Ustawowe zamykanie ust wojskowym i polityczne dowodzenie armią

Zamykanie ust żołnierzom i pozbawianie myślenia

Z początkiem lat dziewięćdziesiątych powstała koncepcja, że Siły Zbrojne powinny być apolityczne i nie powinny angażować się w żadną formę aktywności politycznej. Wymóg ten głównie był podyktowany panicznym strachem miernych polityków oraz ugrupowań politycznych przed siłą wojska, bo tylko ta grupa zawodowa ma założony bardzo mocny łańcuch oraz kij którym można w każdej chwili uderzyć każdego mundurowego. Oczywiście podobnie mają też sędziowie, ale jeszcze nie było takiej sytuacji aby chociaż jeden z nich został zwolniony, tylko dlatego, że wspierał jakieś ugrupowanie polityczne.
Dlaczego więc wojskowi? …… bo partia polityczna lub polityk z chorobliwym pożądaniem władzy i siły jaką ona daje, za wszelką cenę chce dowodzić ….. tylko jest mały problem ……… nikt nie chce brać na siebie odpowiedzialności.

Ten proces rozpoczęty został na początku lat dziewięćdziesiątych i jest kontynuowany do dnia dzisiejszego. Widzimy co jest aktualnie realizowane, wmawia się społeczeństwu przez miernoty związkowe, które przejęły władze, że wojsko biło ludzi, że zabijało Polaków, że w okresie stanu wojennego w latach 80-tych dopuściło się złych uczynków. Rozmija się to z faktem, że żołnierzami patrolującymi były w większości dzieci osób należących do związków zawodowych. Czy dziecko zabiłoby swojego ojca lub matkę?
A kto i w jakim celu wmawia nam takie rzeczy?

Wmawiają ludzie, którzy w wojsku nigdy nie byli, a wręcz z niego uciekali …. a dzisiaj pragną armią dowodzić!!! Opowiadają dyrdymały z bajek „o mchu i paproci” żeby udowodnić, że dzisiaj jest znacznie lepiej. Wojsko było i jest takie samo jak cały naród.  Wszyscy co służyli z wojsku są dumni z tego faktu bo służyli dla Polski – nie ważne czy orzeł miał wtedy koronę czy nie, ważne, że towarzyszyła im wiara w sens i przyświecały słuszne intencje.

Paniczny strach polityków przed wojskowymi

W obawie przed siłą wojskowych i policjantów (zarówno liczebną jak i fizyczną), aktualnie założono bezpiecznik. No bo jak emerytów wojskowych zmusić do zaniechania aktywności politycznej, zaczipować, powsadzać prewencyjnie do więzienia? …. No nie.

Rozwiązaniem okazało się wprowadzanie ustawy dezubekizacyjnej, która niezmiernie dobrze odpowiedziała na społeczne zapotrzebowanie. Tym sposobem wyeliminowano wszystkich którzy służyli w służbach – bez względu na rodzaj pracy przed rokiem 1989. Jednak politycy dalej panicznie się boją żołnierzy, którzy mają swoje zdanie i oficjalnie nie zgadzają z narzucaną nam wizją Polski i są już na emeryturach- bo nie chcieli w tej farsie dalej uczestniczyć. Dla tych których nie objęła ustawa dezubekizacyjna, jest przygotowywana nowa ustawa, która daje możliwość degradacji na wniosek pana Ministra Obrony Narodowej – nieprawdaż, że genialne?

To, że ustawa dezubeizacyjna i kolejna opracowywana (zapewne zatwierdzana w nocy) przez partię rządzącą narusza wszystkie możliwe zasady praw nabytych jest nieistotne – rząd wie co robi.

Manipulacja informacją

Aby ustawa została bezkrytycznie zatwierdzona należy zmanipulować społeczeństwo i wmówić ludziom, że wszyscy, którzy służyli w wojsku przed rokiem 90-tym byli Ubekami WSI-okami i generalnie byli na usługach ZSRR. Dlatego rządzący powtarzają  jak mantrę, że powyższe ustawy wprowadzane są w imię wyrównania krzywd (wprawdzie nie wiadomo dokładnie jakich) i dążenia do równości społecznej.
Nieświadomy tłum często przypadkowych ludzi krzyczy – zabrać tym bandytom emerytury! …. To może wszystkim. Dlaczego nie zabiera się emerytur prawdziwym przestępcom, mocodawcom, prokuratorom, sędziom, naukowcom, czy kadrze kierowniczej PZPR, którzy przecież bezpośrednio przyczyniali się do rozwoju państwa komunistycznego? To oni podejmowali decyzje. Idąc dalej, powinny być również pomniejszone emerytury związkowców, którzy w imię bardzo przyziemnych pobudek i obietnic donosili na swoich kolegów i współpracowali z UB-ekami (a tych było całkiem sporo).

W czasie drugiej wojny światowej, za kolaboracje z wrogiem była kulka w łeb 

Jest też propozycja weryfikowania stopni naukowych, osiągniętych przed rokiem 90-tym, bo przecież nadawano je w okresie państwa komunistycznego. Przy takiej opcji mogłoby okazać się, że nieliczni politycy posiadają wykształcenie, którym się okazywali. Niektóre prace naukowe wychwalały panujący ówcześnie system na tyle, że dzisiaj byłby to dobry materiał na śmieszny kabaret. Gdyby dodatkowo przeanalizować je pod kątem anty plagiatowym – okazałoby się, że wielu nie przeszłoby tej weryfikacji, którą dzisiaj poddawane są nasze dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że ci wszyscy ludzie czuli się żołnierzami i pełnili swoją rolę z przeświadczeniem poczucia misji.

Historia fanatyzmu w pigułce

Takie myślenie równania i wyrównywania porównałbym do rządów Jakobinów we Francji, gdzie radykalni kordelierzy w imię demokracji i równości społecznej założyli Stowarzyszenie, którego nazwa brzmiała Stowarzyszenie Przyjaciół Praw Człowieka i Obywatela – czy ta sprzed 200 lat nazwa różni się czymś od dzisiejszych zwolenników wyrównywania krzywd społecznych i przeciwdziałaniu nierównościom? Powołano nawet wówczas komitet Ocalenia Publicznego, gdzie przewodniczącym był pierwszy radykał Maksymilian Robespierre (można byłoby go porównać do najkrwawszych przedstawicieli świętej inkwizycji). Oczywiście sam też na końcu został zgilotynowany. We Francji, paradoksalnie, gilotyna stała się symbolem równości, gdyż zabijani byli zarówno szlachta i książęta jak i ludzie pochodzący z nizin społecznych. Równouprawnienie w śmierci było ich mottem przewodnim, równie ważnym jak podatki, prawa czy obowiązki. Zabito na gilotynie wtedy 18 tysięcy ludzi.

Można zapytać jaki związek ma Rewolucja Francuska z wojskiem polskim?

Związek jest pozornie rozmyty, no i jeszcze nie ma gilotyny, jednak podzielenie żołnierzy na złych bo służyli przed rokiem 90-tym i na dobrych bo służyli po roku 90-tym z uwzględnieniem super patriotów wykreowanych na potrzebę marketingu politycznego – nie służy niczemu i nikomu, a szczególnie naszej ojczyźnie – Polsce. Podkreślam nazwę mojej ojczyzny, bo dla niektórych słowo ojczyzna, nie zawsze oznacza Polskę.

Żołnierzem się jest a nie bywa i o tym  politycy powinni pamiętać.

Poniżej jest aktualizacja tekstu sprzed dwóch lat.

Polityka w wojsku i aktualni politycy

Mundurowi mówią, że polityka zaczyna się od poziomu dowódcy jednostki w stopniu podpułkownika i wzrasta proporcjonalnie do stopnia w hierarchii wraz z preferencjami politycznymi oraz zaangażowaniem.

Postaram się odpowiedzieć dlaczego tak jest i dlaczego dowódcy – generałowie są wyznaczani z tak zwanego klucza.

Nie jest wielką tajemnicą, że od roku 1989 tylko dwie osoby które pełniły funkcję Ministra Obrony Narodowej (oprócz gen. Siwickiego i wiceadm. Kołodziejczyka), posiadały jakiekolwiek doświadczenie wojskowe. Wręcz byli i tacy, którzy odmawiali służby wojskowej uzyskując różne zaświadczenia lekarskie, o niezdolności do służby. Oczywiście dzisiaj powiedzą, że nie zgadzali się służyć dla komunistycznej armii. Zresztą, jeżeli przyjrzymy się wszystkim posłom w aktualnym parlamencie – to może jakieś 10 osób z aktualnie zasiadających w ławach poselskich odbyło służbę wojskową lub jej substytut. W mojej ocenie byli zwykłymi tchórzami i leniami, którzy najzwyczajniej bali się poddać obowiązkowi służby i w razie potrzeby obowiązkowi obrony naszej ojczyzny, wykorzystując każde koneksje i możliwości aby z tej służby być zwolnionym … ale wcale im to nie przeszkadza aby pełnić funkcje Ministra Obrony Narodowej.

Odpowiedzialność bez możliwości dowodzenia

Za rządów AWS i SLD nie było idealnie, ale było w miarę stabilnie, bo jednak Siłami Zbrojnymi oprócz Prezydenta jako zwierzchnika Sił Zbrojnych, dowodził Szef Sztabu Generalnego i liczono się z jego zdaniem. Posiadał podległych sobie dowódców rodzajów sił zbrojnych i odpowiadał za swoje decyzje. Nadzorował też wszystkie obszary funkcjonowania Sił Zbrojnych, a Minister Obrony Narodowej ze strony cywilnej miał pełnić funkcję nadzoru wydatków Sił Zbrojnych oraz wspierać Szefa Sztabu Generalnego pod względem formalno-prawnym. Po tym czasie było już tylko gorzej, przychodzili następni ministrowie, posiadający coraz mniej wiedzy wojskowej odwrotnie proporcjonalnej do ambicji w dążeniu do władzy i dowodzenia. W takich przypadkach konsekwencje nie są trudne do przewidzenia.

Najważniejsze wyznaczyć swoich „generałów”, a następnie dostosować tak prawo i struktury aby móc spokojnie wpływać na dowodzenie bez ponoszenia żadnej odpowiedzialności.

W takim przypadku problemem nie są chęci dowodzenia poszczególnych polityków lecz zbyt ambitni generałowie, którzy za dodatkowe apanaże, stanowiska czy dodatkową gwiazdkę, są w stanie sprzedać siebie i swoich podwładnych. Dowódcy, którzy się sprzeciwili, byli i są odsuwani od kluczowych stanowisk, w konsekwencji zdejmują mundur przechodząc do rezerwy lub w stan spoczynku.

Swój honor można utracić tylko samemu i na własne życzenie

Władza, dowodzenie, struktury i prawo

Politycy żeby zwiększyć swój prestiż i żeby nikt z mundurowych nic im nie narzucił, skonstruowali tak uwarunkowania prawne, struktury i zakresy odpowiedzialności, że zamiast nadzoru i kontroli spraw finansowych, przejęli pełną funkcję dowodzenia, nie licząc się w żadnym wypadku ze zdaniem doświadczonych dowódców.

Wzorowym przykładem niekompetencji oraz naruszania systemu, był rząd który w roku 2014 zdecydował się na restrukturyzację systemu dowodzenia, wierząc, że zrobił coś dobrego. Niestety aktualny rząd wcale nie jest od swoich poprzedników lepszy, bo chociaż wraca do poprzednich struktur, to zachowuje sobie istotną kartę, jaką jest dowodzenie Ministra Obrony Narodowej, bez ponoszenia odpowiedzialności.

W konsekwencji Ustawy z roku 2004 odeszło z wojska kilkadziesiąt tysięcy specjalistów i kadry oficerskiej. Ustawa z 2009 roku, gdzie zlikwidowano zasadniczą służbę wojskową i wprowadzono – grupy rekonstrukcyjne zwane NSR-ami to kolejna wtopa. Jednak skrajnie nieodpowiedzialną decyzją była w zmiana systemu dowodzenia w roku 2014. Konsekwencją tej zmiany było to, że Szefa Sztabu Generalnego – głównodowodzącego odsunięto od dowodzenia i przesunięto do pełnienia funkcji doradczej i planistycznej, a Minister Obrony Narodowej przejął całkowite dowodzenie, powodując tym samym całkowity rozłam wojska. W tym czasie największym przegranym, chociaż posiadającym największy potencjał zdolności militarnych, było nowo stworzone Dowództwo Sił Specjalnych, które istniało dosłownie 4 dni robocze. Można zadać sobie pytanie – kto miał w tym interes, aby tak dobrze zorganizowane i wyposażone wojska o największym potencjale zdezorganizować?

Struktury i decyzje

Wojsko miało mieć strukturę płaską, a okazało się, że zaproponowana struktura zrobiła się bardziej smukła, napompowana generałami jak balonik i jeszcze bardziej niewydajna. Co więcej, wcześniej Szef Sztabu Generalnego ponosił pełną odpowiedzialność za nasze bezpieczeństwo, później było już 3 dowódców na tym samym poziomie zarządzania i żaden nie był w stanie podjąć konkretnych decyzji, o ponoszeniu odpowiedzialności  nie wspominając.

Można dojść do wniosku, że celem tych reorganizacji było to, że gdyby nasze państwo zostało rzeczywiście zaatakowane, żadna z osób wchodzących w skład kadry kierowniczej nie poniosłaby żadnej odpowiedzialności. Aby ewentualnie wyznaczyć winnego, w późniejszym etapie został określony wódz naczelny, jednak w dalszym czasie nie posiadał on wystarczających instrumentów.

W roku 2014, dowodziły dwa ośrodki władzy: Biuro Bezpieczeństwa Narodowego oraz Minister Obrony Narodowej. Czyli BBN opracował nowe struktury armii, a Minister Obrony Narodowej musiał je wdrożyć. Pytanie jest tylko dlaczego Minister ON to wdrożył, bo przecież nie podlega w żadnym wypadku pod Szefa BBN? Odpowiedź jest następująca, gdyby Minister posiadał minimalną wiedzę wojskową i trochę asertywności, nigdy nie pozwoliłby sobie na taką restrukturyzację. Co więcej Biurem Bezpieczeństwa Narodowego zarządzał były generał (wykładowca – rektor AON), przecież taka magnificencja, z założenia nie może się mylić?

Uzasadnienie zmian

Analizując ówczesny system dowodzenia, podejmowania decyzji, zarządzania, kompetencji osób funkcyjnych, i na końcu ponoszenia odpowiedzialności, taki organizm nie miał racji bytu.

Poniżej, prezentacja Szefa BBN, która była społeczeństwu zaprezentowana.

Na pierwszy rzut oka, prezentacja przedstawia likwidację elementów sztabowych i zamianę na elementy bojowe – teoretycznie jest to prawdą. W księgowości, taka restrukturyzacja nazywana byłaby kreatywną.

Zlikwidowano wszystkie Dowództwa Rodzajów Sił Zbrojnych, zastępując je Inspektoratami oraz powołano Dowództwo Generalne i Dowództwo Operacyjne, zabierając im narzędzia analityczne jakie posiadał i posiada Sztab Generalny WP. Efektem tych struktur było to, że zamiast podejmowania decyzji, poziom formalizacji i biurokratyzacji urósł do granic absurdu, bo co z tego, że Dowódca Generalny RSZ dowodził Siłami Zbrojnymi, jeżeli nie posiadał wszystkich narzędzi wsparcia decyzji. Co z tego, że Dowódca Operacyjny RSZ miał dowodzić operacjami jak nie posiadał żadnych wojsk. Została złamana podstawowa zasada – jednoosobowego dowodzenia.

Przedstawię to graficznie, bo wiem, że zdjęcie zastępuje co najmniej 1000 słów.

Jeżeli, by oceniać aktualne poczynania pana Ministra Obrony Narodowej, można powiedzieć, że z jednej strony robi dobrze, że następuje powrót do Rodzajów Sił Zbrojnych. Jednak w dalszym czasie kontynuowany jest proces dowodzenia armią przez tego Ministra Obrony Narodowej.

Czyli Siłami Zbrojnymi już nie dowodzi generał tylko polityk (Minister Obrony Narodowej), który zamiast dbać o nasze bezpieczeństwo, bardziej koncentruje się na używaniu narzędzia siłowego do wewnętrznej walki ze swoim ugrupowaniem oraz opozycją.

Na dzień dzisiejszy można przypuszczać, że Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych RP nie jest Prezydent, a prezes jakiejś tam partii.

I co dalej? …. – konkluzja

Scenariusz jest stosunkowo łatwy do przewidzenia, bo póki politycy będą mieli co zaoferować „swoim” generałom, to ci będą najzwyczajniej się sprzedawać, a proceder ten nie będzie miał końca.

Jednak jako społeczeństwo powinniśmy poważnie się zastanowić na temat określenia zakresu możliwości wpływania partii politycznych na Siły Zbrojne. Gdzie jest ta granica, której nikt z polityków i wojskowych nie powinien nigdy przekroczyć?

Mam nadzieję, że pan Prezydent zauważył już ten problem i zdaje sobie sprawę, że za daleko na marketingu politycznym  w wojsku się nie pojedzie?

Proszę o komentarze w tym zakresie.

41total visits,5visits today

Grzegorz Czuryło

Strateg-ekspert zarządzania, planowania oraz psychologii terroryzmu. Specjalista w szacowaniu i analizie ryzyka oraz modelowaniu systemów informatycznych pod kątem zarządzania. Emerytowany żołnierz wojsk specjalnych. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wady: zdolność przewidywania skutków i konsekwencji rozwiązań systemowych w ujęciu 15-20 lat.

2 thoughts on “Ustawowe zamykanie ust wojskowym i polityczne dowodzenie armią

  • 15 sierpnia 2017 at 09:08
    Permalink

    Bardzo trafna ocena aktualnej sytuacji w wojsku. Jestem zdumiony, ze dzisiejsza opozycja nie korzysta z tych i podobnych opinii, które w sposób analityczny pokazują rzeczywisty obraz WP i wyrafinowaną politykę kolejnych rządów po 1989r./chyba że należy to rozumieć jako współudział w rozkładzie armii/. Dziwię się również wielu wartościowym generałom, którzy nie chcieli sie podporządkować BZDURNYM decyzjom cywilnych dyletantów i odeszli na emeryturę, ale teraz mogliby swoim udziałem /chociażby w dyskusji/potwierdzić tezy zawarte min. przez autora. Serdecznie pozdrawiam, dawno nie czytałem tak fachowego artykułu.

    Reply
    • 16 sierpnia 2017 at 00:16
      Permalink

      Panie Witoldzie, bardzo dziękuję za pana komentarz. Odpowiem panu dlaczego opozycja nie chce skorzystać, bo tak naprawdę nie ma żadnej opozycji. Ci w rządzie czy nazywają się PiSem PO czy inną partią, są tym samym.
      Partia w sejmie jest tak naprawdę jedna – tylko są ustawione „niby” ustawki „niby” rozliczenia „niby” komisje śledcze.
      One nic nie wniosą, ani nikogo nie rozliczą —- to jest teatrzyk zielona gąska, w którym się gra przypisaną sobie jakąś rolę. Dzisiaj jestem w rządzie, a jutro będę w opozycji. Dlatego część polityków (tych mądrzejszych) przechodzi z jednego ugrupowania do drugiego.
      A gdzie Polska? …… Polska dla nich jest dojną krową ze stadem baranów.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *