GMO, czyli jak trucizna staje się witaminą, a kłamstwo prawdą

Obecna epoka została okrzyknięta „erą informacji”. Większość z nas zachwyca się szybkością przekazów informacyjnych, ilością możliwości, które umożliwiają nam ten przekaz, etc. Problem pojawia się, jeśli przyjrzymy się na ile to, co nam jest prezentowane jest wiarygodne, czyli na ile jest dla nas użyteczne lub pomocne. Czemu ma służyć kreowanie elit „intelektualnych”, „kulturalnych”, czyli obecnych kacyków, przez media i grupy wpływów (finansowych szczególnie). Przepiękna diagnoza została odważnie postawiona na naszej, polskiej ziemi i jest trafna, niestety, także w odniesieniu do dzisiejszych realiów, czyli decydenci chcą mieć kasę i  władzę, ale nie udostępniać rzetelnej wiedzy: „Którzy chlipiecie z „Naje Fraje”/Swą intelektualną zupę,/Mądrale, oczytane faje,/ Całujcie mnie wszyscy w dupę”. (J.Tuwim)

Moje powoływanie się na Pana J. Tuwima, który odważnie określił „białe kołnierzyki”, „inteligentów” i jak ich tam jeszcze zwali jako „uczone małpy, ścisłowiedy” znajdzie swoje odniesienie w artykule.  Osobiście wolę wiedzę praktyczną, „ludową”, a to dlatego, że babcia czy mama  poda swojemu dziecku środki przetestowane od pokoleń – nic takiego, co mogłoby mu zaszkodzić. Nawet w historycznych opracowaniach rozwoju nauk przyrodniczych, etc. wielokrotnie spotykałam twierdzenia, że badacze prowadzili badania, by potwierdzić wiedzę, którą cierpliwie udostępniali im chłopi, wiedze wzbogacaną od stuleci, którą ojcowie rodzin przekazywali synom i wnukom. Dziś wiele rozsądnych osób, pyta w internecie o co chodzi koncernom medyczno-farmaceutycznym. W dzisiejszych realiach naukę i na jej bazie specjalistów można wykreować niemalże ze wszystkiego i wszystkich : moskitów, celebrytów, kosmitów,….,  czyli plotki, (które często powtarzane w założeniach tych, którzy je rozpowszechniają) mają zostać utrwalone jako prawdziwa wiedza i rozwijaniu tej wiedzy służyć.

GMO jest tematem, do którego specjaliści z koncernów od wielu lat próbują przekonać naukowców z różnych dziedzin, przekonując że jest to sposób na bezpieczną i wartościową produkcję żywności. Co jest zastanawiające nikt dotychczas nie odpowiedział na proste pytanie, jakie argumenty za tym przemawiają za tym bezpieczeństwem? Aby matka mogła spokojnie podać te produkty żywnościowe swojemu dziecku żywność ta powinna spełniać szereg wymogów i przejść mnóstwo atestów. Dostępne materiały przeczą teorii o zdrowiu i bezpieczeństwie tych produktów.   Obecne autorytety naukowe stwierdzają, że nadal niewiele wiadomo i nie możemy jednoznacznie negować ich szkodliwości.   Trzeba zaryzykować, a więc sprawdzić na własnej skórze, ich ewentualna szkodliwość jest udowadniana i wciąż w trakcie badań. Jednocześnie naukowcy bazujący na doświadczeniach i zgromadzonej wiedzy żądają wyjaśnień, dlaczego udowodnione tezy są sprzeczne z ich i ich mocodawców oczekiwaniami. Prof. Michał Kleiber wyraża pogląd, że jeśli: „Organizmy GM nie mają nic wspólnego z tradycyjnym procesem krzyżowania, przełamują bowiem tradycyjne bariery międzygatunkowe. To jednak trudno pogodzić z teorią ewolucji – w jaki niby sposób przed 600 mln lat ze stworzeń jednokomórkowych powstały kręgowce, a potem homo sapiens?”.

Prosiłabym, by Pan Profesor podał mi szereg badań biologicznych dokonanych w celu potwierdzenia teorii ewolucji. Bo w praktyce krzyżówki międzygatunkowe określane są jako „hybrydy” np. muły.  Płodność u nich jest kilkuprocentowa, niemalże równa pomyłce statystycznej.

Awantura wokół GMO trwa i ociera się o najbardziej uznanych specjalistów i największych bankierów. „Rząd dusz” potencjalnych pacjentów, ich zdrowie i portfele są gratką nie do pogardzenia. F. William Engdahl, Princeton University zacytował opinię redaktora naczelnego „The Lancet”, najbardziej prestiżowego i wiarygodnego naukowego czasopisma medycznego, w której dr Richard Horton stwierdził, że dobra wiadomość jest taka, że nauka zaczyna poważnie traktować niektóre z jej najgorszych wad. Zła wiadomość jest taka, że nikt nie jest gotowy do podjęcia pierwszego kroku w celu oczyszczenia systemu. Korupcja przemysłu medycznego na świecie jest ogromnym problemem, może bardziej niebezpiecznym niż zagrożenie ze strony wszystkich wojen.

Czy mamy aż tak ślepą wiarę w naszych lekarzy, bądź zostaliśmy poddani zbiorowej hipnozie, że kierując się powszechną opinią o zawodzie lekarza uważamy, że są nieomylni? A z kolei czy lekarze, wiedząc co dzieje się ze zdrowiem społeczeństwa , mają tak ślepą wiarę w czasopisma medyczne, w których zaleca się nowe lekarstwa lub szczepionki jako panaceum na różne dolegliwości? Dlaczego ci, którzy powinni być strażnikami naszego zdrowia  tak pośpiesznie podadzą nowe leki  bez rozważania i dogłębnej analizy? R.Horton nie jest odosobniony w krytycznych opiniach o tzw. publikacjach naukowych, jednoznaczną opinię wydał dr Marcia Angell, lekarz i przez wiele lat redaktor naczelny “New England Medical Journal”, stwierdzając, że „po prostu nie można już uwierzyć w opublikowane wyniki badań klinicznych, ani nawet polegać na ocenie zaufanych lekarzy i ich wskazówkach medycznych. Nie mam przyjemności z tego wniosku, do którego doszedłem wolno i niechętnie przez dwie dekady jako redaktor naczelny „New England Journal of Medicine”. Dr Harvey Marcovitch, pediatra, który badał i pisał o oddziaływaniu korupcji na wyniki testów medycznych i ich publikacji w czasopismach medycznych, stwierdził wprost, że badania wykazujące pozytywne (czyli korzystne dla sponsorów) wyniki dla rozważanego leku lub urządzenia/sprzętu są częściej publikowane niż „negatywne” badania. I dalej ocenił wręcz, że to redaktorzy są częściowo winni za to, gdyż tak już jest ze sponsorami komercyjnymi, że metodologicznie dobrze prowadzone badania z niekorzystnymi wynikami (dla tych finansujących badania) raczej nie ujrzą światła dziennego …”.

Jedynie „The Lancet” opublikował (gratuluję odwagi Panu Redaktorowi Naczelnemu) wyniki badań  Arpad Puszta,  pomimo sześciu negatywnych opinii.  Usiłowano kwestionować, a co najmniej odnosić się z przekąsem do wyników badań podanych przez prof. Gilles-Eric Séralini, aż do momentu wygrania przez niego procesu z Mosanto w styczniu 2011 r. Widocznie wyniki jego badań wyraźnie wskazujące na szkodliwość GMO sfrustrowały grupy ich popleczników. Ale czy można pominąć „The Lancet” – uchodzący za jeden z najbardziej prestiżowych czasopism medycznych? Cóż,…,  tam był dowód, że GMO ma szkodliwe oddziaływanie dla środowiska naturalnego i bardzo niekorzystny wpływ na ludzkie zdrowie. Odniesienie mediów i występujących w nich „autorytetów” wyraźnie wskazuje na to, że kreują one „prawdę jedynie słuszną”, ale my takiej prawdy doświadczyliśmy w PRL-u.

Może spróbuję zastosować przeciwwagę. Po odważnym wystąpieniu Arpad Puszta osoby  które publikowały w „The Lancet” uznały, że jest to pismo, dla którego liczy się obiektywna, udowodniona prawda naukowa ważna dla ludzkiego zdrowia. Publikowało w nim wielu wybitnych lekarzy, których doświadczenie i zasługi przełożyły się na rozwój międzynarodowej współpracy naukowej w tym  praktyczny i dobrze zorganizowany prof. John S. Duncan, który był ambasadorem swoich pacjentów, neurochirurg William FJ Harkness, któremu pacjenci za pośrednictwem redakcji „The Guardian” czy „The Telegraph” dziękowali za „cuda wyleczeń”. Podałam przykłady specjalistów uznanych przez świat medyczny i wdzięcznych pacjentów. Idąc głębiej w strukturę środowiska naukowego, te powyżej wymienione osoby są członkami UCL (University College London),  tym samym najbardziej znaczącej globalnej sieci  medycznej i naukowej. Biorąc pod uwagę, że współpraca UCL, UCL Partners, Yale University and Yale-New Haven Hospital została ogłoszona w październiku 2009r.,  czy którykolwiek z nich ryzykowałyby utratę swoich osiągnięć, czy narażałby autorytet Korony Brytyjskiej, która przyznała prof. Sir Davidowi Fishowi, brytyjskiemu współtwórcy tej naukowej i medycznej sieci oraz realizatorowi tych naukowych osiągnięć, tytuł szlachecki? Wątpię.

Możliwe, że z zasług tych naukowców, którzy pracują dla dobra i zdrowia innych ludzi, zdają sobie sprawę nieliczne jednostki, pacjenci i współpracownicy, którzy bezpośrednio mogą ocenić ich wiedzę. My jesteśmy ograniczani do tego, co publikują i o czym zapewniają nas media.

P.S. Zgodnie ze wskazaniami swojego rodaka eksperci węgierskiego Urzędu Kontroli Rolnictwa i Żywności wykryli zmodyfikowaną genetycznie kukurydzę na farmach na terenach przygranicznych ze Słowacją. Kukurydza została ukryta w zasiewach naturalnych roślin na polach o łącznej powierzchni 2500 hektarów (!!!).

Ode mnie: a komu na tym zależało, na „przemyceniu” tych zasiewów? Obecnie na Węgrzech jest zakaz uprawy GMO. W UK, konkretnie w Walii powołano w 2003 r. GM Free Network of Regions, która skupia ponad 50 regionów europejskich, promujących obszary wolne od GMO zgodnie z prawem EU. Z jednej strony UE promuje zdrową żywność, a z drugiej (bocznymi drzwiami) wprowadza żywność z Kanady która aż kapie GMO.

Czy nadal uważacie Państwo, że idziemy we właściwymi kierunku a nowotwory już w łonie matki to tylko nieszczęśliwe zdarzenie?

Zainteresowanych odsyłam do:

  1. William Engdahl, Shocking Report from Medical Insiders,
    http://journal-neo.org/2015/06/18/shocking-report-from-medical-insiders/, [stan strony z dn. 26 maja 2017].

Ibidem. Opinia  Dr. Marcia Angell, lekarz i przez wiele lat redaktor naczelny “New England Medical Journal (NEMJ)”: “It is simply no longer possible to believe much of the clinical research that is published, or to rely on the judgment of trusted physicians or authoritative medical guidelines. I take no pleasure in this conclusion, which I reached slowly and reluctantly over my two decades as an editor of the New England Journal of Medicine”.

Christopher Hazel,  GMOs – The AFBV convicted of defamation against G.-E. Séralini , http://www.gmwatch.org/en/latest-listing/1-news-items/12814-victory-for-prof-seralini-and-independent-science, /stan strony na dzień 26 maja 2017/,

GMO news related to United Kingdom,  http://www.gmo-free-regions.org/gmo-free-regions/united-kingdom.html, /stan strony z 26 maja 2017/.

 

894total visits,4visits today

Beata Adamczyk

Przedsiębiorca, realizująca projekty budowlane (mieszkalne, gospodarcze). Ekspert ds. rolnictwa oraz żywności genetycznie modyfikowanej. Doktor nauk społecznych (praca doktorska obroniona na Wydziale Zarządzania i Administracji Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach), członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Współpracowała z redakcjami telewizyjnymi, prasowymi, pasjonatka tenisa, autorka opracowań historycznych o tematyce kulturalnej, politycznej, socjologicznej.

3 thoughts on “GMO, czyli jak trucizna staje się witaminą, a kłamstwo prawdą

  • 2 czerwca 2017 at 12:49
    Permalink

    Na komentarz osoby „Karo” należy odpowiedzieć, że nie jest prawdą, jakoby GMO, czy uprawy transgeniczne stanowiły nadzieję dla obszarów dotkniętych brakiem pożywienia. Tu nie chodzi o złą wolę naukowców ( choć czasami i to się zdarza ), ale idzie tu o pełną wiedzę potwierdzoną doświadczalnie, że ta ingerencja w struktury molekularne i chromosomalne roślin nie przyniesie skutków złych i dotąd nieprzewidywalnych. Jeśli autor takiego komentarza posiada wiedzę wykluczającą wszelkie obawy, to oczekuję, że się z nami nią podzieli i rozwieje wszelkie wątpliwości. Ale wszystko jednak wskazuje na to, że poważne zastrzeżenia są, możliwe skutki nie do przewidzenia, a dodam, że dla wielkich korporacji manipulacja informacjami, czyli okłamywania społeczeństwa, to chleb powszedni, gdy idzie o gigantyczne zyski.

    Reply
  • 30 maja 2017 at 14:19
    Permalink

    GMO to temat rzeka, często bardzo upraszczany i krytykowany (głównie dlatego że mają w nim zysk właśnie koncerny). Ale czym różni się krytykowany koncern monsanto od np. Pepsi czy Coca-coli? Niczym bo oba, jak z reszta każda firma na świecie łącznie z tą prowadząca sprzedaż tzw. biologicznych produktów kieruje się zyskiem. Coz pepsi nikt nie pozywa za odbieranie zdrowia tym którzy ja piją… Taka natura rynku! Wszyscy po prostu uparli się na monsanto jeśli pojawia się wzmianka o gmo…

    Taki artykuł jak ten jako źródła powinien podawać prace naukowe które tutaj nie są zacytowane bezpośrednio co już według mnie budzi wątpliwości. I najchętniej konkretne przykłady, byśmy mogli wyjść mądrzejsi po jego przeczytaniu.

    Ja pozwolę sobie sparafrazować wypowiedz kogoś kto zajmuje się tematem Gmo w mediach i na świecie od ponad 10lat: my w krajach rozwiniętych możemy pozwolić sobie na bycie wybiórczym i szkalowac gmo na prawo i lewo, bo my mamy wybór i nie chodzimy głodni. Są jednak miejsca na świecie gdzie „naturalna” (tradycyjna) uprawa roślin nie jest tak oczywista i tam GMO mogłoby być zbawieniem i lekarstwem przeciw głodowi.

    GMO nie jest złem samym w sobie i naukowcy nie dążą do zagłady ludzkości poprzez ten rodzaj modyfikacji. Jakoś nie ma sprzeciwów przeciwko napromieniowaniu roślin by je modyfikować (wtedy nie są to GMO). Trzeba najpierw zrozumieć technologie a dopiero potem można ja krytykować.

    Reply
  • 28 maja 2017 at 22:05
    Permalink

    Pani Beato, z dużym zainteresowaniem przeczytałem Pani artykuł, tym większym, że porusza kilka istotnych problemów. Jednym z nich jest wiarygodność coraz liczniejszych różnych teorii dotyczących naszego zdrowia przy jednoczesnym negowaniu wielopokoleniowych doświadczeń i wiedzy. Nie negujemy postępu medycyny i farmacji, tylko dlaczego wielu naukowców podważa wielowiekowe doświadczenie lecznictwa dziś nazywanego alternatywnym ? Przecież nie istnieje nic takiego, jak medycyna alternatywna, to pojęcie zostało wymyślone na potrzeby zdyskredytowania jakichkolwiek metod, które nie przynoszą zysku koncernom farmaceutycznym. Inna sprawa to żywienie. Niby dlaczego mamy uwierzyć, że uprawy transgeniczne nam nie zaszkodzą i nie zniszczą nam życia ? Czy tylko dlatego, że grupa ludzi czerpiąca ogromne zyski chce, byśmy bezkrytycznie w to uwierzyli ? Bo tak wynika z narracji zapoczątkowanych przez pewnych naukowców i pochwyconych przez wszechobecne media. I do Pani wiadomości, kiedyś przed laty lekarze informowali mnie, że z wszelkich „badań” wynika, że jeśli nie chcę stracić wzroku, to nie powinienem spożywać………..i tu długa lista tego wszystkiego, czego winienem unikać. Wracałem do domu przygnębiony; jak tu żyć, skoro został mi chleb i woda ( trochę przesadzam, ale niewiele ) .I oto po kilkudziesięciu latach mój wzrok ani trochę się nie pogorszył. Dlaczego ? Ponieważ słuchałem starszych i doświadczonych życiem osób !Wniosek : szanujmy naukowców, wyniki różnych badań, ceńmy postęp naukowo techniczny pamiętając jednak o zdrowym rozsądku i odpowiedzialności. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za artykuł, który bombardując umysł pobudza do intensywnego myślenia (mimo niedzielnej popołudniowej duchoty).

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *