zmuszona sytuacją do wzięcia udziału w postanowieniach tego haniebnego dokumentu, ale za to przeprosić.

    Tak ja bym widział politykę historyczną wobec Węgier na chwilę obecną. Oczywiście to tylko moje zdanie i mogę się mylić. Pozdrawiam raz jeszcze:)

    Reply
  • 30 października 2017 at 23:48
    Permalink

    Komentarz odnośnie dyskusji na Facebooku dotyczącej Słowiańszczyzny.

    Moja uwaga (Węgrzy nie są Słowianami, łączenie Słowiańszczyzny z V4 nie ma sensu) odnosi się nie tylko do tytułu. Szczególnie do tekstu pod śródtytułem „Siła kontra tradycja – konfrontacja”. O ile z samymi wnioskami się zgadzam, to prowadzące do nich rozumowanie jest historycznie nie do przyjęcia.

    Moje zastrzeżenia budzi przede wszystkim następujący fragment: „Państwa zachodnie od zawsze starały się narzucić Słowianom swoją mentalność i wartości, ukazując swoją wyższość. Zniewalając nasze narody próbowali zniszczyć naszą tożsamość narodową i dziedzictwo ogólnosłowiańskie poprzez działania siłowe, propagandowe, naukowe czy kulturowe.”

    Wypadałoby tutaj te działania wymienić i porównać z tymi podejmowanymi przez państwa starej UE dzisiaj. Pomijając użycie ahistorycznego zwrotu „od zawsze”, stosunki poszczególnych państw słowiańskich z Niemcami czy Francją były naprawdę różne i przez dużą część dziejów nawet przyjazne. Wpływy kulturowe były obustronne. Na przykład renesans dotarł do Niemiec z Krakowa, a Polska wcześniej skorzystała mocno na kolonizacji na prawie niemieckim.

    Zaraz potem autor przechodzi do doświadczeń drugiej wojny światowej. Zatem pojawiają się Niemcy, a zaraz potem Francja, która z eksterminacją Polaków nie miała nic wspólnego. Tego nie można tak łatwo łączyć. Warto moim zaznaczyć, o jaki okres historyczny chodzi i o które państwa zachodnie. Na przykład tradycje narodowe mamy nie od zawsze, tylko… no właśnie, od kiedy? Czy chodzi o naród w rozumieniu XIX-wiecznym, czy o wcześniejsze jego rozumienie (szlachta mieszkająca w Rzeczypospolitej Obojga Narodów) czy o co?

    Tylko po skonkretyzowaniu można rozpocząć poważną dyskusję, szukać analogii historycznych czy zbudować podbudowę ideową dla grupy V4. Spytacie, dlaczego to takie istotne? Już wyjaśniam: nawet najsłuszniejszy wniosek oparty na błędnych w sposób oczywisty argumentach można łatwo obalić i niczemu się nie przysłuży. Nie piszę tego, ponieważ chcę zdyskredytować Państwa stronę, którą odwiedzam pierwszy raz i której nie znam, tylko ponieważ czuję się polskim patriotą i mnie również zależy na powodzeniu inicjatywy V4 oraz porzuceniu przez Polaków postkolonialnej mentalności wyrażonej w przytoczonych słowach francuskiego polityka.

    Pozdrawiam serdecznie:)

    Reply
    • 31 października 2017 at 09:21
      Permalink

      Panie Piotrze oczywiście ma Pan Rację, że mogłem podać przykłady do tezy, tylko nie ot mi chodziło. Jeden czy dwa przykłady to tylko wierzchołek góry, nie przechyli szali na jedną czy druga stronę. Jeśli czytelnik zaś zechce, bez problemu sam znajdzie takie przykłady historyczne. Uważam, że zainteresowanie tematem, który pozwoli na własne poszukiwania czytelnika przyniesie lepsze efekty niż pisanie tekstu na kilkanaście stron, który za samą długość nie będzie czytany.
      Gwoli jednak ścisłości co do faktów historycznych i sformułowania „od zawsze” to już od czasów Piastów słowiańszczyzna traktowana była jako tereny do ekspansji, a ludność jako gorszy sort chrześcijaństwa. Od czasów Mieszka I do Jagiełły na władców Polski nałożono pond 20 klątw kościelnych, co wiązało się z możliwością najazdów na nasz kraj bez żadnych konsekwencji. Królowie musieli się godzić na różne narzucane zasady, które nigdy nie były dobre dla kraju, że wspomnę choćby rozbicie dzielnicowe, które według ostatnich badań okazuję się, że zostało narzucone przez Watykan. Nie podlega przecież żadnej dyskusji fakt, że w ówczesnym świecie papierze watykańscy wywodzili się z możnowładców Niemieckich i Francuskich. Przejdźmy do nowszych dziejów, co zrobił dla Polaków Napoleon? Czym odpowiedziała Hitlerowi Francja i Anglia w 1939? Kogo zabrakło na zachodniej „alianckiej” defiladzie zwycięstwa? To tylko takie szybkie fakty, a artykuł bardziej szczegółowy może za Pana radą niebawem popełnię.

      Jeśli zaś chodzi o Węgrów to oczywiście oficjalnie nie są Słowianami, ale najnowsze badania genetyczne wskazują jednoznacznie, że najliczniejsza grupa społeczeństwa węgierskiego ok. 30 % posiada haplogrupę genetyczną R1a1, która uznawana jest za słowiańską. Dla porównanie w Polsce występuję ona najliczniej i szacowana jest na ok. 58%, a w słowiańskich Czechach na 34%. Czy możemy więc uznać Węgrów za Słowian? Trudno jednoznacznie określić, ale na pewno łączy nas więcej niż dzieli i na tym należy budować wspólną przyszłość. Partnerskie relacje w ramach V4 są możliwe w oparciu o wspólna historię i tradycję, natomiast w kontaktach z Zachodem, możemy je uzyskać tylko przez pryzmat siły.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *