Elektromobilność – czy jesteśmy na nią gotowi ?

Elektromobilność – problematyka

Od pewnego czasu przekazy medialne serwują nam informacje o dokonującym się postępie w zakresie coraz nowocześniejszych i przyjaznych dla środowiska konstrukcji pojazdów z napędem elektrycznym. Rzecz jasna, że chodzi tu głównie o samochody osobowe bądź dostawcze, autobusy z możliwością zastosowania ich w komunikacji miejskiej, lub też pojazdy jednośladowe (motocykle, skutery i rowery). Takie wiadomości intrygują obywateli – w przekonaniu większości takie pojazdy mają być bez porównania tańsze w eksploatacji, ciche i bardziej niezawodne. W czasach chwiejących się cen paliw płynnych z tendencją rosnącą, zainteresowanie możliwością przesiadania się na pojazdy napędzane prądem elektrycznym wydaje się być zupełnie zrozumiałe.

Wyraz takim oczekiwaniom dają coraz liczniejsze oferty zagranicznych koncernów motoryzacyjnych; kto myśli bardzo ekologicznie, a do tego odczuwa nadmiar pieniędzy, może już dziś nabyć samochód w pełni elektryczny. Jeśli nabywca ma pewne wątpliwości, to pozostaje kupno auta z napędem hybrydowym – to wspaniałe rozwiązanie, gdyż w zakorkowanych miastach z małymi prędkościami poruszamy się za pomocą silnika elektrycznego, a potem przy większej prędkości automatycznie załącza się silnik spalinowy.

Za postępem w dziedzinie wdrażania pojazdów elektrycznych w świecie zachodnim nie chce w tyle pozostawać Polska, czemu dał wyraz w licznych wystąpieniach pan Premier RP Mateusz Morawiecki. Nie pamiętam, ile swoich przemówień pan Premier temu zagadnieniu poświęcił, ale nie sposób zapomnieć tego jednego porównującego narodowy polski program wdrażania elektromobilności do pamiętnego amerykańskiego programu badań kosmicznych z sukcesem sześciokrotnego lądowania na księżycu. Tak daleko idąca deklaracja szefa polskiego rządu w połączeniu z determinacją w dobrze zaplanowanym działaniu wygląda co najmniej zachęcająco i może napawać optymizmem.

Jednak już dość pobieżna analiza problemu wdrażania pojazdów elektrycznych i ewentualne zastępowanie nimi pojazdów spalinowych ukazuje złożoność i wieloaspektowość tego zagadnienia wraz z nieuchronnymi trudnościami, które trzeba będzie rozwiązać, jeśli Polacy zechcą przesiadać się do aut napędzanych prądem elektrycznym. Poniżej przedstawię kilka istotnych uwag, ale – co mocno zaznaczam – nie wyczerpie to całej złożoności podjętego tematu.

Potrzeba pozyskania dużej ilości energii elektrycznej

Zapewne każdy zdaje sobie sprawę z tego, że każdemu pojazdowi w zależności od jego masy,  trzeba dostarczyć określoną ilość energii, aby ta została zużyta na pracę mechaniczną. Tradycyjnie w samochodach lub motocyklach spalinowych energia ta jest gromadzona w postaci paliwa płynnego (benzyny, oleju napędowego), bądź też gazowej mieszanki (LPG). Natomiast w elektrycznych źródłem są zazwyczaj specjalne zestawy baterii akumulatorowych o pojemności na tyle dużej, że pozwalającej na zasilanie silników elektrycznych auta i tym samym pokonanie określonego dystansu. O ile z perspektywy pojedynczego użytkownika sprawa jest dość błaha, o tyle problem zaczyna się, gdy rozważamy powszechną dostępność i masowe użytkowanie pojazdów wyłączne elektrycznych. Spójrzmy na to w sposób następujący; zgodnie z założeniami pana Premiera RP w czasie kilku najbliższych lat w Polsce będzie użytkowanych co najmniej milion samochodów w pełni elektrycznych. To oczywiście wymaga dostarczenia energii elektrycznej. Jak wielkiej? Dokonam tu pewnego uproszczonego oszacowania, ale bardzo realnego. Załóżmy, że przeciętna pojemność baterii w samochodzie elektrycznym wynosi 50KWh (kilowatogodzin). Taką wartość przyjąłem, bowiem pojemności  baterii w autach elektrycznych wahają się od 42KWh do 60KWh, a w niektórych nawet więcej (według danych technicznych producentów). Zakładam także, że użytkownicy takich aut będą jeździć dość dużo, przeto baterie będą doładowywane często – przyjmijmy, że 200 razy w roku (to tylko taki matematyczny przykład). W takim realnym założeniu każdy kierowca rocznie zużyje energię elektryczną do ładowania swego pojazdu w ilości 50KWh razy 200 doładowań w ciągu roku, czyli 10000KWh. Mnożąc tę wartość przez jeden milion planowanych przez pana Premiera aut elektrycznych otrzymujemy wartość 10 miliardów KWh dodatkowej  energii elektrycznej. Jeśli do tego dodamy ambitne plany wprowadzenia autobusów elektrycznych do komunikacji miejskiej (nie bardzo wiem, w jakiej liczbie!), to można się spodziewać na wstępie wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną do poziomu co najmniej 15 miliardów kilowatogodzin rocznie. Biorąc pod uwagę zużycie energii elektrycznej w ostatnich latach w Polsce, stanowi to znaczący wzrost  i – jak się zdaje – byłby on zdecydowanie większy od dotychczasowego. Tak dla przykładu  zużycie energii elektrycznej narastało od około 155 miliardów KWh w 2010 roku do niespełna 161.5 miliardów KWh w 2015 roku. Ten przykład pokazuje, jak znaczący wzrost zapotrzebowania na prąd elektryczny mógłby nastąpić, gdyby zrealizował się plan pana Premiera RP; zamiast i tak już kłopotliwego wzrostu zużycia energii elektrycznej w czasie 5 lat o 4 % do 6 %  nastąpi dodatkowy na poziomie 10%, a w przypadku dalszej ekspansji elektromobilności w Polsce zapotrzebowanie na prąd elektryczny może wzrosnąć nawet do 20%. Oczywiście  problem jest bardziej złożony, albowiem poziom zapotrzebowania na energię elektryczną jest dość mocno zróżnicowany w różnych regionach Polski.

Ale energia elektryczna nie bierze się znikąd – trzeba ją pozyskać. Dziś głównym źródłem jej wytwarzania są paliwa kopalne, w zdecydowanej większości węgiel kamienny i brunatny. Dość znaczny udział w produkcji energii elektrycznej mają tak zwane elektrownie wodne, natomiast bardzo mizernie przedstawia się pozyskiwanie prądu elektrycznego ze źródeł odnawialnych (energia słoneczna, siłownie wiatrowe, czy źródła geotermalne). Moim zdaniem dyskusja o wdrażaniu masowego użytkowania samochodów i autobusów elektrycznych winna właśnie zacząć się od problemu szeroko pojętego programu wytwarzania energii elektrycznej z wymienionych źródeł odnawialnych. Temat jest niezmiernie poważny, albowiem już dziś nietrudno znaleźć wypowiedzi specjalistów z branży energetycznej wskazujących na obawy deficytu w możliwościach korzystania z prądu elektrycznego. Specjaliści podnoszą, że wielkie generatory mocy pracują już na granicy swych możliwości, co oznacza, że przy silnym wzroście zapotrzebowania energii elektrycznej może jej po prostu zabraknąć!

Nie zapominajmy, że nawet budowa nowych bloków energetycznych zasilana paliwami kopalnymi oznacza dodatkowe znaczne zwiększenie emisji toksycznych związków chemicznych, o czym już pisałem w jednym z artykułów na „Bastionie Dialogu”. Pozwolę sobie jedynie przypomnieć, że ten problem w Polsce nadal jest w powijakach.

Polityczne show nie służy programom rozwojowym

Dlatego uważam, że pan Premier wpadając w zrozumiały zachwyt nad ekologicznymi samochodami elektrycznymi winien położyć nacisk na planowe zintensyfikowanie wytwarzania prądu elektrycznego przy znacznie większym, niż dotychczas wykorzystaniu źródeł odnawialnych. Możliwości te są z natury rzeczy i tak ograniczone, ale powszechniejsze montowanie odpowiednich instalacji może skutkować znacznym zwiększeniem pozyskiwania energii elektrycznej i tym samym  znacząco wypełnić lukę w jej deficycie w przyszłości.

Niestety, przykładowo instalacje solarne (zestawy paneli słonecznych) nadal są dość kosztowne i dla przeciętnego obywatela mającego własny dom po prostu nieopłacalne. Państwo nie dopłaca gospodarzowi z tytułu zakupu i montażu takiej instalacji, a konieczność poniesienia sporych kosztów  raczej zniechęca. Tymczasem panele słoneczne powinny być montowane wszędzie tam, gdzie tylko jest to możliwe. Przypomnę, że instalacje solarne sprawdzają się najlepiej w okresie od marca do października z powodu kątowo dużej wysokości słońca nad horyzontem; w okresie jesienno – zimowym taka instalacja jest bardzo mało wydajna z powodu krótkich dni i położenia słońca nisko nad horyzontem.

Podobnie sprawa wygląda z siłowniami wiatrowymi   –  te wymagają jeszcze oddzielnego opracowania ze względu na specyfikę swojej konstrukcji, ale przepisy regulujące produkcję energii elektrycznej przez prywatne podmioty i jej odsprzedanie bynajmniej nie są zachęcające.

Oczywiście można by podjąć trudny temat pozyskiwania energii geotermalnej, być może opiszemy to na „Bastionie Dialogu” , bowiem problem jest niezmiernie ciekawy……i niestety złożony.

W każdym bądź razie dochodzimy do istotnej konkluzji;

Nie możemy poważnie dyskutować o wdrażaniu w naszą polską rzeczywistość masowego stosowania samochodów elektrycznych, jeśli nie zainicjujemy programu pozyskiwania znacznych ilości energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych i nie stworzymy w tym celu  sprzyjających dla obywateli warunków prawnych i finansowych. 

W przeciwnym wypadku elektromobilność nadal pozostanie w sferze ambitnych marzeń dalekich od rzeczywistości.

Punkty  doładowania baterii akumulatorów samochodowych

W dotychczas oferowanych przez różnych producentów samochodach elektrycznych zgromadzonej w akumulatorach energii wystarcza na przebycie dystansu od 250km do około 500km, przy czym podane wartości zależą od  konstrukcji pojazdów i ich specyfikacji technicznej, jak również od szeregu innych warunków, w tym także temperatury otaczającego powietrza. Gdy elektroniczny wskaźnik sygnalizuje nadmierne rozładowanie się baterii, trzeba czym prędzej podłączyć auto do źródła prądu celem uzupełnienia zapasu energii. Temu celowi służyć mają tak zwane „ładowarki”- w praktyce są to specjalne słupki, do których została doprowadzona odpowiednio wytrzymała instalacja zasilana zazwyczaj napięciem międzyfazowym (380V) z możliwością ładowania napięciem fazowym (230V). Są to ładowarki dużej mocy, skoro doładowanie baterii o pojemności około 50KWh ma zająć niecałe półtorej godziny. Takie punkty doładowania pojazdów elektrycznych są absolutnie niezbędne, albowiem większość naszych domowych instalacji do tego celu się nie nadaje – wtedy albo ładowanie baterii trwałoby bardzo długo, albo też zniszczeniu uległaby domowa instalacja z powodu poboru prądu o znacznym natężeniu.

Tu zaczyna się problem. Jeśli pan Premier naprawdę poważnie myśli o wdrożeniu tak zwanej elektromobilności na terenie  Polski, to wspomniane dobrej klasy ładowarki są bezwzględnie konieczne. Powinny być one dostępne praktycznie wszędzie: na parkingach, na stacjach benzynowych, w otoczeniu hipermarketów, przy urzędach, szpitalach, jednym słowem w każdym możliwym miejscu. Instalowanie ładowarek winno być uwzględnione  także przy  budynkach mieszkalnych. Wszystko po to, by w przyszłości kierowcy aut elektrycznych nie musieli się martwić, czy zdołają dojechać do danego punktu, zanim w bateriach zabraknie prądu. W przeciwnym razie nierzadki byłby widok ludzi pchających swój wehikuł do oddalonej ładowarki – „mam go, ale pcham go”.

Ile takich ładowarek powinno być na terenie kraju? Trudno tu rzucać konkretnymi liczbami, ale z pewnością bardzo wiele, stosownie do rozwoju elektromobilności być może nawet wiele tysięcy lub grubo ponad milion! Bez wątpienia jest to bardzo istotny problem i stanowi on poważne wyzwanie techniczne i finansowe. Ostatnie oficjalne komunikaty medialne, że oto PKN „ORLEN” zamierza w 2019 roku zainstalować 150 takich profesjonalnych ładowarek, są co najmniej kuriozalne; owszem, 150 ładowarek to dobry początek pod warunkiem, że w każdym większym mieście.

Niejako przy okazji warto zapytać o koszty, jakie właściciel auta elektrycznego poniesie za doładowanie baterii, czyli jak dużo zapłacimy za prąd? Problem w tym, że nawet potencjalni nabywcy takich pojazdów nie mają jasnej sytuacji co do wysokości opłat, jakie będą musieli ponieść. Z nieoficjalnych doniesień wynika jednak, że strona rządowa nie planuje wprowadzać dodatkowej akcyzy za pobór energii z ładowarek (jeszcze). Deklaracje to jedno, a jak będzie? ,…., – życie pokaże.

Samochód elektryczny – czy warto go kupić?          

Z roku na rok coraz częściej w salonach sprzedaży samochodów różnych firm klienci są informowani o możliwości nabycia auta z napędem wyłącznie elektrycznym, bądź z tak zwanymi napędami hybrydowymi. Te ostatnie są – jak się zdaje – zdecydowanie chętniej kupowane ze względu na bezdyskusyjnie znaczącą oszczędność w zużyciu paliwa, szczególnie w ruchu miejskim. Ich właściciele nie ukrywają zadowolenia, pojazdy takie spalają zdecydowanie mniej paliwa płynnego, co korzystnie przekłada się na koszty eksploatacji. Jak natomiast wygląda sprawa z ofertą samochodów w pełni elektrycznych?

Szukając odpowiedzi na tak postawione pytanie, skorzystałem z uprzejmości pracowników pewnego autoryzowanego sprzedawcy samochodów. Zaintrygowała mnie oferta w pełni elektrycznego nowego modelu auta. Jest to pojazd o dobrze dopracowanym designie, wykończenie wnętrza co najmniej zachęcające, bardzo komfortowy dla kierowcy, jak i pasażerów obok lub na tylnej kanapie. Silnik elektryczny o mocy 90 koni mechanicznych sprawia, że pojazd jest zdolny do dość mocnego przyspieszenia  i bardzo cicho pracuje. Producent zapewnia o znakomicie działającej klimatyzacji dzięki specjalnemu układowi wymiany ciepła  – to niezmiernie ważne w upalne dni lata i mroźne zimą. Samochód ten wyposażony jest w akumulator trakcyjny, jednym z nich jest  typ R90 Z.E.40 . Podłączony do ładowarki trójfazowej o mocy 22 KW „napełnia” się energią  w czasie dwóch godzin i czterdziestu minut, z możliwością skrócenia tego czasu przez podłączenie do gniazda o większej mocy. To pozwala na przebycie odległości latem około 300 km, a  w warunkach zimowych 200 km.

Niestety, nie czas ładowania, lecz cena takiego auta wprost zwala z nóg – razem ze wspomnianym typem akumulatora i w zależności od wyposażenia  wynosi ona około 145 000 złotych! Za takie pieniądze można nabyć dwa zupełnie przyzwoite auta z oszczędnymi silnikami spalinowymi z pięcioletnią gwarancją. Co więcej, okazuje się, że po pięciu latach pojemność akumulatora spada do poziomu 70% pojemności znamionowej, co kwalifikuje go do wymiany, a to oznacza koszt…..ponad 40 000 złotych. Jeśli do tego dołożymy brak łatwej dostępności to terminalu ładowarki, to jako zachęcony początkowo klient odchodzę zawiedziony – przynajmniej chwilowo, bowiem nadal jestem pełen nadziei, że ten stan rzeczy ulegnie zmianie. Ponownie wracamy do wspomnianego wcześniej problemu, czyli powszechnej dostępności do ładowarek, które nielicznie rozmieszczone (czyli ich brak) może zniechęcać nawet zamożniejszego nabywcę.

A co z polską myślą techniczną i rodzimym samochodem elektrycznym?  

Od kilku lat z różnych źródeł dowiadujemy się o szumnych zapowiedziach ponoć trwających intensywnych prac nad polskim samochodem elektrycznym. Niewątpliwie prace badawcze trwają między innymi na Politechnice Śląskiej jak również w innych ośrodkach w kraju. Prawdą jest jednak, że – jak dotąd – nie został zaprezentowany ani jeden konkretny model auta elektrycznego osobowego, który w najbliższej przyszłości można by zacząć produkować.  Owszem, upubliczniono nawet pewne wizualizacje takich modeli, zapomniano chyba jednak, że na samej wizualizacji nigdzie nie zajedziemy. Doprawdy nie wiem, czy taki stan rzeczy wynika z braku odpowiednio dużych pieniędzy na prace badawczo – rozwojowe, czy też przyczyna leży zupełnie gdzie indziej.

Jak to możliwe, że Polska mogąca poszczycić się tak znakomitą kadrą naukowo – techniczną nie jest wstanie zaprojektować i wdrożyć naprawdę udanego samochodu elektrycznego?   

Tymczasem konkurencja nie śpi. Co pewien czas kolejne zagraniczne koncerny oferują nam coraz lepsze pojazdy z napędem elektrycznym, z coraz większym zasięgiem przebiegu po jednym ładowaniu baterii.

Wiemy, że już w niektórych krajach prowadzone są prace nad zastosowaniem wodoru, jako „paliwa” będącego źródłem dużej ilości energii elektrycznej – taki pojazd byłby wyposażony w zbiornik wodoru, który w drodze przemysłowej dość łatwo jest pozyskać.

Zaawansowane są też prace nad wdrożeniem akumulatorów polimerowych – ponoć bardziej trwałych i o większej pojemności – niestety nie w Polsce !

A Polska……..,no właśnie, gdzie ten ambitny plan Premiera Morawieckiego o narodowym programie wdrażania elektromobilności na wzór amerykańskiego programu podboju kosmosu ?

Uwagi i wnioski      

Podsumowując ledwie zasygnalizowane  powyżej problemy warto je skrótowo podkreślić, jako priorytetowe :

  1. Wdrożenie elektromobilności – czyli powszechnego używania pojazdów elektrycznych – wymaga koniecznie programu  pozyskiwania jak największej ilości energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych i tworzeniu ku temu sprzyjających warunków prawnych oraz finansowych. Docelowo w ciągu kilku lat udział  ze źródeł odnawialnych winien osiągnąć poziom co najmniej 15% całkowitej energii elektrycznej zużytej w kraju.
  2. Wraz z rosnącą ofertą coraz atrakcyjniejszych aut elektrycznych muszą być niemal wszędzie obecne i dostępne terminale z ładowarkami dużej mocy. To jest absolutnie niezbędny warunek , aby kierowcy zechcieli przesiadać się na auta elektryczne.
  3. Niezbędne są inwestycje w modernizację lub wymianę jakże często przestarzałych linii przesyłowych na terenie całego kraju; wiele z nich ma ponad 50 lat, a wystarczą niewielkie burze czy nawałnice, by przez wiele godzin tysiące mieszkańców było pozbawionych prądu.
  4. Wreszcie rzecz chyba najważniejsza – zainwestowanie dużych pieniędzy w prace naukowo-badawcze zmierzające do stworzenia elektrycznego samochodu, który może stać się produktem eksportowym.

Tak zwana elektromobilność zaczyna dopiero raczkować i stoi przed nią ogromna przyszłość, jest przecież nieodwracalnym kierunkiem postępu technicznego ludzkości. Czy rząd Premiera Morawieckiego podniesie tę „rękawicę” i odważnie podejmie deklarowany program windując polską myśl naukową i techniczną do czołówki państw dynamicznie rozwijających się? Jest jeszcze taka możliwość, program ten z pewnością wygeneruje dziesiątki tysięcy miejsc pracy! W przeciwnym wypadku, gdy rząd nadal będzie brnął w nie kończące się rozdawnictwo socjalne, zamiast inwestować w ogromną szansę dla Polski, staniemy się jedynie konsumentami produktów przysłanych zza granicy. Zachodnie koncerny nawet postawią w Polsce wiele tysięcy  potrzebnych ładowarek, byle tylko mieć u nas rynek zbytu.

A my Polacy ?……jak zwykle zadowolimy się tymi nowinkami, które nam kapną obce koncerny – i nadal na własną prośbę będziemy zaściankiem Europy i świata.

Jarosław Jużyczyński

Ekspert ds. problematyki środowisk osób niepełnosprawnych oraz edukacji dzieci i młodzieży. Pomysłodawca i koordynator wdrożenia systemu Centralna Baza Danych przewidzianych dla środowisk osób niepełnosprawnych. Członek zarządu Towarzystwo Pomocy Niepełnosprawnym w Łodzi. Główny Koordynator Oddziału Województwa Łódzkiego Stowarzyszenia Bastion Dialogu

9 thoughts on “Elektromobilność – czy jesteśmy na nią gotowi ?

  • 8 lipca 2018 at 22:32
    Permalink

    Wytwarzanie energii elektrycznej z paliw kopalnianych, w tym ropa i gaz, plus przesył, mają sprawność ok. 70%. Spalanie bezpośrednie w silniku ma sprawność większą. Toteż z punktu widzenia zużycia energii, el-auto konsumuje więcej niż nowego typu auto na paliwa płynne czy gaz. Produkując el-energię dla el-aut, elektrownie paliwowe emitowałyby ok. 30% więcej spalin niż pojazdy konwencjonalne. Mniej zanieczyszczenia w śródmieściach, więcej na przedmieściach i na wsi wokół elektrowni,

    Obawiam się, że “zakochanie się” Polaków w el-aucie przyczyni się do budowy elektrowni atomowych w Polsce. Może o to chodzi…

    Lepiej wypada auto hybrydowe (silnik elektryczny na małe prędkości, benzynowy na większe); np. hybrydowa Toyota Camry z 2008 spala ok. 5 L/100 km (szosa) i ok. 8 L/100 km (miasto).

    Jeśli rząd rzeczywiście chciałby uplasować nas w czołówce światowej, zamiast małpować bankstersko-korporacyjne trendy, powinien wesprzeć krajowy rozwój i produkcję silnika wynalezionego przez Polaka w Kanadzie. Silnik ten pali ok. 95 mniej paliwa (może być przy tym dość dowolne). https://piotrbein.wordpress.com/2018/01/09/genialny-silnik-polaka-z-kanady-el-auta-i-wodorniki-moraw-icka-wysiadaja-w-przedbiegach-zuzycie-paliwa-moze-byc-palne-byle-co-05-l-100-km-minimum-spalin/

    Gdyby Polska produkowała silniki Hołubowicza dla wszelkich mocy (ciężarówki, sprzęt budowlany, rolniczy i wojskowy, statki, mały sprzęt jak kosiarki i pilarki benzynowe…) i zastępowała stopniowo pożeracze paliwa, to:
    1. Stałaby się potęgą przemysłową.
    2. Nie potrzebowałaby zwiększać produkcji energii elektrycznej.
    3. Zmniejszyłaby swój import ropy i gazu oraz paliw płynnych.

    Ale do tego potrzeba suwerenności, jakiej żaden rząd na smyczy banksterii nie zapewni:
    https://www.youtube.com/watch?v=aBKVfde9mCQ

    Reply
    • 8 lipca 2018 at 23:34
      Permalink

      Szanowny Panie Piotrze, nie ukrywam, że z radością i zainteresowaniem przeczytałem Pański komentarz. Zawarł Pan ciekawe uwagi, ale co do jednej mam zastrzeżenie ; z drugiego zdania w komentarzu wynika, iż sprawność silnika spalinowego miałaby być wyższa niż 70 %. To jest oczywista nieprawda i albo czegoś Pan nie dopisał, lub nienależycie tę uwagę rozumiem. Natomiast zgadzam się z dalszymi uwagami i zawarłem je w artykule. Do Pana wiadomości dodam, że bodajże rok temu w kwietniu pisałem na temat emisji szkodliwych związków chemicznych do atmosfery i zwracałem uwagę, że jeśli radykalnie nie dokona się zmniejszenie toksycznych substancji emitowanych w wyniku spalania węgla, to będziemy jeździć elektrycznymi pojazdami w jeszcze bardziej zanieczyszczonym powietrzu – to niczym samo nakręcające się koło absurdu. Z tego samego powodu, mając także na uwadze Pana uwagi, jestem w pełni przekonany o słuszności tezy, według której elektromobilność musi być poprzedzona zdolnością do pozyskiwania elektryczności ze źródeł odnawialnych i to wszelkimi możliwymi sposobami. Natomiast jeśli chodzi o silniki Hołubowicza i o ile znane są Panu szczegóły dotyczące opłacalności ich produkcji, zastosowania, i wydajnej niezawodnej pracy, to byłbym niezmiernie zobowiązany, jeśli zechciałby Pan napisać i opublikować opracowanie na ich temat podając sprawdzone dane na ich temat. Wspomniany przez Pana problem elektrowni jądrowej jest bardzo złożony pod wieloma względami i wymaga zupełnie oddzielnego opracowania. A może zechce się Pan i tym tematem zająć ? Zapraszam do współpracy w ramach Bastionu Dialogu, ponieważ potrzebujemy ludzi z wiedzą i chętnych do podjęcia opracowań w wielu ciekawych obszarach ( co nie jest łatwe, ale do podjęcia tego trudu zachęcam). Serdecznie pozdrawiam, Jarek Jużyczyński.

      Reply
      • 12 lipca 2018 at 23:38
        Permalink

        Panie Jarku

        Ma Pan rację. Czytam i nie rozumiem co chciałem powiedzieć. Chyba to, że elektryczność ma swe koszty — sprawnościowe przesyłu i emisyjne. U mnie na blogu dyskutant zapytał o różnicę w emisjach el-aut i konwencjonalnych:
        https://piotrbein.wordpress.com/2018/07/09/dyskusja-komu-el-auto-komu-oby-obeszlo-sie-bez-atomu/
        “małe silniczki dymią na potęgę i one są powodem
        smogu w masie samochodów zalewających miasta plus stare piece c.o., w
        których pali się nie wiadomo czym. Co innego wielkie piece elektrowni,
        gdzie proces spalania mozna kontrolować i co ważniejsze zakładać różne
        filtry na gazy spalinowe, również wielostopniowe. teoretycznie znajac
        sklad chem gazów mozna wyeliminować wszystkie zanieczyszczenia, a nawet
        łapać co2 i pakować do butli i gaśnic, tylko kwestia tego, jakie byłyby
        koszty i czy to się koncernom opłaca. Ale to samo ma miejsce w silnikach
        samochodów i ich spalinami – tam rewolucją było dopalanie katalityczne i
        redukcja spalin. Ale czy to im się opłaca?”

        Odpowiedziałem:

        “Jaki jest udział procentowy starych samochodów w Polsce? Tu się już nie odczuwa spalin. Za “dym” policja zatrzymuje …i do inspekcji. Wszystkie starsze wozy muszą przechodzić okresowe testy wydechu. Jak nie zda testu, nie ma pozwolenia jeździć.
        Dzięki temu w Vancouver smogu antropogenicznego nie było od czasu, gdy pracowałem nad analizą zanieczyszczenia powietrza w aglomeracji W. Vancouveru ok. 2000 r. Było parę epizodów z powodu pożarów lasów w regionie. Pojazdy drogowe nadal emitują u nas większość zanieczyszczeń w powietrzu.
        W Kanadzie palić “niewiadomo czym” nie wolno. El-auta w Polsce tego problemu nie rozwiążą.
        Dwutlenek węgla nie jest zanieczyszczeniem powietrza, tylko sraszakiem banksterskim.”

        Silnik Hołubowicza, wykonalność — patrz zbiór zawarty pod linkiem, który podałem powyżej. Np. przeróbka silnika Suzuki na super-sprawny: http://www.gun-engine.pl/suzuki.html
        Przy niewielkim nakładzie z budżetu państwa (ryzyko komercyjne rozdzielone na cały naród), Polska mogłaby zacząć od adaptacji istniejących typów silników, np. z przeznaczeniem na rynek krajowy. Zdobywane doświadczenie i fundusze możnaby pompować w R&D na rozwój hiper-sprawnych silników różnych mocy na rynki globalne.

        Przypomniałem sobie, co u nas w Vancouver stało się, gdy politycy wzięli się za wodornika do autobusów miejskich. Wyprodukowano 20 sztuk, tylko że zapomniano iż nie mamy wytwórni wodoru. Import z odległego Quebec podwoił koszta exploatacyjne, Pojazdy poszły do magazynu i w końcu opylono je. — https://gas2.org/2015/03/10/vancouver-ends-hydrogen-bus-program-amid-high-costs/
        Podobne wpadki będą z pędem do cudów niewidów w Polsce, sądząc z manipulacji politycznej i hajpu populistycznego.

        Co do źródeł energii i elektrowni… Korporacje blokują społecznie pożądane źródła i technologie (energia Tesli) oraz manipulują (w Kanadzie nie wolno mieć własnego generatora słonecznego czy strumieniowego, mus podłączyć się do sieci publicznej).

        Przy tanim gazie jamalskim, czystszym emisyjnie od węgla, czy jest rozsądne marnowanie tak cennego surowca (np. dla przemysłu chemicznego) na spalanie, by napędzać el-auta w Polsce?
        Silnik na sprężony gaz emituje 90% mniej spalin niż benzynowy, przy połowie kosztów paliwa benzynowego — https://en.wikipedia.org/wiki/Compressed_natural_gas

        Wydaje się, że polski hajp nie rozpatrzył alternatyw. Z praw rabunkowego “rynku” wynika, że koszty energii dla el-aut byłyby podobne do paliw płynnych. Mamy to w Kanadzie. Przekonwertowano ogrzewanie z ropy i elektryczności na gaz, dla poprawienia emisji i niższej ceny gazu na jednostkę ogrzewczą. Miałem okazję przetestować to, gdy wysiadł mi piec gazowy c.o. Postanowiłem nie ponieść wysokiego kosztu wymiany pieca, tylko ogrzewać chałupę darmowym drewnem odpadowym z placów budowy (kominek z konwekcją i z elektrycznym popychem w wentylacji na sąsiednie pomieszczenia). Kiedy ogrzewam tylko elektrycznie, rachunek wychodzi jak przedtem za gaz.

        Na obu blogach mam sporo materiałów nt. siłowni atomowych, odpadów i skażenia nuklearnego. Korzystajcie. Nie ufam nowym rewelacjom o rzekomo “bezpiecznym atomie”. Nasi Indianie w Ameryce mieli dwie mądrości:
        “Miejsce uranu jest pod ziemią.”
        “Kiedy ruszysz naturę, musisz znać konsekwencje na 7 pokoleń do przodu.”

        Dziś są oni główną ofiarą: górnictwa uranowego, wzbogacania uranu, wysypisk nuklearnych, spalania przeterminowanej broni uranowej na poligonach wojskowych.

        pozdrawiam

        Reply
        • 13 lipca 2018 at 14:20
          Permalink

          Panie Piotrze, napisał Pan takie zdanie – ” dwutlenek węgla nie jest zanieczyszczeniem powietrz “. Przyznają Panu rację, ale tylko częściowo. Proszę pamiętać, że niczym nieograniczona emisja tego gazu może zdecydowanie niekorzystnie wpływać na globalne ekosystemy, czego skutki są już dziś widoczne. Nie bez powodu podnosi się problem ograniczenia emisji dwutlenku węgla w skali światowej, a dotyczy to wszystkich krajów. Co się tyczy silnika Hałubowicza, skoro jest tak dobry, to zapytam, dlaczego takie kraje, jak Kanada czy USA nie wdrażają go na szeroką skalę; przecież to są kraje, w których wielki biznes nakręca postęp, nie rozumiem więc, dlaczego zarzuca Pan nie stosowanie tego rozwiązania w Polsce w sytuacji, gdy rozwinięte technologicznie kraje odnoszą się do tegoż projektu z dystansem. Teraz rzecz najważniejsza, opłacalność stosowania różnych rozwiązań zależy od tego, jakie surowce ( paliwa) mamy pod ręką i które z nich są łatwo dostępne przy niskich cenach. Pana doświadczenie poniesionych kosztów na ogrzanie domu wcale nie przekładają się na podobne relacje cenowe w Polsce. Dam Panu pewien przykład : gaz ziemny lub propan – butan należą do tańszych, a jednak na wielu wsiach gospodarze ogrzewają swoje domy słomą w piecach do tego dostosowanych. Dlaczego ? Ano dlatego, że słomy mają aż nadto pod dostatkiem i takie ogrzewanie jest dużo tańsze , niż stosowanie instalacji gazowej. Tak więc ekologia i opłacalność nie zawsze idą w parze. Zgadzam się, że wątpliwy jest sens produkcji dodatkowej ogromnej ilości energii elektrycznej kosztem paliw kopalnych ( do nich zalicza się też gaz ziemny) jedynie po to, by napędzać auta elektryczne. Z tego powodu postawiłem tezę, że elektromobilność ma sens tylko w przypadku znacznego pozyskiwania elektryczności ze źródeł odnawialnych i dlatego sądzę, że wdrażanie pojazdów elektrycznych ( samochodów) bez spełnienia tego warunku nie ma sensu. W jednym z artykułów, odnosząc się do emisji szkodliwych związków chemicznych do atmosfery, napisałem kiedyś, że mogłoby dojść do absurdu ; będziemy poruszać się ekologicznymi samochodami i jednocześnie oddychać coraz bardziej zanieczyszczonym powietrzem.Panie Piotrze , świat idzie jednak z postępem, nie sądzę, aby auta spalinowe zostały w użyciu za 200 lub 300 lat ( a może wcześniej). Jeszcze 100 lat temu koleje funkcjonowały tylko dzięki parowozom, a dziś nawet w Polsce dzieciom trzeba opisywać, czym była i jak wyglądała lokomotywa parowa ! A na koniec, skoro wspomniał Pan o Indianach z Ameryki Północnej ; biały człowiek nie sięgnął do ich wielopokoleniowego doświadczenie i mądrości ! A szkoda, bo może ten nasz świat byłby dużo mniej zwariowany. Pozdrawiam Pana – jako chyba mniej zwariowany – i życzę wszelkiej pomyslności. Jarek Juzyczyński.

          Reply
          • 13 lipca 2018 at 17:31
            Permalink

            Proszę rozwinąć “niczym nieograniczona emisja [CO2] może zdecydowanie niekorzystnie wpływać na globalne ekosystemy, czego skutki są już dziś widoczne”.
            Emisje antropogenne CO2 bledną przy metanie wyzwalanym z ociepleniem klimatu z gleb, klastratów podmorskich i zmarzliny.
            Nie gazy cieplarniane są przyczyną obecnych zmian klimatycznych, tylko fluktuacje Słońca (towarzyszące Planecie od milionów lat):
            http://science.nasa.gov/science-news/science-at-nasa/2013/08jan_sunclimate/

            Tego też nie ma w ścierwomediach:
            http://piotrbein.wordpress.com/2013/08/18/govt-docs-link-global-warming-to-advanced-military-climate-modification-technology/
            http://news.heartland.org/newspaper-article/2012/10/04/nasa-bureaucrats-caught-doctoring-data-make-warming-seem-more-rapid
            Więcej:
            https://grypa666.wordpress.com/ocipienie-klimatu/

            Silnik Hołubowicza… To nie “kraje” decydują, tylko żydokorporacje i sterująca nimi ż-banksteria, znana z manipulacji i kradzieży technologii na swe własne cele. Wynalazki Tesli ukradli, blokują rozwój pozyskiwania energii Tesli z otoczenia. Banksteria kontroluje ponad 150 korporacji, które kontrolują ponad 80% gospodarki światowej:
            http://piotrbein.wordpress.com/2012/02/12/147-transnationals-run-the-world-economy/
            Statystyki te rosną z realizacją planu rotszyldowskiego NWO.
            Dlaczego mieliby położyć łapę na naszym silniku? A czemu blokowali znane na początku ery automobilizmu, wydajniejsze silniki:” — ochrona pazernych interesów i kontrola nad ludzkością. Czemu zabili wynalazcę 100% neutralizacji odpadów radioaktywnych i ukradli jego patent? To tylko parę przykładów. Wasi Czytelnicy posypią więcej…

            Słoma jako paliwo grzewcze jest w przytoczonym przypadku darmowa. Za propan i butan trza zapłacić, a słomę ma gospodarz za frajer — jak drewno odpadowe w miastach Kanady. Wieśniak zainstaluje sobie tu piec gazowy, zamiast narobić się przy ścinaniu i rąbaniu własnych drzew czy ładowaniu słomy. Dla mnie jest to zajęcie dla zdrowia 🙂 Kontakt i rozmowy z brygadami budowlanymi z różnych kultur (typowo dla Kanady, spotkałem już rumuńskie, hinduskie, chińskie…) jest też cenny.

            Postęp polega m.in. na tym, że na bieżąco wprowadza się rozsądne ekonomicznie i technicznie innowacje (zamiast ideologicznie czy bankstersko napędzanych). Zanim dizle i el-lokomotywy opanowały kolejowy krajobraz, parowozy chodziły to tychże torach, a na liniach drugorzędnych zachowały się dłużej — rachunek ekonomiczny. W tej chwili rozwiązania takie jak hołubiczowskie są na topie i trzeba je próbować wdrażać wbrew banksterii. Narodowe korzyści są oczywiste, styczne z celami Ludzkości. Warto wdrażać bez wzgl. na to, jak potoczą się losy automobilizmu dla Kowalskiego, bo napęd będzie potrzebny dla pojazdów masowej komunikacji, transportu wyrobów, maszyn budowlanych, rolniczych i wojskowych.
            Pytanie za miliard szekli 🙂 kto i czy przekona nasz rząd? Już Pan na to odpowiedział 🙁

            Potrzebujemy wpierw odzyskać suwerenność.

            Reply
          • 13 lipca 2018 at 17:46
            Permalink

            Jeszcze jedno z ocipieniem klimatu. Ogromne pożary lasów w Brytyjskiej Kolumbii przez wiele mies. w ubr. i podobne od lat w Kalifornii przechodzą na porządek dzienny w korporacyjnych merdiach, bez lamentu o emisjach CO2. W pożarach i odlesianiu dochodzą emisje z rozkładu części organicznych w ogołoconej glebie leśnej.

            Gazy cieplarniane, emisje ich antropogenne, to celowy hajp dla sterowania ludzkością. Możemy rozwinąć ten temat, koniecznie z odniesieniem do nachalnej korporacyjnej propagandy SmartCity itp., które przemycają diaboliczną technologię 5G przeciw Ludzkości.

            Reply
            • 14 lipca 2018 at 00:22
              Permalink

              Panie Piotrze, pisząc o niczym nieograniczonej emisji dwutlenku węgla mam na myśli ogromną erupcję tego gazu spowodowaną techniczną działalnością ludzi. Są to ogromne ośrodki przemysłowe, elektrownie, czy setki milionów pojazdów spalinowych. Oczywiście prawdą jest i to, że wyróżnia się około 30 gazów powodujących efekt cieplarniany. Na pierwszym miejscu jest jednak dwutlenek węgla ( ok. 50 % ), metan ( ok. 18 % ), tlenki azotu ( ok. 6 % ), a także freony ( ok. 14 % ), ozon (ok. 12 % ), można do tego dodać amoniak. Zapewne Pan wie, że właśnie dwutlenek węgla mający masę molową 44 g/mol jest “cięższy” od powietrza mającego masę molową średnio 29 g/mol, przeto tworzy blisko przy powierzchni ziemi warstwę nadmiaru, który może zostać zneutralizowany poprzez procesy fotosyntezy roślin zielonych. Ale nawet możliwości tych roślin są ograniczone, ponadto znane dobrze jest zjawisko polegające na tym, że im więcej w otoczeniu jest dwutlenku węgla, to nawet rośliny zielone po pewnym czasie mniej go “przerabiają” w procesie fotosyntezy. Musimy pamiętać, że nadmiar tego gazu szkodliwie wpływa na zdrowie ludzi, ale oczywiście do takiego stanu jeszcze jest na szczęście daleko. Natomiast faktem jest nadmierne topnienie lodowców, zaburzenia w naturalnej cyrkulacji powietrza i w efekcie zmiany klimatyczne. W tym problemie spory udział ma silny wzrost pary wodnej zawartej w powietrzu. Co do innych gazów, np. tlenków azotu nie ma najmniejszej wątpliwości, że zawarte w większym stężeniu w powietrzu bezpośrednio zagrażają zdrowiu i życiu człowieka, podobnie jak tlenki siarki . To ogromnie złożony temat i tu wszystkiego nie podam, nie sposób w kilku zdaniach wyczerpać tak trudnego zagadnienia. Niestety, takie są fakty, potwierdzone badaniami, konkretnymi pomiarami. Nie można się zgodzić z Pańska oceną, że jest to “celowy hajp dla sterowania ludzkością” . Możemy ten temat rozwijać i dyskutować od strony badawczo pomiarowej wraz z rozpoznawaniem potencjalnych i rzeczywistych skutków, a nie poprzez jakąś niejasną – jak to Pan określił – nachalną korporacyjną propagandę Smart City.Pozdrawiam.

              Reply
  • 26 czerwca 2018 at 08:36
    Permalink

    Panie Jużyczyński, pisał Pan do Premiera Morawieckiego w tej sprawie? Nie sądzę aby wchodził na stronę Bastionu. Trzeba to zrobić w formie listu otwartego bo szybciej i pewniej dojdzie….

    Reply
    • 26 czerwca 2018 at 18:32
      Permalink

      Pani Tereso, a z kim tu niby rozmawiać, skoro obecna władza wie wszystko najlepiej ! Stosunkowo niedawno w innej sprawie rozmawiałem telefonicznie z panią rzeczniczką rządu ( a więc z osobą bliską otoczeniu premiera ), umówiliśmy się na telefon, że domówimy termin spotkania. Zaznaczam, że chodzi o ważną sprawę dotyczącą osób niepełnosprawnych. Mimo upływu niemal dwóch miesięcy nie mam żadnego telefonu, żadnej propozycji spotkania w celu omówienia pewnego projektu – to jak rozmawiać z rządem ? Poza tym zakładam, że pan Premier jest na tyle dojrzałym człowiekiem, że wie, co mówi i ponosi za to odpowiedzialność. A tak przy okazji, naszą stronę przeglądają ludzie ze świata polityki mający z pewnością łatwiejszy kontakt z Premierem, więc w czym problem ?

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.