Demografia i zastępowalność pokoleń – kilka słów polemiki

Demografia i zastępowalność pokoleń – kilka słów polemiki

Nawiązując do artykułu Pani Ireny Chołuj pt: „Co z ta demografią? – zastępowalność pokoleń to droga donikąd”  chciałbym się odnieść do problemu rzekomego przeludnienia i problemów demografii w ogóle.

Nazbyt łatwo zapadają do naszych umysłów szeroko nagłaśniane „fakty medialne”, a takimi są teoria Malthusa z 1798 roku, o wzroście liczby ludności w postępie geometrycznym, w korelacji ze wzrostem żywności w tempie arytmetycznym, co ma prowadzić do przeludnienia Ziemi. W 1972 roku Klub Rzymski wyprodukował słynny raport „Granice wzrostu”, a w 2000 roku powstał raport na zlecenie Jimmy Cartera „Global 2000”. Wizja „eksplozji demograficznej”, wyczerpywania się zasobów, zanieczyszczenia środowiska i nieuchronnej klęski głodu, sparaliżowały racjonalne myślenie o przyszłości rodzaju ludzkiego. Taka filozofia legła u podstaw światowych ruchów lewackich LGBT, multi-kulti, wędrówki ludów, rozpadu rodziny i państw narodowych. Szczytem pogardy dla ludzi jest monument kamienny wzniesiony w 1980 roku w stanie Georgia (USA), na którym w 8 językach napisano:

Utrzymuj ludzkość poniżej 500000000 w wiecznej równowadze z naturą.„! Wynika z tego zalecenie (dla władców tego świata), że 6,5 miliarda ludzi jest do eliminacji. Nic zatem dziwnego, że III wojna światowa była zaplanowana od dawna….

Z dzieciństwa pamiętam słowa mego ojca, który powiadał, że Pan Bóg ma więcej niż rozdał. To koresponduje z nauką Gandhiego, który uważał, że „ziemia daje wystarczająco wiele, by zaspokoić potrzeby ludzi, ale nie ich żądze”.

Nietrudno sobie to wyobrazić, że nasza planeta posiada wystarczająco ilość wszelkich dóbr, niezbędnych dla godnego życia każdego człowieka, bez niszczenia środowiska i natury. Zasoby mineralne są nieprzebrane, co w połączeniu z ludzką kreatywnością zadaje kłam powyższym teoriom i raportom. Jeśli wierzyć glinianym tabliczkom sumeryjskim, których zapisy potwierdzają liczne artefakty, istoty z Kosmosu od setek tysiącleci eksploatowały naszą planetę i nadal jest ona zasobna. A jeśli chodzi o produkcje żywności, to są obliczenia i wiarygodne szacunki, że gdyby racjonalnie zagospodarować rolniczo tylko kontynent australijski, starczyłoby żywności dla całej ludzkiej populacji.

To fałszywa ekonomia, oparta na lichwiarskim pieniądzu, błędnie pojętej wolności gospodarczej, w świecie rządzonym przez korporacje i ich armie sprawia, że większość ludności świata koncentruje się w wielkich miastach, generując tym samym problemy egzystencjalne, co sprawia wrażenie przeludnienia. Lecz z drugiej strony są wielkie przestrzenie niezamieszkałych lądów, niezagospodarowanych, a nawet takie miejsca, gdzie ludzka stopa nie stanęła. O dziwo, sam doznałem takiego wrażenia w Polsce! Gdy kilkanaście lat temu dane mi było opracowywać plany zagospodarowania lasu na Polesiu (dziś jest to teren Poleskiego Parku Narodowego). W miejscu osuszających się polodowcowych bagien pojawił się nowy las. Kiedy nanosiłem ten las na mapy miałem wrażenie, że jestem pierwszym człowiekiem, który tam stawiał swoje kroki.

Ale my nie szanujemy ziemi; zamiast ogródków z warzywami na własne potrzeby, wokół domu są iglaki i równo strzyżone trawniczki. Bo żywność dają nam markety!? Sąsiad mój, rolnik – w ubiegłym roku wyprodukował warzyw o wartości rynkowej ok. 500 tys. złotych. Nie sprzedał z tego nic! Rolników w Polsce z podobnymi problemami są tysiące. Już nawet państwo zabrania hodowania rolnikom świń. Jak w takich warunkach można mówić o niedostatku żywności. Sama Rosja w ubiegłym roku wyprodukowała takie ilości zbóż, że zachodziła obawa o załamanie się światowego rynku zboża. Tak zadziałały sankcje zachodu, nałożone na ten kraj. W naszej cywilizacji, która chyli się ku upadkowi, nie ma szacunku dla pracy, dla ziemi, dla przyrody. Jest za to kult pieniądza, cwaniactwa, wygodnictwa. Zamiast kultury opartej na wzajemnej miłości, promowana jest przemoc, brutalność, strach – cywilizacja śmierci.

Oczywiście, prawda jest to co pisze Pani Irena; przyrost naturalny w wielu krajach stwarza problemy. Lecz są to z reguły kraje biedne, zacofane w rozwoju, o niskim poziomie edukacji; politycznie zależne od innych i nadmiernie eksploatowane. Więc jest to problem nie tyle wynikający z ograniczonych zasobów, ile problem polityki międzynarodowej i banksterskiego kapitalizmu. Problem władców świata i ich niewolników.

Następną ściemą polityków i ich organów – zakłamanych mediów jest problem starzejącego się społeczeństwa w wielu krajach rozwiniętych i wizji zapaści świadczeń emerytalnych. Zaznaczyć trzeba na początku, że nie ma czegoś takiego jak składka emerytalna, odkładana do wypłaty na starość! Jest to zwykły podatek, którymi rząd nie jest w stanie nasycić się nigdy, bo zawsze w budżecie brakuje. Aby wszystkie nasze podatki nie sumowały się prosto do wielkości 80%, ponazywano je różnie – ZUS-y, WAT-y,  akcyzy, ubezpieczenia, składki, opłaty i tak dalej i tak potem… A mój przyjaciel powiada, że w niedalekiej przyszłości w firmie będą dwa etaty: pies, który będzie pilnował firmy i jego opiekun, by go karmił. Resztę roboty wykonają… roboty. Ale ktoś te produkcje będzie musiał kupić i za nią zapłacić.  Zatem – to nie człowiek będzie musiał pracować na pieniądze dla państwa, ale państwo będzie musiało dawać pieniądze, by człowiek kupił produkcję. Dochodzimy więc do Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego dla każdego, ale to odrębny temat.

Konkluzja: mamy wszystkiego w brud, ale nie ma takiej woli politycznej, by to sprawiedliwie podzielić między sobą. Będzie to możliwe w świecie Wolnych Ludzi, w cywilizacji miłości jako jedynej alternatywie dla obecnego chaosu!

Jan Sposób, maj 2017

6 thoughts on “Demografia i zastępowalność pokoleń – kilka słów polemiki

  • 22 maja 2017 at 23:52
    Permalink

    Panie Janie, z zaciekawieniem przeczytałem Pana artykuł, albowiem w swej treści jest nieco kontrowersyjny poruszając najważniejsze bolączki tego świata. Potem przeczytałem dwa komentarze i wtedy przypomniała mi się postać Sokratesa chodzącego w obdartym płaszczu, z zapaloną świecą w jasny dzień i…..szukającego prawdziwego człowieka. Niestety, nie naprawimy całego świata, choćbyśmy tu na „Bastionie” opublikowali tysiąc filozoficznych rozpraw. Zgadzam się jednak z Panem, że współczesny nam świat daje powód do wewnętrznego niepokoju człowieka, zwłaszcza takiego, którego struktura osobowości nie pozwala afirmować porządku zaprzeczającego ludzkiej godności wraz ze wszystkim, co ją warunkuje. Dlatego czytając Pana tekst po raz drugi i trzeci coraz lepiej Pana rozumiem.Jednak świat jest bardziej złożony, a różnorodność kulturowa sprawia, że nie jest łatwo doszukać się pewnej „recepty” na uzdrowienie ludzkości. Z tymi kosmitami to chyba Pan przesadził, ale ostatecznie to nie Pan ich wymyślił, lecz Sumerowie, zatem dajmy tym dywagacjom spokój. Najbardziej jednak utkwiło mi w oczach ostatnie zdanie. Nie bardzo wiem, jak je zrozumieć, bowiem odniosłem wrażenie, że inspirację do jego napisania zaczerpnął Pan z pism Nowego Testamentu, pachną mi tu tak zwane pisma Janowe. Jeśli to prawda, podejmuje Pan wątek wymagający dalszych przemyśleń i dokładniejszych opracowań ( ale bardzo złożonych ), a jeśli się mylę, to chyba pozostaje utopia nigdy nie do zrealizowania. Gratuluję Panu i zachęcam do podejmowania i opracowania trudnych, ale ciekawych tematów. Serdecznie pozdrawiam.

    Reply
    • 23 maja 2017 at 18:41
      Permalink

      Panie Jarku
      Świata nie trzeba naprawiać, bowiem jest doskonale zaprojektowany i zanim człowiek zaczął się na nim szarogęsić, był cudownym miejscem dla wszelkiego stworzenia. Bóg dał nam to miejsce, ten Rajski ogród, byśmy go strzegli, uprawiali i korzystali. Wszelkie prawa i zasady postępowania, są zapisane w przyrodzie, trzeba tylko umieć je czytać. Niestety, naukę metodycznie się fałszuje, postęp techniczny jest celowo blokowany, zamiast historii robi się politykę historyczną. Sokrates szukał ze świecą prawdziwego człowieka, Lot targował się z wysłannikami Boga, by ten nie zniszczył Sodomy i Gomory, jeśli znajdzie się 10 sprawiedliwych.
      Ale to już było. Nadchodzi pora przebudzenia się ludzkości i powszechnego zrozumienia kim jesteśmy my, ludzie i dlaczego jesteśmy tu i teraz. Ktoś mądrze powiedział, że jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie. Podobno jest „prawo przyciągania” któro sprawia, że znajdujemy wokół siebie ludzi podobnych sobie. To, jakimi wartościami się każdy z nas kieruje w życiu, jaką filozofią – jest pochodną wielu czynników. Bo człowiek rodzi się mądry, a potem idzie do szkoły. Wydając pierwszy krzyk, oznakę życia – wpada w sidła Systemu. Jest zarejestrowany, zaszczepiony, ma dług do spłacenia zaciągnięty przez państwo, w którym się urodził. Rodzice mają coraz mniej prawa do własnego dziecka, nie mówiąc o czasie, niezbędnym do właściwego ukształtowania jego osobowości. Dziecko kształtują media, moda, szkoła, publikatory, ulica… I my na to pozwalamy – my: rodzice, rodzina, społeczność, środowisko… Za taki stan rzeczy obwiniamy oczywiście polityków, ale oni sa tylko odwzorowaniem naszych postaw. Widzimy kolkę w oku brata swego, a belki we własnym oku dostrzec nie potrafimy. Na koniec podam pewną myśl, wyczytaną u D. Icke: „”Jeden człowiek nie zmieni świata, ale jeden człowiek może przekazać informację…
      która zmieni świat.”
      A jeśli chodzi o kosmitów – to ani ja ich nie wymyśliłem, ani Sumerowie, ani nikt, Oni po prostu są! Jest tyle artefaktów na Ziemi, świadczących o ich obecności, że aż „gryzie w oczy”. Trzeba się tylko na tę wiedze otworzyć.

      Reply
  • 22 maja 2017 at 14:51
    Permalink

    Panie Janie chciałabym pogratulować ładnie napisanego tekstu, bo rzeczywiście pokazuje pan trochę inne spojrzenie na pewne rzeczy. Nie będę koncentrowała się na pierwszej połowie tekstu, bo jest on dla mnie niezmiernie czytelny i zgadzam się z pana wnioskami. Jednak trochę mnie przeraziło pana „socjalistyczne – opiekuńcze” myślenie. Obawiam się tego, bo wiem doskonale że takich samych hasłach opierali się bolszewicy, czyli równość – patrz równanie do dołu, bieda, zabijanie ludzi (niepasujących) którzy byli np. zbyt mądrzy i odbiegali od standardu myślenia czy stanu posiadania.
    Tak samo w latach 90-tych wciskali ludziom „kuroniówki” żeby stali się leniwi i roszczeniowi —— to właśnie TERAZ mamy. Lenistwo, roszczeniówka, brak chęci rozwoju, natomiast chęć niszczenia/ likwidowania wszystkiego. Może zamiast burzenia i niszczenia lepiej byłoby zbudować? Stworzyć stanowiska pracy (godnej, a nie niewolniczej)….. ale to wcale nie oznacza że wszyscy mają zarabiać równo.
    Przeczytałam cały tekst i nie zrozumiałam, co ma Pan na myśli poprzez słowo WOLNOŚĆ ?

    A co w tej chwili jesteśmy jakoś specjalnie ciemiężeni, zakuci w dybach,…, a może nasze prawa są nagminnie naruszane?
    …… No, nie….. (proszę powiedzieć – które)
    Mam takie odczucie że jakby chciał pan z czegoś się uwolnić ale nie wie do końca z czego, bo żadnego łańcucha pan nie ma. Chce pan gdzieś uciec, ale okazuje się że nie ma takiego idealnego świata dla pana.
    Chce pan aby ludzie dostawali emerytury, dążąc do likwidacji świadczeń emerytalnych ale jednocześnie nie odpowiada skąd mają się pojawić te cudowne pieniądze.
    Ten model doskonale by funkcjonował w czasach monopolistycznej struktury państwa i biznesu, gdzie właścicielem wszystkich zakładów jest państwo …… no niestety struktura się u nas znacząco zmieniła, bo teraz właścicielami są prywatni przedsiębiorcy a nie państwo. To pozyskanie tych pieniędzy może nastąpić przez dodatkowe obciążanie ich przedsiębiorstw – właśnie to teraz mamy PIT, CIT,VAT, ubezpieczenie emerytalne, ubezpieczenie zdrowotne etc. …….. właśnie do tego pan dochodzi, choć jeszcze pan o tym nie wie …..
    Reasumując,a w którym momencie uwzględnił pan demografię, bo nie zauważyłam?

    Reply
    • 23 maja 2017 at 18:50
      Permalink

      Pani Jadwigo
      Bardzo dziękuję za gratulacje, chociaż chyba niezasłużone. Myślę, że niepotrzebnie skoncentrowała się Pani na negatywnych skojarzeniach z socjalizmem, bolszewizmem, bowiem wszelkie –izmy (nie wyłączając kapitalizmu) zostały tak zmanipulowane, że stały się zakałą rozwoju ludzkości. Podobnie jest z nauką, postępem czy wynalazkami – atom, dynamit, samolot, rakieta, komputery – miały służyć ludzkości, lecz w rękach nieodpowiednich ludzi, stają się jej zagrożeniem.
      „Socjalistyczno-opiekuńcze” myślenie w istocie nie jest niczym złym. Tak było zawsze w naszej, słowiańskiej kulturze. Państwo (naród, grupa społeczna), które nie dba o dzieci, kobiety, ludzi starszych i niepełnosprawnych, jest w stanie upadku, dekadencji. Natomiast tam, gdzie uda się wprowadzić do zarządzania państwem talmudyczną, rasistowską ideologię, dochodzi do zjawisk, o których Pani pisze: równanie do dołu, eliminowanie zbyt mądrych i zaradnych, brak chęci rozwoju i niszczenie tego, do dokonały poprzednie pokolenia.
      A teraz o słowie WOLNOŚĆ.
      Szczerze mówiąc – nie wiem, czego tu nie rozumieć. Okazuje się, że niewolnikiem nie jest ten, którego zakuto w dyby (ktoś taki jest więźniem). Lecz niewolnikiem jest taki człowiek, któremu wydaje się, że jest wolny, bo może pracować na swego Pana.
      My nie jesteśmy „jakoś szczególnie ciemiężeni”, my jesteśmy ciemiężeni metodycznie! O zgrozo, wiele ludzi nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Jak wykazały badania Pani prof. Dominiki Maison (http://www.bankier.pl/wiadomosc/21-proc-Polakow-uwaza-ze-nie-placi-zadnych-podatkow-3670159.html) co piąty Polak uważa, że nie płaci żadnych podatków! Proszę przez chwilę pomyśleć. Państwo, które jest dobrem wspólnym obywateli, powołane po to, by obywateli chronić i organizować do wspólnej egzystencji – powiedziało: obywatelu, ale taka usługa kosztuje! To po ile moglibyśmy się zrzucić? 5, może 10% naszych zarobionych pieniędzy? Jeśli ktoś byłby wyjątkowo hojny lub szalony, to powie 25%. Otóż błąd, państwo wydziera nam (przymus i restrykcje) około 80% z tego, co zarobimy! Proszę tylko zsumować wszelkie podatki, składki, daniny, lichwy i opłaty. To jest wyrafinowane niewolnictwo, bo w klasycznym, to właściciel niewolników musiał zapewnić jeszcze miskę strawy i dach nad głową. Dziś państwo nie pyta, czy masz co jeść, ale musisz płacić!
      Pani Jadwigo, pyta Pani, czy nasze prawa są nagminnie naruszane?
      Otóż – my nie mamy praw, my mamy obowiązki! Wprawdzie źródłem naszych praw powinna być Konstytucja, ale w opinii sędziego, Konstytucja to beletrystyka (słyszałem to na rozprawie na własne uszy). Gdzie Pani chce szukać naszych praw? Może w sądach, albo urzędach? Dla zainteresowanych tematem istnieje morze dokumentów, ludzkich krzywd i tragedii, bo uwierzyli, że mają prawo. Sam straciłem firmę, bo uważałem, że prawo jest po mojej stronie. Proszę mi wskazać na przestrzeni ostatnich 5-ciu, dziesięciu czy piętnastu lat, kiedy Parlament na Wiejskiej ustanowił jakieś prawa dla obywateli? A przecież coś tam robią – ustalają dla nas przepisy, obowiązki i ograniczenia.
      Nie masz prawa do własnego dziecka (mogą Ci odebrać, bo nie zapewniasz dziecku standardów?), nie masz prawa do własnego zdrowia, bo urzędnik zmusza Cię do szczepienia. Nie masz prawa do własnego ciała, bo jeśli urzędnik stwierdzi Twój zgon, pokroją Cię na części zamienne! Nie możesz spalić własnej gazety we własnym piecu, nie możesz uprawiać maku ani konopi. W ogóle nie możesz niczego uprawiać, jak nie kupisz kwalifikowanego ziarna. Nie możesz wykopać studni na własnym polu. Z dnia na dzień niewolnikowi coraz więcej NIE WOLNO!
      A jak rozumiem WOLNOŚĆ? To swoboda czynienia wszystkiego, co nie narusza dobra innych ludzi. Dotyczy to w szczególności aktywności gospodarczej, pracy i wymiany owoców tej pracy. To jest tak fundamentalna sprawa, że państwo nie powinno ingerować w ogóle, jeśli aktywność ta mieści się w zakresie zdobycia środków do życia dla siebie i rodziny. Nazwaliśmy to Obszar Wolnego Gospodarowania. Możliwość zarobienia kwoty do ok. 30 tys złotych powinna być poza jakakolwiek ewidencja państwa! Drugim przejawem wolności to mir własnego mieszkania: żaden urzędnik nie powinien mieć prawa przekroczenia progu domu obywatela bez jego zaproszenia i zdjęcia butów!
      Jaką wolność gospodarczą ma przedsiębiorca, jeśli w każdej chwili jest pod obstrzałem 40 różnych podmiotów, uprawnionych do jego kontroli w dzień i w nocy. Co to za wolność, jeśli w dniu wypłaty skarbówka w kominiarkach i z bronią długą robi nalot na firmę, robiąc z pracodawcy przestępcę? Szkoda słów, szkoda czasu i atłasu. Ale chociaż na tych przykładach trochę Pani wyjaśniłem – Pani Jadwigo?
      A na temat, skąd wziąć te „cudowne pieniądze”, między innymi na emerytury, napisze innym razem, bo to długi temat.
      Odnośnie demografii i tendencjach polityków w tym zakresie podałem na przykładzie Raportu „Granice wzrostu” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Granice_wzrostu) oraz deklaracji zapisanej na monumencie kamiennym w stanie Georgia (http://www.grazingsheep.com/polski/radio-liberty/kamienny-monument-georgia-guidestones.asp). Kto zna to, wie o czym pisze.

      Reply
  • 21 maja 2017 at 22:35
    Permalink

    Jak zawsze z dużym zainteresowaniem czytam Pana artykuły lecz pragnę zwrócić uwagę, że wyżywienie to jeszcze nie wszystko. Jak sam Pan dobrze wie, mamy zbyt duże różnice kulturowe, światopoglądowe, religijne i gospodarcze również. Rodzina z dwojgiem dzieci jest w stanie (przy oczywiście dobrej woli rodziców) zabezpieczyć swoim dzieciom odpowiedni rozwój, a nie tylko je wyżywić. Pisząc o rozwoju mam na myśli nie tylko edukację w sensie stricte ale również rozwój fizyczny, rozwój zainteresowań i przede wszystkim dbałość o zdrowie dziecka we wszystkich obszarach. To na co może pozwolić sobie rodzina z dwojgiem dzieci już na pewno nie pozwoli sobie ta z czworgiem i więcej. W ślad za rodziną wielodzietną pójdą dodatkowe obciążenia z budżetu za co zapłacimy my wszyscy. W dobie obecnego rozwoju cywilizacyjnego nie potrzebujemy już jedynie pracowników od szpadla i łopaty. Jak Pan sam raczył zauważyć, przyszłość to roboty, a roboty trzeba umieć obsługiwać i konstruować. Nikt z biednej rodziny nie posiądzie takiej wiedzy, bieda to również kompleksy, zawiść i agresja czego świadkiem jesteśmy ostatnio w nadmiarze. Bieda to również wyzysk i nie spotykana krzywda ludzi którzy walczą o jutro. Bieda to też zanik świadomości, zacofanie również mentalne , podatność na manipulacje etc. Świat powinien dążyć w kierunku ograniczenia liczby ludności i to w sposób drastyczny nie tylko dlatego, że może brakować żywności ale dlatego, że dla milionów nie będzie pracy a w ślad za tym nie będzie też przyszłości. Na dodatek w krajach gdzie zaludnienie jest największe, wartość człowieka spadnie do zera – przecież nie tego chcemy dla przyszłych pokoleń. Jeśli na jedno miejsce pracy jest 100chętnych a doświadczamy tego w Polsce to rodzi się bunt, zazdrość i zawiść. Zamierzeniem rządów nie powinno być mieszanie ras i wmawianie o zastępowalności pokoleń ( w sprawie podatków się zgadzam) lecz dążenie do równania poziomu życia. Tylko ludzie o porównywalnych szansach będą się wzajemnie szanować. Pisałam, że od kiedy ludność Afryki zaczął wspierać UNICEF populacja ludności zwiększyła się tam kilkunastokrotnie dokładnie podaje to Wikipedia . Dzisiaj telewizja nadal pokazuje nam te same obrazy głodnych dzieci, a zatem nic się nie zmieniło. Czy nie byłoby lepiej, gdyby rządy tych państw wprowadziły ograniczenie narodzin i przywileje dla rodzin z dwojgiem dzieci ? Dzisiaj widzielibyśmy je roześmiane, a matki zadbane i mieszkające być może we własnych domach a nie w lepiankach z błota. Gdyby obecne rządy zamiast rozdawać pieniądze i utrzymywać gromady dzieci ( jak to ma miejsce wśród ogromnej liczby pseudo uchodźców) zapewniały stancje za które należałoby samemu zapłacić , obarczyły obowiązkiem pracy i płaciły jedynie określoną sumę na dzieci, bez względu na ich ilość ( twoje dzieci twój wybór) nie mielibyśmy tych problemów który mamy. Ludzie muszą pracować czy tego chcą czy nie, praca powinna dawać ludziom utrzymanie, a dziecko nigdy nie powinno być sposobem na życie tak jak to ma obecnie miejsce. Pracujący rodzic (ojciec) który musi sam utrzymać swoje dzieci na pewno nie znajdzie czasu na gwałty i bandyckie napady. Reasumując ograniczenie populacji ludzi to przede wszystkim większy komfort życia wszystkich ludzi na świecie, wzrost ich świadomości a tym samym wzrost tendencji pokojowych i zrównoważony rozwój.

    Reply
    • 23 maja 2017 at 18:54
      Permalink

      Pani Ireno
      Nie wiedziałem, że, cyt: „mamy zbyt duże różnice kulturowe, światopoglądowe, religijne i gospodarcze również”. Ponieważ nie wiem, jakie ma Pani, więc nie będę polemizował w tej materii. Lecz to, co Pani pisze o rodzinie i wychowaniu dzieci, odbieram jako wyidealizowaną teorię. To nie ilość dzieci w rodzinie decyduje o poziomie ich wykształcenia i jakości wychowania, ale kondycja rodziny jako takiej w ogóle i cały zespół czynników społeczno politycznych i kultury kraju. Dzisiaj rodzice mają coraz mniejszy wpływ na własne dzieci. Politycy już nawet nie kryją się w tym, że to do państw należą nasze dzieci. I tak Pani Minister, Kluzik-Rostkowska uważa, że rodzice nie powinni decydować o swoich dzieciach, bo nie mają odpowiedniej … kwalifikacji. Tu mają ich zastąpić urzędnicy! (http://demotywatory.pl/4469056/Kluzik-Rostkowska–Rodzice-nie-powinni-decydowac-o-swoich-dzieciach)
      Kryteria kwalifikowania rodziny do kategorii biedna czy nie, nie są jednoznaczne. Dla mnie kryterium biedy jest brak miłości. Tak rodziców do dzieci, jak i w druga stronę, dzieci do rodziców. Wszechmocne, a ogłupiające media, siejące największe spustoszenie w umysłach młodych ludzi, promują konsumpcyjny styl życia. Dużo mieć, być trendy, najnowsze gadżety, niejednokrotnie kosztem wzajemnego zrozumienia; zrozumienia konieczności ograniczenia pożądania rzeczy błahych, nieistotnych. Bo przecież nie chodzi o to, by przywozić dziecko na komunię luksusową limuzyną Hummer Tripple Axle, jak miało to miejsce niedawno w Gliwicach (http://wyborcza.pl/7,75248,21846537,17-metrowa-limuzyna-przywiozla-dziecko-na-komunie-w-gliwicach.html?disableRedirects=true ).
      Ktoś powiedział, że bieda jest profesorem świata. Sam pochodzę z biednej rodziny. Ojciec, przedwojenny sierota, cały majątek jaki miał, to morga pola (0,56 ha), jaka otrzymał od PRL-u z reformy rolnej. Rodzice potrafili na tym skrawku wychować czworo dzieci na porządnych obywateli. Może zbytku w domu nie było, ale zawsze były dwie rzeczy: chleb na stole i poczucie bliskiej więzi, miłości. Chociaż rodzice gonili do roboty, to dziś wiem, że miałem cudowne dzieciństwo, czego nie miały ani moje dzieci, ani dzisiaj wnuki. Po prostu – czasy się zmieniły. Straciłem rodziców w wieku 19 lat, potrafiłem bez niczyjej pomocy ukończyć 3 uczelnie, zdobyć szeroką wiedzę, która okazuje się – nie jest nikomu potrzebna.
      Przepraszam za te nazbyt osobiste zwierzenia, ale mówię na podstawie własnych doświadczeń, przemyśleń i obserwacji życia. Ograniczenie populacji ludzi dla „większego komfortu życia” to diabelski pomysł kapturowych towarzystw. To legitymacja dla prowadzenia ciągłych wojen, międzynarodowego terroryzmu i pożądania władzy i pieniędzy. To w rezultacie zastój i upadek cywilizacji. Tzw. „zrównoważony rozwój” to hasło- wytrych, które nic nie znaczy, taka nowomoda.
      A na koniec pytanie: kto chciałby poświęcić swoje życie, albo swoje potomstwo, dla „komfortu życia” innych?
      Chyba trzeba szukać innych dróg….

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *