Decyzja kuratora, czyli tworzenie pokolenia niedouków … ale jak szczęśliwych?

Wielki hetman koronny Rzeczypospolitej Obojga Narodów Jan Sariusz Zamoyski wpisał się trwale w dziedzictwo kultury narodowej Polski, a jego mądrość bywa przypominana w słynnym zdaniu – “takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie “.  

Ta doniosła prawda chyba nie dla  wszystkich jest oczywista, a już z pewnością zapominają o niej co niektórzy….Kuratorzy Oświaty. Taki wniosek nasuwa się po medialnie nagłośnionej niedawno wypowiedzi Kuratora Oświaty województwa warmińsko – mazurskiego w Olsztynie, który objął to odpowiedzialne stanowisko będąc radnym Prawa i Sprawiedliwości. Dodam, że według oficjalnych informacji zamieszczonych na stronie Kuratorium Oświaty w Olsztynie, od wielu lat z zawodu jest nauczycielem historii. Co zatem wywołało taką medialną burzę i ferment w środowisku nauczycieli , oraz podziały wśród rodziców, a nawet uczniów ?

Otóż  nowy pan kurator – zapewne w bolesnej trosce o szeroko pojęte dobro  uczniów w swoim województwie – zwrócił się z oficjalnym apelem do podległych mu nauczycieli, aby ci powstrzymali się od zadawania uczniom jakichkolwiek prac domowych nie tylko na okres ferii, ale także na wszystkie weekendy. Uzasadnieniem takich niecodziennych oczekiwań miało być zagwarantowanie uczniom należnego im wypoczynku, możliwości rozwijania swych zainteresowań i wreszcie zapewnienie czasu na spotkania z bliskimi w celu utrwalania więzi rodzinnych. Ponieważ oświadczenie pana  kuratora to wydarzenie bez precedensu w dziejach polskiej oświaty przez ostatnie kilkadziesiąt lat, przeto można domniemywać, że dzieci i młodzież województwa warmińsko – mazurskiego przeżywały przez lata piekło nieludzkiego traktowania, koszmar psychicznego udręczenia pracami domowymi, oczywiście za rzekomym przyzwoleniem dyrektorów szkół i tych jakże ” nieczułych”  nauczycieli.

Prace domowe – konieczne czy zbyteczne

Aby odpowiedzieć na tak postawione pytanie, wypada nieco zgłębić zagadnienia z obszaru dydaktyki i zastanowić się, czego oczekujemy od procesu nauczania w szkołach. W pierwszym, spontanicznym  niejako odruchu, każdy rodzic  zapewne odpowie: chcę, by moje dziecko ukończyło szkołę z  należnym zasobem wiedzy uprawniającym do dalszej edukacji, bądź dobrego przygotowania do zawodu (w przypadku technikum lub szkoły wyższej) …… i tu trzeba przyznać rację. Rodzic oczekuje konkretów; jego dzieci mają być dobrze wyedukowane, zdobywać odpowiedni zasób wiedzy z umiejętnością jej praktycznego zastosowania, a generalnie właściwego przygotowania do samodzielnego dorosłego życia, umiejętnego radzenia sobie w trudniejszych sytuacjach. Nic ująć, ani dodać, powierzamy nasze pociechy instytucjom oświatowym w przekonaniu, że poprzez wiedzę i oddziaływanie wychowawcze, zostaną one ukształtowane na miarę oczekiwań społecznych i zawodowych stając się  w pełni dojrzałymi obywatelami.

Realizacja tak oczywistego celu wymaga bardzo zaawansowanego procesu dydaktycznego na każdym poziomie kształcenia począwszy od nauczania przedszkolnego aż do ukończenia szkoły średniej. Edukacja w szkołach wyższych to nieco odrębny temat.

Właśnie jednym z istotnych elementów w procesie kształcenia jest zadawanie prac domowych. Wystarczy zajrzeć do odpowiednich opracowań, czy choćby do wikipedii pod hasłem “dydaktyka”, aby odnaleźć właściwą odpowiedź. Praca domowa jest więc jedną z form procesu dydaktycznego realizowaną poprzez samodzielną analizę treści zawartych w podręcznikach, jak również utrwalanie, zrozumienie i pogłębienie wiedzy, oraz ćwiczenie samodzielności myślenia. Dobrze zadana praca domowa, jeśli ma rozwijać umiejętności ucznia, winna spełniać szereg  istotnych warunków:

  • musi się łączyć ściśle z  zakresem tematów przerabianych na lekcjach w szkole;
  • jest właściwie zadana;
  • nie przekracza możliwości ucznia;
  • jest wykonywana samodzielnie;
  • jest sprawdzana i oceniana przez nauczyciela wraz ze wskazaniem i wyjaśnianiem ewentualnie popełnionych błędów.
  • Najważniejsze
    • uczy odpowiedzialności i terminowości !!!
    • przygotowuje do życia w świecie dorosłych, które stawia coraz trudniejsze wyzwania.

Oczywiście należy się zgodzić, że uczeń także ma prawo do rozrywki i odpoczynku, przeto prace domowe – nawet w najlepszej intencji – nie mogą być zadawane w takim nadmiarze, by każdy wolny dzień w całości wypełniony był pisaniem wypracowań czy wielogodzinnym rozwiązywaniem zadań z przedmiotów ścisłych. Tu żadna skrajność nie jest dopuszczalna i nie służy uczącym się dzieciom. Niemniej prawdą jest też i to, że sprzeciw Rzecznika Praw Dziecka, oraz niestety dość licznej grupy rodziców wobec jakiejkolwiek formy zadawanych prac domowych wyraża daleko posuniętą roszczeniowość i świadczy o kompletnym niezrozumieniu procesu dydaktycznego.       

Jeśli system kształcenia dzieci i młodzieży zostanie pozbawiony ćwiczeń samodzielnego myślenia i radzenia sobie z zadanymi w pracach domowych problemami, to żadna naprawa i reforma edukacji niczego nie wniesie, gdyż oświata będzie generować wtórny analfabetyzm. 

Pokrótce wyjaśnię, dlaczego tak może się stać. Po pierwsze dlatego, że rozwój człowieka od najmłodszych lat kształtowany jest przez coraz to bardziej złożone akty poznawcze, począwszy od abstrakcji spontanicznej w pierwszych latach nauki aż do abstrakcji typu matematycznego. Znamy to z powszechnie  stosowanych programów nauczania, których stopień trudności i złożoności realizowanych przedmiotów narasta wraz z wiekiem uczniów.  Dlatego właśnie te wszystkie akty poznawcze powinny być wszechstronnie rozwijane, także poprzez samodzielną pracę. Po drugie, nieoficjalny nakaz ograniczania dzieciom prac domowych  (o ile nie są one w nadmiarze) pozostaje w sprzeczności z prawami ich rozwoju intelektualnego znanymi z psychologii rozwojowej. Poznanie bowiem dokonuje się u człowieka, a u dzieci szczególnie mocno, za pomocą zmysłów takich, jak wzrok, słuch, dotyk, smak i węch. Bardzo silnie na rozwój dzieci działa ćwiczenie pamięci ruchowej i wzrokowej wyostrzonej niejako w toku samodzielnego czytania, pisania (o którym całkowicie zapomnieliśmy), czy nawet rysowania.  To właśnie szczególnie mocno uzasadnia konieczność zadawania prac do samodzielnego wykonywania w domu. A rodzice……? Zamiast biadolić nad “ciężkim losem” dzieci, powinni je wspomagać w codziennych pracach i w ten sposób współpracować z nauczycielami.

Niestety, z przykrością trzeba przyznać, że nazbyt często rodzice w imieniu dziecka ukazują swoja postawę roszczeniową wobec instytucji szkoły. Osobiście wielokrotnie doświadczałem namacalnych dowodów zaniedbania dzieci przez  rodziców, którzy ani trochę nie zechcieli z nimi popracować i dopilnować, by więcej się uczyły. Twierdzenie, że “od wyedukowania jest szkoła” – jest zwykłym wygodnictwem i nie przynosi nic dobrego. Spójrzmy na to w ten sposób: szkoły wprost zasypywane są zaświadczeniami z poradni psychologicznych o dysgrafii, dysleksji, dysortografii, a czasami  dyskalkulii, jakie ponoć zostały u uczniów stwierdzone. Zadam więc pytanie: czy w Polsce mamy masową  epidemię dysfunkcji …. i tacy nieporadni intelektualnie (albo cwani !) mają później  nami rządzić?  Przypominam, że takie zaświadczenie można nabyć za kilkadziesiąt złotych  podczas prywatnej wizyty u psychologa i Rada Pedagogiczna zgodnie z przepisami musi je honorować ! A może przyczyny takiego stanu  należy szukać gdzie indziej?  Nie da się przecież ukryć, że dzieci i młodzież w coraz bardziej zatrważającym stopniu nie czyta i unika samodzielnej nauki, za to ogrom czasu spędza przy komputerze, oczywiście nie w celu sięgania po informacje  przydatne do nauki, lecz po gry komputerowe, bądź podejrzane strony na Internecie. O tych sprawach mówi się głośno, alarmują psycholodzy i lekarze.  Może tym problemem bardziej aktywnie zainteresuje się Rzecznik Praw Dziecka ponoć tak troszczący się o  los najmłodszych!?

Uzasadniając potrzebę zadawania prac domowych należy zwrócić uwagę na niezmiernie ważną rzecz; dzisiejsze dzieci w szkołach podstawowych najdalej za dziesięć lub dwanaście lat staną się osobami dorosłymi i w dalszym swoim życiu będą musiały na co dzień podejmować najróżniejsze decyzje, zarówno w swoich sprawach osobistych, jak i w praktyce zawodowej. Nikt nie będzie usprawiedliwiał ich braków, czy błędów tylko dlatego, że w młodszym wieku zostali niewłaściwie nauczeni, że pokończyli szkoły z poważnymi brakami i niedociągnięciami. O tym powinien pamiętać pan Kurator Oświaty w Olsztynie. Jest przecież zbyt doświadczonym nauczycielem, by tego nie wiedzieć!  No chyba, że takie założenie ma władza – wygenerować jedynie niedouczonych pracowników do montowni w zakładach należących do zagranicznych korporacji ?!

Podsumowując, od prac domowych na weekendy bądź od polecenia przeczytania lektury w czasie ferii jeszcze nikt się nie pochorował, za to pozytywnych efektów przybyło jak najbardziej. Prawda jest taka, że samodzielna praca uczniów utrwala ich wiedzę, oraz samodzielność jej praktycznego stosowania. Zaniechanie  tego elementu procesu kształcenia byłoby sprzeczne z naturą rozwoju poznawczego dzieci i takie działanie nie mogłoby zostać czymkolwiek usprawiedliwione.                    

Czy prawdą jest, że dzieci są przemęczone?

Odpowiadając na tak postawione pytanie wypada zauważyć, że problem jest bardziej złożony. Idzie oczywiście o to, by dzieci uczące się w szkołach miały jak najlepsze warunki do nauki i aby środowisko szkolne było dla nich możliwie najbardziej przyjazne. Niestety, mimo wdrożenia reformy oświatowej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej na przekór wszelkim protestom i uwag, komfort  nauki w szkołach dla  najmłodszych uczniów nie uległ poprawie. Nadal klasy są  zbyt liczne, małe dzieci dźwigają wciąż przeciążone tornistry (jakoś pan kurator tego problemu nie rozwiązał, choć co roku głośno się mówi o tym w mediach), a w starszych  klasach siatka godzin przedmiotowych także budzi wątpliwości nawet wśród pedagogów. Na skutek wprowadzonej reformy nadal znaczna część uczniów pozbawiona jest nauki w pracowniach przedmiotowych z prawdziwego zdarzenia i kiedy ten stan rzeczy ulegnie radykalnej poprawie, nie potrafi odpowiedzieć nikt. A miało być tak wspaniale, przynajmniej w zapowiedziach pani minister!

Z drugiej strony nie popadajmy w skrajności. Ostatecznie mimo pewnych mankamentów dzieci i młodzież mają wystarczająco dobre warunki do tego, by się uczyć. Jeśli są przemęczone, to chyba najbardziej te, które przesiadują  każdego dnia po kilka godzin przed ekranem komputera, a resztę czasu poświęcają na zajęcia zupełnie nie związane z nauką. Oczywiście nie wszystkie, spora część uczniów poświęca czas na szkolne obowiązki, co widać w zdobywanych ocenach, lub w udziale w najrozmaitszych konkursach przedmiotowych. Gdy ktoś mówi o ich przemęczeniu, to może warto przytoczyć liczbę wolnych dni od zajęć szkolnych; ponad dwa miesiące wakacji, w trakcie roku szkolnego prawie cztery tygodnie ferii (łącznie), do tego doliczmy wszystkie święta religijne i państwowe przypadające w dni robocze, o wszystkich sobotach nie wspominając. Zadam więc pytanie, czym polscy uczniowie są tak przemęczeni, że z chwalebną odsieczą musi im przyjść Kurator Oświaty, niczym obrońca uciśnionych wraz z wtórującym mu Rzecznikiem Praw Dziecka?

Czyżby w tej sprawie chodziło o coś zupełnie innego?

Ta niczym nie uzasadniona kuriozalna wypowiedź  pana Kuratora Oświaty w Olsztynie wywołała niemałą konsternację zarówno wśród nauczycieli, jak i ……samych uczniów (a raczej ich ironiczny uśmiech wyrażający niedowierzanie). O co w tym wszystkim chodzi, skoro każdy przecież wie, że w sobotę lub w niedzielę należy się nieco pouczyć, może wykonać pracę domową……. ! Gdyby rzeczywiście zdarzyło się tak, że nauczyciele nadmiernie przeciążyli pracami domowymi uczniów, można to zgłosić dyrektorowi szkoły, bądź porozmawiać z nauczycielem. Wobec tego o co w tej całej sprawie chodzi? Ciekawe jest to, że według komunikatu na oficjalnej stronie Kuratorium Oświaty  województwa Warmińsko – Mazurskiego pan kurator został powołany stosunkowo niedawno. Teraz zbliża się okres kampanii wyborczej, niewykluczone więc, że pan kurator będący członkiem partii rządzącej ma jakiś niejasny cel w pozyskaniu elektoratu na wybory samorządowe. Ale czy naprawdę tak jest, tego nie można jednoznacznie potwierdzić. Jeśli tak, to nawoływanie pana kuratora znakomicie wpisuje się w schemat kampanii, jako rodzaj “kiełbasy wyborczej”. Jeśli zaś nie, to jego oświadczenie tym bardziej staje się niejasne i wręcz niepoważne. Istnieje jeszcze jedna możliwość, ta mianowicie, że na Kuratora Oświaty były wywierane zewnętrzne naciski, ale  takowym Kurator Oświaty nie powinien się poddawać.

Cokolwiek było przyczyną takich szokujących wypowiedzi tak ważnej osobistości w oświacie, pewne jest tylko jedno: trening czyni mistrza i jeśli  marzymy o dobrej przyszłości dla dzieci, to nie możemy zabiegać jedynie o ich dobre samopoczucie i coraz więcej wolnego czasu. Żadne to pocieszenie dla rodziców, że ich dziecko jest utalentowane, jeśli za tym nie pójdzie wytężona nauka.

Zadawanie prac domowych stanowi integralną składową  całego procesu dydaktycznego i rezygnacja z tegoż byłaby początkiem  totalnego rozkładania polskiej edukacji. Wypada zaapelować do rodziców: drodzy Państwo, mniej roszczeniowości, a więcej współpracy ze szkołą i tym samym więcej satysfakcji, że Wasze dzieci mogą się uczyć naprawdę w dobrej polskiej szkole. Dla tych, którzy na przekór wszelkim argumentom nieustannie pytają o sens mozolnej nauki ich dzieci, ćwiczenia matematyki, fizyki, chemii,biologii, tudzież innych przedmiotów, pozostaje odpowiedzieć słowami wiersza wielkiego  polskiego poety  Ignacego Krasickiego:

Pytał głupi mądrego: “Na co rozum zda się?”
Mądry milczał; gdy coraz bardziej naprzykrza się,
Rzekł mu: “Na to się przyda, według mego zdania,
Żeby nie odpowiadać na głupie pytania.”
Zapraszamy Państwa do współpracy z ludźmi Bastionu Dialogu, bo tylko razem jesteśmy w stanie dokonać korzystnych dla Polaków zmian.
Zapisy dokonywać można za pomocą linku: http://bastiondialogu.pl/wspolpraca/

4607total visits,1visits today

Jarosław Jużyczyński

Ekspert ds. problematyki środowisk osób niepełnosprawnych oraz edukacji dzieci i młodzieży. Pomysłodawca i koordynator wdrożenia systemu Centralna Baza Danych przewidzianych dla środowisk osób niepełnosprawnych. Członek zarządu Towarzystwo Pomocy Niepełnosprawnym w Łodzi. Główny Koordynator Oddziału Województwa Łódzkiego Stowarzyszenia Bastion Dialogu

2 thoughts on “Decyzja kuratora, czyli tworzenie pokolenia niedouków … ale jak szczęśliwych?

  • 24 lutego 2018 at 01:45
    Permalink

    Brawo Panie Jarku, bardzo dobry tekst. Dodam jeszcze do niego następująca kwestie.
    Prace domowe może nie są specjalnie twórcze ale uczą wielu rzeczy, w tym obowiązkowości, terminowości i nieuchronnej konsekwencji w przypadku niezrealizowania. A teraz dzieci, w sumie dorośli również zapomnieli o czymś takim jak konsekwencja,czy dotrzymanie danego słowa … etc.
    Wszyscy mówią do siebie ale nikt nie chce słuchać – i chyba w tym jest problem.
    To jak również konsekwencja bezstresowego wychowania, gdzie dzieci a szczególnie prymusi którym zawsze dobrze szlo w szkole, a tu nagle porażka. W takich sytuacjach zwyczajnie nie radzą sobie i albo rodzice latają po nauczycielach aby załatwić sprawę, lub muszą ganiać do psychologa albo załamują sie i popadają w depresje. Nie jestem zwolennikiem jakiejś tyrani w szkole, ale dziecko musi nauczyć się życia, a te wydawałoby sie głupie i nikomu niepotrzebne prace uczą więcej aniżeli większości psychologów się wydaje – wiem bo sam jestem po psychologii i uczono mnie tych dyrdymał o bezstresowym wychowaniu czy resocjalizacji.

    Reply
  • 23 lutego 2018 at 22:34
    Permalink

    A jak się Pan odniesie do pomysłów niektórych szkół aby organizować 10 kwietnia apele w szkołach z okazji ostaniej 96 miesięcznicy smoleńskiej?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *